Dajcie mi żyć!

0

Z cyklu: W krzywym zwierciadle

W poniedziałek poseł ziemi bydgoskiej Łukasz Schreiber wystąpił na konferencji prasowej w kwestii pogardy i chamstwa Platformy Obywatelskiej, na których to zagadnieniach skupia się od pewnego czasu zainteresowanie posła. Jego uwagi uszły “zdradzieckie mordy”, “kanalie”, ” sodomici”, ” Uzbekistan”, “elementy animalne”, “ubeckie wdowy”, “odszczurzanie”, “gorszy sort”, “pedały”, a ostatnio “ojkofobia” i domaga się wniebogłosy przywrócenia kultury w polskim życiu politycznym, którą spaskudziła naturalnie Platforma Obywatelska. Chociaż nie wszyscy tak myślą: przed drzwiami ministra Piotra Glińskiego stoi blady i strwożony petent. Sekretarka pyta: “Pan się boi pana ministra kultury?” “Nie, proszę pani, ja się boję kultury pana ministra!”.

Tego samego dnia żona posła Marianna Schreiber umieściła na Twitterze zrobione ukradkiem w autobusie zdjęcie dziewczyny z tęczową flagą na torbie z komentarzem: “Won z mojego miasta”. Tuż obok jest wpis: “Trzaskowski won”. Zaraz po konferencji męża pani Schreiber zaczęła usuwać swoje wpisy z Twittera ale wiadomo, poszły już dalej. Internet przecież nie zapomina. A edukację w kwestii chamstwa poseł powinien zacząć od małżonki.

A “ojkofobia” to bardzo fajne słowo prezes Kaczyński uwielbia co i raz zadziwić ciemny lud jakimś słownym cudeńkiem, żeby zobaczył, jak wysławia się lepszy sort obywateli czyli władza. Na przykład na tegorocznej konwencji “Solidarnej Polski” oświadczył, że chce budować “skomprymowane państwo”. Prosty lud nie połapał się, że może to znaczyć państwo zwarte, uproszczone, bo “skomprymować” oznacza “skrócić tekst”, ale my, ludzie z ukończoną podstawówką, zauważyliśmy, że prezes został skomprymowany do 163 cm. Podobno, kiedy prezes oz-najmił entuzjastycznie, że będzie zwalczał lumpenliberalizm, imposybilizm i hiperoportumizm, jakaś starsza słuchaczka spytała, czy na reumatyzyzm też coś poradzić może. I pomyśleć, że takie słowa jak “punitywność” “permisywizm” czy “dyfamacja” wychodzą z tych samych ust, które bez żenady posługują się nieistniejącym czasownikiem “wyłanczać” w różnych formach. Kiedy sala sejmowa skandowała: “wyłączać”, prezes nie dał się zbić z pantałyku i zaordynował: “Pozwólcie mi Państwo mówić tak jak mówię”. Jak nic czeka nas szybka nowelizacja słownika języka polskiego PAN i nie ma co liczyć na prokrastynację!

Co mi przypomniało plakat wyborczy niejakiego Karola Malinowskiego startującego z ostatniego miejsca listy PiS do Rady Miejskiej w Bytowie, pod obiecującym hasłem: “Dam Ci żyć”. Dowcipnisie natychmiast dodali literkę ” r” i obietnica wyborcza zabrzmiała: “Dam ci rzyć”, co pozwoliło na obłudne i złośliwe komentarze typu: “Czego to ludzie nie obiecają, żeby tylko do koryta się dopchać!” No bo wiadomo:

– Dlaczego chce pan kandydować?

– Proszę spojrzeć, co dzieje się w naszym kraju, władza pławi się w luksusach, dyletantyzm, korupcja i nieróbstwo kwitnie!

– I pan chce z tym walczyć?

– A skąd, chcę w tym uczestniczyć!

Każda nowa ekipa wygrywała wybory z hasłem zwalczania korupcji i nepotyzmu. A potem natychmiast brała się do dzielenia stołków i kasy. PiS oczywiście obiecywał, że będzie inaczej ale szybko okazało się, że ci, którzy mieli mieć czyste ręce mają lepkie palce. Od ministerstw po gminy zaczęło się wielkie dzielenie i obsadzanie posad swoimi.

W 2002 r. również Lech Kaczyński wygrał prezydenturę Warszawy hasłami walki z korupcją i trzeba mu przyznać, że nie zawiódł. Korupcja pojawia się zwykle tam, gdzie są inwestycje. Ustawiony przetarg, potwierdzenie wykonania czegoś, co nie zostało zrobione, odbiór techniczny ładnie wyglądającej fuszerki i takie tam…. Ekipa Kaczyńskiego znalazła na to sposób: przez 4 lata nie zrobiono w Warszawie nic, z wyjątkiem Muzeum Powstania Warszawskiego, wydatkowano 1% funduszu inwestycyjnego. Dzięki nicnierobieniu nie było więc publicznej kaski, którą mogliby zassać urzędnicy.

