Gdyniowo-filmowo

0

Gdyniowo-filmowo, sześć dni w kinach, w Teatrze Muzycznym, Gdyńskim Centrum Filmowym i paru innych miejscach. 43 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Filmy, konferencje, rozmowy, poczucie oderwania od codzienności politycznej, nieoglądanie wpadek niedojrzałego, służalczego prezydenta tego kraju to już jest wielkie szczęście.

Największym jednak szczęściem są filmy, Kler, Eter, 7 uczuć, Ułaskawienie, Zimna wojna, Nina, Kamerdyner, Fuga.Nie piszę o tych, których jeszcze nie widziałam i o tych, o których nie chcę pisać. Cieszy, że widz w większości traktowany jest przez twórców poważnie, jak myślący człowiek, choć dziwi obecność na tym festiwalu filmu Juliusz, komedii romantycznej. Komedii z puszczanym bąkiem czy stand up-owym rżniętym dowcipem. Na plus zapisuję wprowadzenie postaci głównej bohaterki w ciąży, samotnej, samodzielnej, energicznej i uprawiającej seks, bez mitu Matki Polki. Ludzie śmieją się, niektórzy rechoczą na tym filmie, podoba się publiczności. Ale czy powinien być w Gdyni na festiwalu, zamiast zarabiać w kinie?

Starsi mistrzowie dokonują pewnych życiowych podsumowań, jak się zdaje. Marek Koterski poruszającym, choć w pierwszej warstwie dla niektórych „wesołym filmem” (nie zgadzam się!) rozlicza się ze swoimi traumami, dziecięctwem, mówi, że to jego film życia, który „wybrał go”, bo ma wrażenie, że to jego filmy, tematy wybierają, a nie on je wybiera. Adaś Miauczyński grany przez syna reżysera, Miśka Koterskiego (bardzo dobra rola, dojrzał do dorosłości), plejada aktorskich postaci: Maja Ostaszewska, Robert Więckiewicz, Katarzyna Figura, Gabriela Muskała, Adam Chyra, Sonia Bohosiewicz czy Adam Woronowicz. Świetny zabieg obsadzenia dorosłych w role dziecięce. – Nauczenie się języka Koterskiego to gehenna dla aktorów! – mówił Więckiewicz; koledzy potwierdzali, autor nie zaprzeczał. Mnie ten film po ludzku poruszył, jako człowieka, matkę, dziecko… Bolał mnie ten Koterski, ale też ofiarował wiele oczyszczającego, inteligentnego śmiechu, wzruszenia. Nie rechotu, co ma dla mnie znaczenie.

