Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Komentarze, opinie
Trzy rozmowy
Witold Liliental
Jul 23, 2008
 
 

Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem

Dwie z nich są autentyczne, których sam byłem świadkiem, trzecia stanowi, moim zdaniem, jedną z najważniejszych scen filmu "Katyń".

Kiedy miałem 10 lat, spędziliśmy trzy tygodnie w Paryżu. Jako dziecko miałem okazję zobaczyć więżę Eiffla, metro i kilka innych cudów tego pięknego miasta. Któregoś dnia, podczas zwiedzania, w pięknym parku, obcy starszy pan nawiązał rozmowę z moją mamą. Nie znając francuskiego, nie rozumiałem nic, ale orientowałem się, że moja mama momentami z trudem hamowała dezaprobatę. Starszy pan w końcu grzecznie uchylił kapelusza i poszedł sobie. Wreszcie dowiedziałem się. Rozpoznając język polski, w którym mówiliśmy, zainteresował się nami. Przedstawił się jako były minister w rządzie francuskim i powiedział, że Francuzi byli od Polaków mądrzejsi, bowiem nie bronili Paryża, oddali go bez walki i w ten sposób ocalili swoje piękne miasto. A Polacy woleli z honorem ginąć. I teraz Warszawa, też piękne miasto, które on odwiedzał przed wojną, leży w gruzach. Takie dictum trudne było do przełknięcia dla Polaków, zwłaszcza bezpośrednio po wojnie.

Druga rozmowa miała miejsce w Phoenix, w stanie Arizona, gdzie zawitał, już po czerwcu 1989 r., jeden z przywódców niedawnej jeszcze opozycji, Romuald Szeremietiew. Było to kameralne spotkanie w prywatnym domu. Nasz rozmówca wyraził wówczas zaskakujący pogląd. Na własne uszy usłyszałem, że lepiej byłoby, zamiast "dogadywać się" przy okrągłym stole, odzyskać niepodległość poprzez powstanie, w walce, z bronią w ręku. Widocznie możliwość osiągnięcia celu - przywrócenia wolności bez rozlewu krwi i nieuchronnej śmierci wielu osób - nie odpowiadała p. Szeremietiewowi, jako mało honorowa i patriotyczna. Jakbyśmy mieli jeszcze mało strat biologicznych!

Dwie rozmowy, oddzielone okresem czterdziestu lat, jakże diametralnie różne w swojej wymowie. Dwie całkiem przeciwstawne filozofie. Co jest, w końcu, ważniejsze i słuszniejsze: bohaterska śmierć, ale z honorem, czy pragmatyzm?

Trzecia rozmowa, która wywarła na mnie silne wrażenie, miała miejsce pomiędzy dwiema siostrami w Polsce, dopiero co dźwigającej się po okupacji niemieckiej, w nowej, zakłamanej rzeczywistości. Straciły brata w Katyniu. Jedna, w odruchu buntu przeciwko zakłamaniu nowych, komunistycznych władz, dotyczącym zbrodni katyńskiej, przyjęła postawę totalnej negacji wszystkiego.

Druga siostra, pragmatyczka, zaadaptowała się do nowej rzeczywistości, argumentując, że tkwieniem w świecie martwych nie osiągnie się niczego, natomiast włączając się w nurt rzeczywistości można ocalić z polskości dla przyszłych pokoleń, co się da. Patrząc na te dwie postawy i słuchając tego znamiennego i niezwykle mądrze napisanego scenariusza, dochodzę do wniosku, że jakkolwiek siostrze "bohaterce" należy się najwyższy szacunek za jej niezłomność, siostrze "pragmatyczce" nie można odmówić racji. Z perspektywy wielu lat, jakie upłynęły, widzimy, że gdybyśmy wszyscy byli tacy niezłomni, niechybnie mielibyśmy krwawo stłumiony bunt, a może nawet stalibyśmy się "Polską Republiką Sowiecką".

A jednak, poprzez postawę pragmatyczną, udało nam się ocalić polską tożsamość, polski język urzędowy i polskie szkoły. Przez cały czas trwania PRL tworzono jednak polską literaturę, muzykę, teatr, film, naukę. Jakkolwiek często traktowany przez władze z wrogością, jednak istniał i działał legalnie Kościół katolicki, nawet budowano nowe obiekty sakralne.

Czy dziś powinniśmy dezawuować wszystko, co powstało w tamtych latach, tylko dlatego, że to nie była ta prawdziwa, nasza Polska? Niektórzy nawet sugerują, że powinniśmy wyburzyć symbole stalinizmu, jak przykładowo Pałac Kultury. W rządzącej jeszcze w ubiegłym roku koalicji minister kultury publicznie uznał nauczycieli, którzy w tamtych czasach młodzież uczyli, za komunistów.

Gdybyśmy chcieli być konsekwentni, można by zanegować wszystko, nie uznać dyplomów studiów z tamtych czasów, ani osiągnięć sportowych, bo przecież nasi sportowcy występowali w koszulkach z orłem bez korony. A jednak uznajemy, że to była Polska, nie taka, jakiej sobie życzyliśmy, ale niewątpliwie Polska, a nie żaden inny kraj.

Kiedy przyszedł czas buntu, z naszej strony był to bunt pokojowy. Strzelała tylko tamta strona. Polacy gremialnie mieli dość wojen, powstań, rozlewu krwi. Czcząc pamięć i bohaterstwo pokoleń powstańców, zaczęliśmy jednak o teraźniejszości myśleć nowymi kategoriami. Dla Polski lepsza jest ewolucja pokojowa, niż krwawa łaźnia. Po prostu już zbyt dużo krwi w tym narodzie się przelało. Dlatego uważam porozumienie Okrągłego Stołu za największe polskie zwycięstwo dwudziestego wieku. Bezkrwawe, pokojowe przejście od ustroju komunistycznego do demokracji jest osiągnięciem nie tylko dobrej woli, ale i słusznego, patriotycznego myślenia. I nic mnie nie przekonują krzyki skrajnej prawicy, że Okrągły Stół to "Targowica". Jak mądrze napisał Daniel Passent, gdyby "jakikolwiek inny naród miał w swojej historii taki mebel, jak okrągły stół, stałby on pośrodku największego muzeum, podobnie, jak pośrodku Luwru wznosi się piramida".

Niestety, tendencja negowania wszystkiego ostatnio objęła już nie tylko okres PRL i nie tylko pokojową transformację ustrojową, ale cały praktycznie okres, który nazywamy III R. P. Kolejnych bohaterów Sierpnia i tych, którzy kładli podwaliny pod nową, wolną Polskę oskarża się o zdradę. Neguje się wszelkie zasługi, jeśli powstały one w tym okresie, bo liczą się tylko od momentu tzw. "tworzenia IV R.P." Patrzę na to wszystko z niesmakiem i ze strachem.

Czy ludzie, którzy sami chętnie przypisują sobie patriotyzm, odmawiając go przeciwnikom politycznym, chcą całkowicie zniszczyć tę najnowszą historię, która Polsce przyniosła tyle uznania na świecie? Czy żeby poprawiać życie Polaków trzeba koniecznie negować, wymazywać wszystko, co było przed jesienią 2005 roku? Z pewnością jest wiele do zrobienia, ale źle jest, jeśli w polityczną kampanię niszczenia pamięci tego, co jest dumą najnowszej historii Polski, angażuje się państwowy instytut i najwyżej postawiona osoba w państwie.

Obserwując to, co się dzieje, zastanawiam się nad sensem bezwzględnego negowania i nad pragmatyką. I przypominają mi się tamte rozmowy. Dają wiele do myślenia.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com