Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Komentarze, opinie
I znowu Nowy Rok
Witold Liliental
Dec 31, 2009
 
 

Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem

Nowy Rok zajmował w moich wspomnieniach zawsze miejsce drugorzędne, za Bożym Narodzeniem, co nie znaczy, jednak, że był on dla mnie bez znaczenia. Po prostu, Boże Narodzenie kojarzyło mi się od niepamiętnych lat z dzieciństwem, specyficznym nastrojem i niepowtarzalną, polską tradycją. Nowy Rok, jak chyba każdy przyzna, ma charakter bardziej uniwersalny i ponadnarodowy. Ale i ten, w zależności od czasu historycznego i okoliczności, może być obchodzony w różny sposób i w różnym nastroju. Moje najwcześniejsze skojarzenia z Nowym Rokiem (wcześniejszych po prostu nie pamiętam) datują się z czasu, kiedy miałem niecałe 12 lat, mieszkałem w Południowej Afryce i spędzałem ferie szkolne wraz z mamą i wujostwem u polskich przyjaciół w Maseru, w protektoracie Basutoland (dziś Lesoto). Z nami były moje dwie kuzynki, obydwie starsze ode mnie i one wybierały się na bal z dorosłymi. Ja uznany zostałem za jeszcze zbyt młodego, by bawić się na dorosłym balu. I wówczas zrobiłem scenę, że ja tu przyjechałem z takimi samymi prawami, jak dziewczynki i nie jest moją winą, że jestem młodszy. No i zabrano mnie na ten bal, na którym się wynudziłem, bo tańczyć nie umiałem. O dwunastej jakaś pani schyliła się do mnie i powiedziała: "Give me a kiss. Can’t you kiss? You’re a Pole, aren’t you?" Bardzo szybko zmęczyło mnie to wszystko, ale postawiłem na swoim. Byłem na swoim pierwszym balu.

Później przez wiele lat jakoś mnie do hucznych bali nie ciągnęło, dopiero mając szesnaście lat, jeszcze w Afryce, spędzałem Nowy Rok w licznym gronie płatnych wczasowiczów, w ośrodku wypoczynkowym. Chcąc pokazać pewnej dziewczynie, jaki ze mnie chojrak, nie przepuszczałem żadnego tańca, ale między każdym poprzednim a następnym dolewałem sobie czegoś mocniejszego (w tym czasie nie było żadnej kontroli wieku) i połowę 1 stycznia spędziłem w łóżku z potwornym bólem głowy. Myślę, że każdy młody człowiek przez takie doświadczenie kiedyś przechodzi, więc i mnie się ono na przyszłość przydało. Dodam, że żadnych zgorszeń nie spowodowałem.

W końcu 1957 roku odwiedziłem Polskę i Sylwestra obchodziłem w Warszawie. Z grupą młodych ludzi bawiliśmy się w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego na rogu Rakowieckiej i Al. Niepodległości. Nie byłem w Polsce od dzieciństwa, wielu zwyczajów nie znałem. Kiedy ogłoszono "biały walc" pierwszy podbiegłem do dziewczyny, która mi się najbardziej podobała i skłoniłem się. Okazała się wyjątkowo taktowna. Wiedziała, że ja jestem przybyszem z zagranicy i wytłumaczyła mi, że to panie mają prosić panów, ale że dobrze się składa, bo akurat ona miała prosić mnie. Gdy na ulicach już szarzało i ostatnie takty muzyki ucichły, wyszliśmy wspaniałą, rozbawioną grupą i przeszliśmy piechotą z Mokotowa aż na Grochów. Był to bardzo radosny dla mnie Sylwester. Gdy podczas balu wybiła północ, wszyscy życzyli mi, żebym mógł zrealizować plany powrotu do Polski na stałe. Jeszcze trwała euforia po przemianach z 1956 roku.

