Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Finanse
Kiedy to się skończy?
Piotr Figura
Aug 5, 2008
 
 

Z cyklu: Z parkietu giełdowego

Coraz trudniej znaleźć wśród wiadomości finansowo-ekonomicznych jakiś pozytyw. Trudno bowiem cieszyć się, że oto cena ropy spadła nagle o dwadzieścia pięć dolarów za baryłkę i że na stacjach benzynowych płacimy za litr w granicach jednego dolara i dwudziestu pięciu centów. Bo to i tak 80 procent wyżej aniżeli płaciliśmy jeszcze przed rokiem. Poza tym ten spadek cen spowodowany jest po pierwsze tym, iż ropa zaczęła iść w górę zbyt szybko i zbyt wysoko, a więc mamy do czynienia ze sprzedażą instrumentów finansowych przez tych z inwestorów, którzy dość szybko się na całej tej sytuacji dorobili, po drugie sytuacja ekonomiczna w Stanach Zjednoczonych, który to kraj jest największym konsumentem ropy, jest ekonomicznie dość kiepska, a więc popyt na ropę spada, i wreszcie to, od czego zależy cena tego surowca, a mianowicie sytuacja geopolityczna jest ostatnimi czasy w miarę spokojna, a więc nie ma obaw, a przynajmniej większych obaw, że światowy poziom produkcji zostanie zakłócony.

Ale oczekiwania, że ropa powróci do dawnego poziomu tzn. 60-70 dolarów za baryłkę (choć i wtedy, kiedy te ceny obowiązywały naprawdę wydawały się nam wyśrubowane) są również chyba dość płonne. Przewiduje się bowiem, że ropa może spaść nawet poniżej 100 dolarów za baryłkę, ale jednak długoterminowy trend powyżej 150 dolarów będzie się utrzymywał.

Brak dobrych wiadomości dotyczy również rynku pracy. W piątek będziemy znali dane dotyczące poziomu bezrobocia w USA i stworzenia, czy też likwidacji miejsc pracy. Wskaźnik ten jest o tyle ważny, że pokazuje czy pracodawcy widzą zakończenie obecnego kryzysu gospodarczego, czy też w obawie przed pogarszającą się sytuacją raczej miejsca pracy likwidują. Wiele informacji daje głębsze spojrzenie poza same statystyczne dane i gołe liczby. Chodzi bowiem o to, w jakich sektorach powstają, czy też są likwidowane miejsca pracy, czy dotyczą one miejsc stałych, czy też sezonowych itp.

Ostatnie sześć miesięcy, to ciągły spadek tworzonych miejsc pracy, a właściwie ich likwidacja, która w pewnym okresie objęła ponad 80 tysięcy pracowników miesięcznie.

W Kanadzie sytuacja, choć nieco lepsza, też pozostawia wiele do życzenia. Poziom bezrobocia nieustannie się podnosi, a miejsca pracy, które są obecnie tworzone, dotyczą głównie sektora publicznego (co na dłuższą metę jest nie do utrzymania) i prac sezonowych, lub tych najniżej płatnych. Ostatnie wiadomości z rynku pracy dotyczyły Bell Canada, firmy, która już niedługo zniknie z giełdy torontońskiej i stanie się własnością prywatną (w największym jak do tej pory tzw. leverage buyout - transakcji, której kwota sięga 32 miliardów dolarów). Zanim jednak do tego dojdzie Bell stara się za wszelką cenę obniżyć koszty związane z administrowaniem firmą. I tak na pierwszy ogień poszło dwa i pół tysiąca stanowisk pracy na średnim poziomie kierownictwa. Jak wynika z informacji, które dochodzą z Bella, zanim przejście w ręce prywatne nastąpi, redukcja miejsc pracy dotyczyć będzie około 30 procent członków kierownictwa i 15 procent pozostałych pracowników.

I dlatego w świetle tych informacji porozumienie zawarte pomiędzy GM i CAW dotyczące fabryki w Oshawie, które to porozumienie dotyczy pracowników wyłącznie General Motors, jest kroplą w morzu. Jest ono bowiem skierowane głównie do tych, którzy zbliżają się do emerytury, oferując im niezwykle atrakcyjny pakiet w przypadku przejścia na wcześniejszą emeryturę (120 tysięcy odprawy i talon na samochód). Ale to właśnie pakiety związkowe od wielu lat stanowią problem dla amerykańskiego przemysłu samochodowego czyniąc pojazdy produkowane w Oshawie, Oakville czy Windsor przeciętnie o 2000 dol. droższe aniżeli oferowane przez jakiegokolwiek japońskiego konkurenta. Co zatem dobre jest dla pracowników GM, na dłuższą metę może spowodować, że kłopoty, w jakich znajduje się GM (i nie tylko), nie tylko że nie znikną, ale dodatkowo zostaną spotęgowane.

Na dodatek do tych wszystkich nienajlepszych wiadomości, opublikowany został raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego, dotyczący kryzysu sektora nieruchomości i sektora bankowego w USA. O tym, jak głęboki jest to kryzys nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Blisko 8500 foreclosures dziennie najdobitniej świadczy o jego rozmiarach. Do dzisiaj straty wynoszą około 750 miliardów dolarów. I kiedy co raz to kolejny ekspert mówi o tym, iż zbliżamy się do końca tego kryzysu, ów raport, o którym wspomnieliśmy wyżej, stanowi wręcz, że kryzys daleki jest od zakończenia, a jego rozmiar przekroczy trylion dolarów.

I jedyne co pozostaje nam na pocieszenie, to fakt, że ten sam Międzynarodowy Fundusz Walutowy jeszcze przed rokiem z uporem godnym lepszej sprawy przekonywał nas, że sytuacja nie jest wcale taka zła. Może znowu więc się pomylili. Miejmy nadzieję.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com