| |
Z cyklu: Widziane z prawej
W tym roku mija 60-ta rocznica uchwalenia przez Kongres USA Planu Marshalla. Polska, będąca wówczas (wówczas cała, a nie podzielona rozbiorami) pod nową okupacją rosyjską, niestety, zgodnie zresztą z nakazem władz zwierzchnich, tego planu nie przyjęła. Podobnie, jak i inne kraje nowego, socjalistycznego bloku. Na dobre efekty wdrażanego Planu społeczności nim objęte nie musiały długo czekać. Podobnie, jak i na złe rezultaty sojuszu zarządzanego przez Kreml, a zaistniała przepaść między blokami pogłębiała się niemalże z dnia na dzień.
Czy wtedy, na przełomie czwartej i piątej dekady zeszłego stulecia, mógł "polski" rząd postąpić inaczej? Oczywiście, że mógł, gdyby faktycznie był polski.
Podobne możliwości i jednocześnie układ uzależnienia od "wyzwoliciela" mieli wówczas Czesi i kilka innych krajów uszczęśliwionych zarządzaniem z Moskwy. Bardzo mocnego uzależnienia. Zarówno fizycznego, jak i mentalnego. To ostatnie było szczególnie niebezpieczne, bo wytworzyło trudny do usunięcia strach przed wielkim rosyjskim gryzli, a także świadomość upośledzenia ekonomicznego i syndrom biedaka, który dzisiaj jest "ubogim krewnym" Zachodu. Przy układzie wytworzonym takimi chorobami mogła fantastycznie rozwinąć się nomenklatura pieriestrojona okrągłym stołem w nomenklaturoligarchię. I jest ona chyba najgorszą pozostałością, i jednocześnie efektem nie tylko powojennego podziału na "wschód" i "zachód", ale także naszej zbiorowej zgody na ogłupienie i macerację umysłów. Dzięki wieloletniemu uszlachetnianiu naszych mózgów wołaliśmy w latach 90-tych i na samym początku nowej dekady "komuno wróć, a obecnie łatwo dajemy się podpuścić na protesty przeciwko tarczy antyrakietowej.
Osobiście byłem przekonany, że to raczej Czesi, a nie Polacy będą zwodzić i w końcu wycofają się z układu z Amerykanami, aby, podobnie jak w II Wojnie Światowej, nie narażać kraju na ewentualność zniszczeń.
I dlatego przeżywam zaskoczenie ich jednoznaczną decyzją w sprawie instalacji radaru wchodzącego w skład tarczy antyrakietowej. Bardzo wymowne jest przy tym krótkie uzasadnienie tej decyzji podane przez premiera Mirka Topolanka: "W przeszłości popełniliśmy błąd i zawiedliśmy, kiedy nie przyjęliśmy planu Marshalla. I takiego błędu nie chcemy już powtarzać."
Obawiam się, że obecny polski rząd, mający wyraźne odchyłki wschodnie, co według opinii szeregu polityków oraz historyków i publicystów wynika z trwania starych układów i zależności, będzie bardzo się ociągał z podpisaniem odpowiedniej umowy z Amerykanami, wymyślając przeróżne przeszkody i wielce mądre uzasadnienia.
Jednym z najpoważniejszych będzie straszenie całego narodu (od tego są odpowiednie media) możliwymi straszliwymi skutkami instalacji tarczy. A tak naprawdę z tarczą, a więc w układzie z USA (największą światową potęgą), stajemy się krajem i państwem, z którym liczyć się musi każde inne. Bez pozostaniemy takim samym, jak w 1939, ponad którym można zbudować odpowiedni sojusz rosyjsko-niemiecki. Nie trudno jest zauważyć, że pracują nad nim od kilku dobrych lat odpowiedni politycy i biznesmeni.