Ale salowe kinowe, jak się zapewne Czytelnicy domyślają, pękają w szwach na filmie „Kler”. Dodatkowe seanse, ludzie na schodach, nawet na pokazie prasowym, pierwszym pokazie oficjalnym; zatkane ludźmi korytarze, trzeba wychodzić bocznymi schodami, i nie jest to przypadek. Trailer filmu obiecuje „grillowanie” kleru, wyciąganie brudów spod sutann. Nic bardziej mylnego: obok pokazywania grzechów głównych i pomniejszych instytucji Kościoła katolickiego jest to film pełen ludzkiego współczucia wobec księży-ludzi, jest poznawanie natury ludzkiej, tego co jest jej tajemnicą. I nie jest to film mroczny, pełen swoistego „smarzowskiego” brudu, ale operuje snopem światła kierowanego na zakulisowe gry, ludzkie próżności, luksus, błysk, złoto, politurę drogich mebli czy lakieru samochodu. Jakubik, grający jednego z księży-bohaterów filmu powiedział, że „to film o tych wszystkich ludziach, o których Kościół nie pamięta”. Bo to głos w sprawie krzywdy ofiar pedofilii, zbadanie i pokazanie, krok po kroku, mechanizmów, którymi posługuje się ta instytucja, zresztą mechanizmów mafijnych, stosowanych w innych firmach. Więckiewicz (także w roli księdza) powiedział, że jeśli zgłasza akces do jakiegoś projektu, to znaczy, że opowiada się po jakiejś stronie. A Wojciech Smarzowski ze swoją ekipą bardzo poważnie się do filmu przygotowywali, bardzo poważnie potraktowali problem grzechów ludzi Kościoła i ból, odpowiedzialność za nie. Pokazali też bezsilność słabszych – ofiar, jednostek wobec machiny Kościoła, dzieci wobec dorosłych, dorosłych wobec własnej traumy i innych dorosłych. Ten film jest ważnym głosem, nie obraża wiary, a obnaża instytucję. Nie mylmy wiary z instytucją. Można zachować wiarę bez instytucji, można stracić wiarę w ramach instytucji, można też się poddać i sięgnąć po inne rozwiązania… Niektórzy mówią, nie widząc jeszcze filmu, że to atak na polski Kościół; cóż za bzdury! To parada grzechów, pokazana i wyliczona, jasne, że grzechów obecnych we wszystkich środowiskach, ale to akurat Kościół ze swoim „sumieniem” ma podstawowy problem, nie chce tych grzechów wyznać, wyrazić skruchy, prosić o wybaczenie, albo robi wiele, by tego nie zrobić. A że ma siłę, moc, zwłaszcza w Polsce, zwłaszcza teraz, to dobrze, że podlega krytyce i oglądowi. W żadnym kraju sam z siebie się nie oczyścił, wymusiła to opinia publiczna poprzez dziennikarzy, teksty, filmy. I Kościół może się sam siebie bać, a nie jednego filmu Smarzowskiego, a najwyraźniej się go boi.

Wojciech Smarzowski Foto: Beata Dżon

– Czy jacyś aktorzy odmówili panu wzięcia udziału w tym filmie? – zapytałam na konferencji prasowej  Wojciecha Smarzowskiego. – Tak. 

Tak wyczerpująco odpowiedział mi reżyser filmu “Kler”, za chwilę dodał, że tutaj są ci, którzy nie odmówili, zatem Jacek Braciak, Robert Więckiewicz, Arek Jakubik, odtwórcy ról księży, głównych postaci filmu obok innego biskupa Mordowicza, granego przez Janusza Gajosa (w USA).

Konferencja prasowa – film “Kler” Foto: Beata Dżon

Ten film trzeba zobaczyć, żeby mieć pojęcie o mechanizmach. Jest antyklerykalny, ale jest pełen chrześcijańskiej (ludzkiej) miłości.

Pokazuje też naszą codzienność katolicką, cytat z „Kleru”: „Nie zabezpieczyłaś się?” – pyta ksiądz swojej ciężarnej gospodyni. „Wiara mi nie pozwala.”

I zaraz obok w sali film innego mistrza, Krzysztofa Zanussiego „Eter”. Film – wyznanie wiary. Bardzo klarowne, końcem filmu aż „za” klarowne. Mistrz pokazuje nam też piekło z „Sądu Ostatecznego” pędzla Memlinga, próbuje postraszyć?… Filmowa, stylowa podróż w faustowskie dylematy w kostiumie z początku XX. wieku, podróż najwyższej aktorskiej jakości Jacka Poniedziałka i Andrzeja Chyry, innych. Przepiękny, głęboki, mnie zachwycił i niemal nawrócił. Uwierzyłam, że ktoś wierzy żarliwie i głęboko i nie wstydzi się o tym mówić. Film, jaki się z przyjemnością ogląda, wysmakowany, niespieszny, który z czymś zostawia. Podróż filmowa 1 klasą.

Dużo kościoła, wiary, mistyki, poszukiwań człowieka w człowieku w Gdyni na ekranach a.d. 2018. Tylko „Juliusz” puszczał bąka.

No, to … oglądajmy polskie filmy.

Beata Dżon Ozimek

O filmie “Kler” w “Gazecie” – także o nieprzyznaniu nagrody pulbiczności

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.