| |
Z cyklu: Z parkietu giełdowego
Nikomu chyba do głowy by nie przyszło jeszcze kilka miesięcy temu, że spadek cen ropy do poziomu 138 dolarów za baryłkę będzie powodem do zmartwienia. Nie tylko nikt by w to nie uwierzył, ale przypuszczalnie ktokolwiek wyraziłby tego rodzaju pogląd, uznany zostałby za kogoś dość daleko oddalonego od rzeczywistości.
A jednak to właśnie dzisiaj, kiedy to na skutek całego zamieszania w sektorze finansowym, kiepskiego amerykańskiego dolara, podnoszącego się coraz wyżej poziomu inflacji, no a przede wszystkim tego, co dzieje się na rynku nieruchomości w USA (obecnie mamy co najmniej 8.500 tzw. foreclosures dziennie, zaś w stanach takich jak Floryda czy Arizona wiele z nieruchomości straciło ponad połowę swojej wartości), zanotowano największy od siedemnastu lat spadek cen ropy - 6 dolarów i 49 centów za baryłkę, osiągając poziom 138 dolarów i 69 centów.
A wszystko to tym razem nie spowodowane zostało wydarzeniami na scenie geopolitycznej, a jedynie stało się na skutek dokładniejszej analizy danych ekonomicznych, i przekonania, że zastój i ewentualna recesja nie tylko w gospodarce amerykańskiej spowoduje, iż zapotrzebowanie na ropę będzie znacznie mniejsze niż obecnie.
Największe jednak zaniepokojenie budzić musi to, co dzieje się w sektorze finansowym. Oto bowiem po kryzysie z sub prime mortgages, kiedy wydawało się, że najgorsze mamy za sobą i kryzys największych amerykańskich instytucji finansowych w pewnym sensie został opanowany, przyszła wiadomość, iż dwie największe firmy odpowiedzialne za prawie połowę hipotek w USA, czyli blisko 6 trylionów dolarów - Fannie Mae i Freddie Mac - są w dość poważnych kłopotach, a według wielu, co najmniej jedna z nich z czysto technicznego punktu widzenia jest praktycznie bankrutem.
I być może bankructwo biznesowe nie wzbudzałoby takich emocji gdyby nie właśnie fakt, iż rozmiar i zasięg, jaki przyniosłoby tego rodzaju rozwiązanie powoduje, iż cały sektor finansowy widziany jest jako ten, gdzie kłopoty są największe i tylko największe firmy przetrwają, bo są zbyt duże, aby pozwolono im upaść, zaś większość mniejszych banków będzie dość poważnie musiała się zastanowić jak wyjść z tej sytuacji.
Na przykład, jedynie w południowej Florydzie mamy około 27 banków, które bezpośrednio dotknięte są kryzysem w nieruchomościach. Obecnie coraz więcej indywidualnych inwestorów, jak i funduszy inwestycyjnych spogląda na to, co dzieje się na rynku nieruchomości jako na niespotykaną możliwość inwestycji po cenach, które są bardziej niż atrakcyjne. Bo praktycznie dziś na Florydzie można kupić nieruchomości za 35-40% ich oryginalnej wartości, przy czym są i takie sytuacje, że mimo iż dom jest na rynku przez blisko dwa lata, brak jest chętnych do kupna.
Jak zatem w tej sytuacji wygląda sprawa Fannie Mae i Freddie Mac? Warto powiedzieć, że od ubiegłego roku obie te firmy straciły blisko 75% swoich zasobów, co wynosi około 30 miliardów dolarów. Pomoc zaoferowana przez rząd amerykański (przy czym do tego wszystkiego potrzebna jest jeszcze aprobata Kongresu) wydaje się rozwiązaniem być może i koniecznym, ale z całą pewnością niewystarczającym.
Ci, którzy to posunięcie Waszyngtonu ostro krytykują, mówią wręcz o katastrofalnej decyzji. Bardziej powściągliwi określają propozycję pomocy dwóm firmom jako przyłożenia plastra na odciski do głęboko krwawiącej rany.
A obawy wynikają przede wszystkim z faktu, iż rozmiar problemu jest ogromny i trudno jest przewidzieć skutki bankructwa jednej lub obu tych firm. Jeśli jednak kłopoty będą dalej istnieć, cały ciężar pomocy niewypłacalnym firmom spadnie na amerykańskiego podatnika, który poprzez zwiększone podatki, mając mniej dochodu do dyspozycji, będzie starał się w paradoksalny sposób pomóc samemu sobie. Jeśli zatem sytuacja się nie poprawi i to radykalnie, będziemy mieli do czynienia z jeszcze słabszym dolarem, zwiększoną inflacją, a wtedy i ropa i złoto będą iść w górę napotykając coraz mniejszy opór.
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|