Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Komentarze, opinie
Powyborcze refleksje
Witold Liliental
Jun 19, 2009
 
 

Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem

Życie gna nieubłaganie do przodu i już po eurowyborach. Jak można było przewidzieć, nie było większych niespodzianek. Ku wielkiemu rozczarowaniu głównej partii opozycyjnej, rząd nie dostał żółtej kartki, a Platforma nawet poprawiła notowania.

Lewica liczyła na kilka procent głosów, dostała ponad 12%, co pokazuje, że formacja ta jeszcze żyje. Jak można się było spodziewać, totalną porażkę poniosła Samoobrona, a partie skrajnej prawicy otrzymały zaledwie garstkę głosów, znacznie poniżej progu wyborczego.

Niespodzianką nie była ogólnie niska frekwencja, do czego w dodatku do braku zainteresowania, w jakimś stopniu też przyczynił się fakt, że Radio Maryja i Nasz Dziennik głosiły, iż Parlament Europejski nie ma żadnego znaczenia. Tak samo nie zdziwił fakt, który można już nazwać tradycją, że Polonia amerykańska i kanadyjska w przeważającej mierze głosowała inaczej, niż Polacy w Polsce.

Nie czytałem jeszcze komentarzy na ten temat. W poprzednich latach w Polsce pisano, że Polonia nie nadąża za przemianami demokratycznymi w kraju, tutaj natomiast, że Polonia ma ten zdrowy, bo z dystansu, obraz tego, co się dzieje w Polsce. I w ten sposób każdy może przeczytać to, co mu odpowiada i co potwierdza jego sentymenty.

W tym roku zaproszono mnie do udziału w komisji wyborczej, działającej w Konsulacie Generalnym RP. Była to okazja do ciekawych obserwacji socjologicznych i refleksji nad zachowaniem się ludzi w relacjach obywatel - urząd.

Ta ostatnia sobota była dniem wytężonej i - co muszę z satysfakcją dodać - harmonijnej pracy i współpracy wszystkich członków komisji. Jeśli były między nami jakieś podziały preferencji politycznych, w które nikt nie wnikał, nie były one w żaden sposób widoczne.

Byliśmy tego dnia tylko urzędnikami i staraliśmy się okazywać wszystkim ludziom przychodzącym, by oddać swe głosy, pomoc i życzliwość. A jednak nie wszyscy nam ufali.

Opowiadał mi nazajutrz znajomy, iż stojąc w kolejce do głosowania, usłyszał, jak ktoś utyskiwał, że zostawił w domu długopis. Kiedy pocieszył tę osobę, że w kabinach są zawsze długopisy, usłyszał, że to są "takie specjalne długopisy konsulatowe, po których można bez trudu wymazać". Ten kuriozalny brak zaufania, na szczęście tylko niektórych ludzi, do polskiej placówki jest chyba jeszcze jakimś chorobliwym przedłużeniem czasów, kiedy w budynku przy Lakeshore urzędowali wysłannicy PRL.

Czy dwadzieścia lat wolności i demokracji to wciąż jeszcze za mało, żeby przekonać, że tu nie ma ani przekrętów, ani złej woli? Znakomita większość głosujących zachowywała się kulturalnie, grzecznie, nawet miło. Niestety, zdarzały się przypadki oskarżania nas, czyli komisji, o udział w jakimś "spisku", żeby nie dopuścić do głosu.

Przekonywano nas, że brak ważnego paszportu, albo brak nazwiska na liście zarejestrowanych wyborców nie może stanowić podstawy niewydania karty do głosowania, usiłowano nam wmówić, że dwa lata temu głosowano bez zarejestrowania się, co jest absolutną niemożliwością, bo takie same przepisy obowiązywały wówczas i były ściśle przestrzegane.

W jednym przypadku, kiedy pokazaliśmy zainteresowanej osobie wszystkie przepisy na piśmie, usłyszeliśmy, że osoba ta "doskonale wie, że my wiemy, o co naprawdę chodzi". Insynuacje takie nie są zbyt sympatyczne, ale cóż poradzić. Osoba ta odeszła z kwitkiem w głębokim przeświadczeniu, że została pozbawiona głosu w wyniku jakiegoś politycznego spisku, w którym uczestniczy sam konsulat i komisja wyborcza.

Zastanawiam się tylko, skąd, nie znając osoby, my mieliśmy wiedzieć, że akurat jej należy "odebrać prawo głosu". Najbardziej kuriozalna wydała mi się pani, która wrzucając kartkę do urny powiedziała głośno do wszystkich, że głosuje aby "w Polsce przywrócono rządy Polaków".

Ona widocznie nie wiedziała, że wybory te są do Parlamentu Europejskiego, który nie ma wpływu na wybór opcji politycznej w Polsce, jak również, że rządy Polaków w kraju przywrócono w 1989 roku, dzięki czemu ona ma dziś prawo głosować.

Rozmawiałem z szeregiem osób na temat tych wyborów, słyszałem też częsty argument, podawany przy okazji wszystkich poprzednich wyborów, że my, mieszkający poza granicami kraju, nie powinniśmy wpływać na wyniki, których konsekwencji sami nie będziemy ponosić. Ten ostatni uważam za argument szlachetny, wypływający z poczucia uczciwości i odpowiedzialności. Dlaczego więc ja sam nie tylko głosowałem, ale byłem członkiem komisji wyborczej? Odpowiedź jest złożona.

Przytoczony argument, który respektuję, miał bardzo duże znaczenie w czasach, kiedy odległość między miejscem naszego zamieszkania a Polską była znacznie większa, jeśli nie geograficznie, to w sensie komunikacji na co dzień.

Dziś, kiedy w domach mamy polską telewizję na żywo, kiedy korespondujemy z krajem przez Internet, kiedy możemy w każdej chwili wsiąść do samolotu i za kilka godzin wylądować w Polsce, kiedy jeździmy tam nie tylko na odpoczynek, ale również dla interesów, kiedy wielu z nas inwestuje w kraju, jesteśmy stale zainteresowani warunkami, w jakich tam się żyje i sami odczuwamy te warunki w znacznie większym stopniu, niż dawniej. Niektórzy nawet wracają do Polski na stałe.

Dziś tu, jutro tam. Świat, dzięki technologii, skurczył się. Ale i wielu z tych, którzy tu zostają, chce swoim głosem wspierać ten nurt polityczny, który im najbardziej odpowiada. Bo wielu z nas nosi Polskę głęboko w sercach, każdy na swój, często inny sposób widzi jej drogę do szczęścia i dobrobytu i chce, żeby ta Polska wypadła najlepiej w oczach świata. I właśnie to uważam za wystarczający powód, dla którego ja chcę wpływać na to, by Polska była taka, jaką chcę ją widzieć.

Ale słyszałem też argument, że wybory do Parlamentu Europejskiego są dla Polaków bez znaczenia. Otóż w moim odczuciu mają znaczenie bardzo istotne. Po pierwsze, wprowadzają Polaków, dbających o polskie interesy, do ciała kształtującego losy przyszłej Europy. Po drugie, wyniki każdych wyborów, łącznie z ostatnimi, mają niebagatelny wpływ psychologiczny na społeczeństwo. Wzmacniają bowiem pozycję zwycięzców. Wydaje się, że polska scena polityczna zaczyna się stabilizować.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com