4 lata marazmu inwestycyjnego wystarczyły, aby warszawiacy doszli do wniosku, że lepszy ryzykant niż pierdoła i na prezydenta miasta wybrali wiceprzewodniczącą Platformy Obywatelskiej, pieszczotliwie zwaną Bufetową. Pani prezydent ganiała swoich pracowników po licznych pielgrzymkach ale nie tylko. Zostawia miasto ze zrealizowanymi inwestycjami, które będą służyć ludziom przez następne 30 lat: z drugą linią metra, ścieżkami rowerowymi, bulwarami nad Wisłą, Mostem Północnym, oczyszczalnią Czajka i setką innych. Każdy następny prezydent będzie tylko poprawiał i upiększał. A do tego po 3 kadencjach rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz zostanie niskie zadłużenie, świetny rating i dobrze uporządkowana struktura. Odchodzi, mając lepsze notowania niż Lech Kaczyński u szczytu sławy.

Nie udało jej się wykryć układu urzędników od zwrotu nieruchomości, ale była to również porażka NIK, ABW i CBA, które przecież regularnie kontrolowały działalność ratusza.

Teraz na schedę po Hannie oblizuje się aż 14 kandydatów, w tym dwa większe wilczury głowy podnoszą wysoko: Rafał Trzaskowski z PO, zna 5 języków obcych, doktorat na Uniwersytecie Warszawskim, stypendia naukowe w Anglii, Francji, USA i Australii, jest współautorem największego sukcesu, jakim było wynegocjowanie dużych środków z Unii Europejskiej, no i Patryk Jaki z PiS, jeden język, a i to słabo, magister politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, współautor największej wpadki dyplomatycznej, jaką była ustawa o IPN.

Obaj główni kandydaci przejawiają upór, pracowitość i konsekwencje w dążeniu do celu, przyznam się jednak, że z większym zainteresowaniem obserwuję występy pana Jakiego, bo czego się spodziewać po Trzaskowskim, to mniej więcej wiem. Kandydat Jaki natomiast jak pan Twardowski: “śmieszy, tumani, przestrasza”, dostarczając nam niezapomnianych wrażeń. Pomylił na przykład pogrzeb Sebastiana Karpiniuka z Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej, nie odróżnia Pragi czeskiej od warszawskiej, a Dunaju od Dunajca, spaceruje z dosztukowanym do zdjęcia “rabladorem” i straszy “hatakumbą”. Ktoś opowiadał o takim dialogu: Patryk Kaki w Media Markt: “Gdzie znajdę lotnika? Chyba pilota? A tak, pilota, Przepraszam ale w tych sprawach jestem lajkonikiem!” Na prezydenta RP może by się i nadawał, ale w stolicy kwalifikuje się najwyżej do podstawówki.

Zalicza wpadkę za wpadką, np.: “To jest coś nieprawdopodobnego, że stolica nie ma stadionu lekkoatletycznego”, a w dniu 16 grudnia 2016 r. Patryk Jaki głosował przeciw przyznaniu 200 mln zł. na stadion SKRY. Atakuje na oślep, jak byczek Fernando: “Ulica Piaskowa na Woli147 lokali do wykwaterowania z powodu błędów technicznych. Tak metropolią zarządza Platforma Obywatelska!” Odpowiedział burmistrz Woli, Krzysztof Strzałkowski: “Umowa z projektantem została zawarta i rozliczona w 2009 r., kiedy burmistrzem Woli był Zdzisław Sipiera z PiS”.

Obiecuje warszawiakom cenzurę: “W warszawskich teatrach nie będą grane spektakle, które w naszej ocenie są zdecydowanie negatywne”. Kandydata PiS wspiera Antoni Macierewicz: “Jeżeli wygra Jaki PKiN zostanie zburzony i powstanie pomnik Chwały Wojska Polskiego, bo tam powinien stać”.

Przyznam się Państwu, że nie wierzę aby niedouczony aparatczyk, żonglujący faktami, nie radzący sobie z Twitterem i Facebookiem mógł wygrać wybory w Warszawie. To byłoby jak kanonizacja Jerzego Urbana. Pragnę też przypomnieć, co powiedział pewien stary mędrzec: “Im głupszy jest ten wybrany, tym głupsi są ci, którzy go wybrali!”

Danuta Owczarz-Kowal

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.