| |
Jedyny syn Jana Wazy i Katarzyny Jagiellonki Zygmunt III zachowywał się godnie na tronie polskim, przynajmniej gdy się patrzy na jego panowanie z perspektywy mentalności jego czasów.
Wybrano go na króla polskiego, by powstrzymać Habsburgów od sięgnięcia po ten tron, on jednak związał się z cesarstwem. Miano mu to za złe, ale to nie był żaden skandal czy zbrodnia. Dwie Habsburżanki były jego żonami, obie kochał, był im wierny. Po śmierci drugiej dostał z żalu udaru i zaraz zmarł. Pochowano ich jednego dnia. Miano mu za złe, że chciał odstąpić tron Polski Habsburgom za ich pomoc w odzyskaniu przynależnego mu tronu szwedzkiego, ale w owych czasach nie była to zdrada państwa, bo kandydat tej rodziny miał takie same szanse zostania królem polskim jak i Zygmunt i o mało nim nie został. Nie zgodził się na to, by jego syn Władysław został carem Księstwa Moskiewskiego, ale nie chodziło tu o pazerność ojca; było to zaplanowane posunięcie polityczne pełnego podporządkowania tego księstwa Rzeczpospolitej. Tak to też rozumiał Władysław, inaczej nie fundowałby ojcu kolumny z jego pomnikiem na jej szczycie w Warszawie. Doprowadził do Unii Brzeskiej, na mocy której powstał kościół grekokatolicki, podporządkowany Rzymowi. Walcząc o tron szwedzki może zaniedbywał inne pilne sprawy do załatwienia, ale wielu Polaków pochwalało jego starania i wojny o swe dziedzictwo. Doprowadził do tego, że przez sześć lat był królem nie tylko Polaków, ale i Szwedów. Historyk polski W. Konopczyński tak podsumowuje jego panowanie: "...żył trzeźwo, przystojnie, kulturalnie, w zgodzie z sumieniem i na poziomie idei swego wieku". Warszawiacy powinni go specjalnie lubić, bo właśnie on przeniósł stolicę Polski do ich miasta.
Następca Zygmunta III, jego syn Władysław IV pod pewnymi względami przerastał ojca. Był bardziej wykształcony, tolerancyjny wobec protestantów, był chyba lepszym strategiem od ojca, rozbudował polską artylerię, sam poprowadził wojska na odsiecz Smoleńska. Niestety szybko się zniechęcał, brakowało mu wytrwałości i to stawało się powodem wielu jego niepowodzeń. Stał się człowiekiem renesansu dzięki przede wszystkim swej wielkiej podróży po Europie jeszcze jako królewicz pod pseudonimem. Gdzie trzeba było tam ujawniał się, zyskał sobie sympatię nawet tak wielkich tego świata jak cesarz i papież. Cesarz oddał mu później za żonę swoją córkę Cecylię. Małżeństwo to zawarł w dość późnym wieku, gdy miał 41 lat, ale po jej rychłej śmierci i śmierci dwójki ich dzieci (biologiczna degeneracja rodziny Habsburgów była tego powodem), ożenił się ze spokrewnioną z władcami Francji Marią Gonzagą. Ponieważ w Polsce imię Marii było wtedy zarezerwowane tylko dla Matki Boskiej, przyjęła imię Ludwiki. Najpierw poślubił ją per procura i reprezentował go w tej ceremonii młodszy przyrodni brat Jan Kazimierz. Później wziął z nią uroczysty ślub w Polsce, ale jej nie kochał. Był bardziej dyskretny i ostrożniejszy niż wielu jego poprzedników na tronie gdy chodzi o kochanki. Gdy zaczęto podejrzewywać, że utrzymuje związki miłosne z Jadwigą Łuszkowską, wydał ją za mąż za swego dworzanina, dyskretnie wianował i oddalił z dworu. Jego życie jako króla to ciągłe wojny oraz zabiegi o tron szwedzki, czeski i moskiewski. Udało mu się oddalić nawałnicę szwedzką na Polskę, przyszła nieco później za jego następcy Jana Kazimierza. Nie pozostawił potomstwa - jego syn zmarł w wieku 7 lat, dlatego brat przejął po nim tron i żonę. Zmarł dość prozaicznie jak wielu innych polskich królów. W drodze z Wilna do Krakowa przedawkował środki oczyszczające organizm (to, poza puszczaniem krwi, było wtedy jedną z najczęściej używanych metod leczniczych) i to go zabiło 20 maja 1648 roku. Nie był złym królem. Chciał dobrze, ale w sprawach politycznych wielu spraw nie udało mu się doprowadzić do zadowalającego końca. Był wybrany carem Moskwy i ofiarowano mu tron czeski, ale nie przyjął tych urzędów, bo ojciec szykował go na następcę na tronie polskim i na ewentualnego króla Szwedów w zjednoczonym z Polską państwie. Był pierwszym prawdziwym mecenasem sztuki w Polsce. Miał na dworze stałą orkiestrę. Oddał dużą salę w pałacu na teatr, a w nim wystawiano nie tylko sztuki, ale i ówczesne opery. Miał nadwornych malarzy, rzeźbiarzy i budowniczych. Zostawił po sobie jeden z najdłuższych tytułów swego urzędu który brzmiał: "Władysław IV, z Bożej łaski król polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, inflancki, smoleński, siewierski i czernihowski, a także dziedziczny król Szwedów, Gotów i Wandalów, wybrany wielkim księciem moskiewskim".
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|