Snując dalej te noworoczne wspomnienia, pamiętam liczne kolejne prywatki sylwestrowe, na których motywem przewodnim życzeń było zdanie egzaminów w zbliżającej się sesji. Aż nadszedł czas, że nie trzeba było już tych egzaminów więcej zdawać i rozjechaliśmy się po Polsce. Dwa dni temu, w rozmowie telefonicznej dowiedziałem się o śmierci jednego ze stałych uczestników tych prywatek.

Chyba najsmutniejszy, wręcz przygnębiający nastrój towarzyszył Sylwestrowi w 1981 roku. Już byłem w Arizonie. Tam, w Kraju, zapadła koszmarna noc stanu wojennego, ja sam przechodziłem osobiste tarapaty. Nie chcę nawet tego wspominać. Kolejne były już znacznie lepsze. Liczyliśmy, ile jeszcze lat trzeba czekać do czasu, jak będzie można swobodnie (oczywiście z amerykańskim paszportem w ręku) odwiedzić Polskę.

Historia wyprzedziła marzenia, Polska od dwudziestu lat znów jest wolna. Kolejne Sylwestry, już w Kanadzie, do której ściągnięto mnie w związku z pracą, przetańczone były na balach w lokalach z polskim towarzystwem, w polskich szkołach, u polskich harcerzy i na balach Polonii Przyszłości. Życzenia już były "normalne", czyli zdrowia, pomyślności, sukcesów w pracy. Od dwudziestu lat, szczęśliwie nie musimy już przywoływać nostalgicznych życzeń "następnego roku w wolnej Polsce".

Ale czas "zmiany warty" jednego roku na następny usposabia do refleksji. Przecież podczas okupacji młodzież w Polsce też urządzała prywatki z tańcami. Oni też chcieli choć na chwilę zapomnieć o otaczającej ich rzeczywistości, też chcieli pośmiać się, poprzytulać w tańcu do tej wybranej, czy wybranego. Czego oni sobie życzyli? Czego życzyli sobie żołnierze - tułacze na obcej ziemi? Jakie życzenia mogli sobie składać, jeśli w ogóle mogli jakoś Nowy Rok uczcić, deportowani w głąb Syberii, czy Kazachstanu? Czy słowa "szczęśliwszego Nowego Roku" zabrzmiały kiedykolwiek wśród trzęsących się z zimna, ubranych w obozowe pasiaki więźniów? Wreszcie, jak musiał wyglądać Sylwester aktywistów demokratycznej opozycji, internowanych i uwiezionych w grudniu 1981 roku? Kiedy o tym wszystkim myślę, zdaję sobie sprawę z tego, jak naprawdę szczęśliwy byłem przez całe życie, jak cudownie los mnie oszczędził? I myślę, że wszyscy tacy, jak ja powinni nie tylko składać życzenia, ale i dziękować Opatrzności za szczodrość losu.

Każdy kolejny Sylwester skłania też do oceny minionego roku. Nie można o żadnym powiedzieć, że był dobry, albo zły. Pod jednym względem byliśmy świadkami dobrych zdarzeń, pod innym, złych. Ostatni rok zapamiętam, jako ten, w którym odszedł od nas na zawsze tak szanowany przez wszystkich Jurek Kołacz. Każdy z nas zapamięta, że kluczowym słowem roku był kryzys, ale ja zapamiętam, że dzięki rozważnym i mądrym decyzjom firmy, w której pracuję, wyszliśmy z niego obronną ręką. I za to muszę być wdzięczny. Podobnie wdzięczny jestem, że Polska poradziła sobie z tym kryzysem i - pomimo wielu jeszcze niedociągnięć - osiągnęła pozytywny rezultat PKB.

Kiedyś znajomy docent w naszym Instytucie składał życzenia aby następny rok był tylko o 15% gorszy od minionego, dodając, że są to bardzo dobre i realistyczne życzenia. Czasy te minęły. Ja wszystkim - i sobie - życzę, żeby ten rok 2010 przyniósł jak najwięcej dobrych zdarzeń i jak najmniej złych.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com