Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Komentarze, opinie
Wspólny plan awaryjny
Małgorzata P. Bonikowska
Jan 15, 2010
 
 

Z cyklu: Zapiski na gorąco

Kataklizmy - trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, tsunami, huragany, powodzie - przeważne dotykają te obszary Ziemi, które zamieszkują najbiedniejsi. To ironia losu, że właśnie ci najbardziej bezbronni są narażeni na największe zagrożenia. To rejony o tropikalnym klimacie, gdzie obok nielicznych mieszkańców wysepek luksusu znakomita większość ludzi żyje w ubóstwie.

I znowu, po raz kolejny, zdarzyła się wielka tragedia. Wtorkowe trzęsienie ziemi zniszczyło i tak już biedny kraj - najbiedniejszy na zachodniej półkuli, borykający się od dziesięcioleci z trudnościami politycznymi i ekonomicznymi. Fatalnie działająca infrastruktura, niedostatek, niska stopa życiowa społeczeństwa, fatalna kondycja budownictwa - kiedy do takich problemów życia codziennego tego kraju doda się niszczycielską siłę trzęsienia ziemi o ogromnej mocy 7 stopni - mamy po prostu tragedię trudną do wyobrażenia.

Ranni nie mogący otrzymać pomocy bo nie ma szpitali i sprzętu medycznego, brak jest urządzeń pozwalających na natychmiastową pomoc w poszukiwaniu żyjących jeszcze pod gruzami ludzi, nie ma dosyć wody, zatarasowane są drogi, uniemożliwiające normalny transport pomocy z lotniska do terenów nawiedzonych trzęsieniem ziemi - to normalne obrazki z tego piekła na ziemi, najgorszego kataklizmu od ponad 200 lat.

W sumie nie można się dziwić, ponieważ Haiti leży w środku tzw. pasa huraganowego, nawiedzają ten kraj potężne burze od czerwca do października, zdarzają się powodzie, ale i susze, a także trzęsienia ziemi.

To fakt że świat zareagował na tragedię na Haiti bezprecedensowym otwarciem serc i portfeli. Wiele krajów, nawet Polska, zmobilizowały pomoc. Ale tu pojawiły się tzw. schody. Otóż wszyscy chcą pomóc, ale w tych wysiłkach jest sporo chaosu, a do tego lokalne warunki - jeden pas startowy lotniska, zniszczony port - utrudniają pomoc na większą skalę.

A tymczasem liczy się każda godzina. Dla tych żyjących jeszcze pod stertami gruzu, pogrzebanych za życia, każde opóźnienie w akcji ratowniczej, w dotarciu do nich ludzi znających się na takiej robocie, z psami, ze sprzętem do odkopywania - to perspektywa śmierci. Kończy się tlen, kończą się siły, nie ma wody, są rany i obrażenia. Straszna to śmierć, która nadchodzi powoli, stopniowo, kiedy wie się, że świat żywych i chętnych do pomocy jest tuż obok, a jednak tak daleko.

Oglądając, słuchając i czytając o potwornej tragedii tego małego, biednego kraju, myślę sobie tak: zamiast marnować czas i pieniądze na konflikty, na wojny, zbrojenia, których jedynym celem jest NISZCZENIE, kraje naszego globu powinny opracować precyzyjne plany ratownicze dla biednych krajów, które regularnie są nawiedzane przez różnego rodzaju tragedie naturalne. Coś jakby plany ewakuacji opracowywane dla poszczególnych rodziny czy zakładów pracy, ale na wielką skalę. Musiałyby one dokładnie precyzować, punkt po punkcie, krok po kroku, co powinno się dziać w razie katastrofy typu zabójczy huragan czy powódź, bądź trzęsienie ziemi. Specjalistów na arenie międzynarodowej potrafiących pomóc w opracowaniu takich planów działania jest wielu. Nie sądzę, aby było to zadanie ponad ich siły, tym bardziej że opieraliby się na dość podobnym schemacie. To, co różniłoby poszczególne plany, to specyficzne warunki każdego kraju - ukształtowanie powierzchni, oddalenie od innych państw, lokalizacja ważnych punktów takich jak lotniska czy porty.

I kiedy zdarzy się to, czego można się obawiać - jak właśnie trzęsienie ziemi na Haiti - natychmiast na ekranach komputerów zajmujących się tym ludzi w innych krajach pojawia się dokładnie opracowany schemat działania na taki właśnie wypadek. Określa on, kto ma czym się zająć w jakiej kolejności, tak aby jak najszybciej przyjść z efektywną i naprawdę niezbędną pomocą, a nie marnować czasu na ustalanie warunków, potrzeb i możliwości dostarczenia pomocy w jak najkrótszym czasie.

Czy to jest zbyt dużo? Myślę, że nie. Świat dysponuje wystarczającą wiedzą, techniką, systemami komunikacyjnymi, że zarówno opracowanie jak i realizacja tego rodzaju planów nie powinna stwarzać zbyt wielkich problemów.

Wymagałoby to jednak energii, czasu i pieniędzy przed zajściem tragedii, a nie dopiero wtedy, kiedy jest już po fakcie.

Ile osób umrze pod gruzami budynków na Haiti, tylko dlatego, że nie wymyślono zawczasu metod dostarczenia w te miejsca sprzętu, pozwalającego na odgrzebywanie spod ruin ludzi - tego nie wiemy. Każdy taki przypadek do zaledwie liczba w statystykach, ale de facto to potworne cierpienie powoli gasnącego i tracącego nadzieję uwięzionego w grobie za życia człowieka.

W przypadkach tego rodzaju tragedii najważniejsze są pierwsze godziny i dni, kiedy jest jeszcze szansa na ratunek dla tych, których szalone ruchy ziemi pogrzebały pod zburzonymi budynkami. Potem przyjdą kolejne fazy - chowanie zmarłych, pomoc medyczna dla rannych, którzy przeżyli, niedopuszczenie do epidemii, zapewnienie ludziom żywności, wody, schronienia. Na samym końcu jest pomoc dla ofiar szoku, dla dzieci, które osierocone straciły bliskich i są same, przerażone, bezbronne. O tych wszystkich etapach pomocy powinno się właśnie myśleć zawczasu, mieć je opracowane jak najbardziej precyzyjnie, aby kiedy nadejdzie wielki huragan czy powódź w rejonie, nawiedzanym przez te kataklizmy, zminimalizować liczbę ofiar i pomóc w dostarczaniu pomocy.

No cóż, może na to jeszcze jest za wcześnie. Może ciągle za bardzo interesują nas tylko sprawy z naszego podwórka, nasz własny nos i jego najbliższe okolice, abyśmy byli gotowi do takiej zmiany optyki i priorytetów. Mam jednak nadzieję, że nadejdzie taki dzień, w którym społeczność międzynarodowa podejmie decyzję, że warto poświęcić takim strategicznym planom czas i przeznaczyć na nie nieco pieniędzy. To na pewno tańsze i bardziej skuteczne w sytuacji tragedii niż nawet najbardziej hojne, ale nieskoordynowane wysiłki, organizowane ad hoc, kiedy zakopani pod gruzami ludzie umierają tracąc nadzieję na ratunek.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com