Czesi mi zaimponowali Czy pójdziemy w ich ślady, czy przed szkodą i po szkodzie pozostaniemy głupi? PS. Przestańmy stosować argument, że tarcza umieszczona w Polsce poważnie zwiększy zagrożenie różnymi atakami. Idąc tym tokiem myślowym należałoby szybko wycofać się z NATO i może szukać schronienia w objęciach dawnych towarzyszy.
Jestem za, a nawet przeciw Unii Europejskiej
Im dalej w las, tym więcej drzew - uczy jedno z przysłów. Nie inaczej jest z Unią Europejską - im bardziej w nią wchodzimy i poznajemy, tym więcej i lepiej rozumiemy cały układ, któremu musimy się podporządkować nie tylko jako państwo, ale także jako naród, a więc i pojedynczy obywatele.
Wyrażając entuzjazm wynikający z otwarcia europejskich bram większość z nas dostrzegała niemalże same dobrodziejstwa, a w każdym razie wielką ich obfitość i ślepła oraz głuchła na informacje, tudzież sygnały o różnych schodach. Szybko w kraju nastąpił podział na euroentuzjastów i eurosceptyków, pozostających w znacznej mniejszości w stosunku do tych pierwszych. "Plusy dodatnie" naszego członkostwa tak uderzały do głów fascynatów, a niektórym też mocno do portfeli, że zaczadziły zdrowy rozsądek. Znakomita część polskiego narodu, wzmacniana odpowiednią papką propagandową, uwierzyła w równe, sprawiedliwe traktowanie wszystkich członków nowego bloku i właściwe, bardzo tolerancyjne podejście do ich specyfiki kulturowej, religijnej, no i oczywiście "lokalnych" potrzeb gospodarczych. Reakcja głównych zapiewajłów europejskiego chóru pokazała po referendum w Irlandii, jak bardzo euroentuzjaści się mylili. Im wszystkim radzę sięgnąć do lektury Georga Orwella "Folwark zwierzęcy" i przeczytania jej nie z myślą o folwarku komunistycznym, ale o każdym jednym, którego wszelkie prawa i swobody są kontrolowane przez ludzi i ich grupy posiadające odpowiednie ku temu środki.
Może zobaczymy tam kilku przywódców współczesnej Europy Zachodniej, którzy w ostatnim rozdziale bratają się z knurem Napoleonem uosabiającym w powieści Stalina. Osobiście jestem za, a nawet przeciw Traktatowi Lizbońskiemu i każdemu innemu, jemu podobnemu. Byłem i jestem zwolennikiem Unii i bardzo ucieszyłem się jej powiększeniem o kilka państw europejskich, w tym o Polskę.
Będę jednak ciągle przeciw układowi, dzięki któremu staniemy się państwem i narodem w najważniejszych dla nas sprawach podporządkowanym... No właśnie, komu? Obawiam się, że głównym decydentom Sojuszu z Niemcami na czele, które przy polskiej "pieredyszce" poczyniły szereg istotnych zabiegów zapewniających im wpływy na naszą suwerenność, w czym istotne zadanie do spełnienia mają i będą miały media.
Ważną rolę decyzyjną będzie grała Francja, nasz "wieloletni, wypróbowany przyjaciel", świetnie sprawdzający się w czasie ostatniej wojny oraz dbający obecnie o dobre układy z Niemcami oraz Rosją. Kolejnym była jest i będzie Anglia, też świetnie sprawdzająca się we wrześniu 1939. Obecnie na tyle jest zainteresowana polskimi problemami, na ile Polacy mogą fizycznie wspierać brytyjską gospodarkę. Można i trzeba by po kolei przeanalizować pozostałych członków nowego europejskiego kołchozu. Jestem przekonany, że rezultatem takiego przeglądu byłoby znacznie lepsze zrozumienie decyzji Czech w sprawie tarczy i nasze, narodowe poparcie koncepcji jej instalacji w Polsce. Bądźmy świadomi, że z tarczą, a więc w sojuszu z Amerykanami, będziemy mieć również mocniejszą pozycję w Unii.
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|