Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Finanse
Czego się teraz bać?
Piotr Figura
Jul 16, 2008
 
 

Z cyklu: Z parkietów giełdowych

Jeszcze do niedawna przyzwyczajeni byliśmy, że po krótkim okresie na początku roku, kiedy to giełda torontońska przeżywała okres "wzlotów i upadków", na ogół większość dni kończyła się w kolorze zielonym, czyli pozytywnymi notowaniami. Działo się tak głównie za sprawą coraz wyższych cen surowców naturalnych, a zwłaszcza ropy naftowej. Bo sam fakt, iż od początku roku jej cena podniosła się o około 50 procent wpłynął na to, iż to właśnie Toronto było rynkiem, który miał pozytywne wyniki, w pewnym okresie jako jedyny z krajów G-8 (najbardziej uprzemysłowione kraje świata).

Wydawało się wręcz, że amerykański kryzys i spowolnienie gospodarki światowej nie mogą w jakikolwiek sposób, a przynajmniej w znaczący sposób, odbić się na tym, co dzieje się przy Bay Street.

Wszystko wyglądało o tyle dobrze, że prognozy co do cen ropy prześcigały się nie tyle w przewidywaniach co do tego czy pójdzie ona w górę czy też nie, ale praktycznie do tego jaki poziom osiągnie i jak szybko to się stanie.

Ale jak zwykle bywa w takich przypadkach, coraz częściej pojawiać zaczęły się dni, kiedy pomimo osiąganych przez ropę rekordowych cen, giełda albo zachowywała się bez zmian, albo wręcz spadała w negatywne terytoria. I zaczęto podejrzewać, że giełda torontońska, jeśli nie osiągnęła swego szczytu możliwości na ten rok, to przynajmniej mamy do czynienia z dość poważną jej zadyszką. Po prostu inwestorzy obawiają się tak bardzo tego co dzieje się w gospodarce nie tylko kanadyjskiej, czy amerykańskiej, ale i światowej, że nawet najbardziej pozytywne wiadomości jak choćby osiągnięcie przez ropę kolejnych rekordowych poziomów nie jest w stanie spowodować entuzjazmu wśród kupujących akcje.

I te obawy znalazły swoje potwierdzenie w ubiegłym tygodniu, kiedy to zanotowano spadki o blisko 300 punktów, a w ciągu dnia wyniki były jeszcze gorsze. I teraz na dodatek cena ropy, po uspokojeniu się sytuacji na Bliskim Wschodzie, wprowadziła dodatkowe zamieszanie (mimo iż jeszcze do niedawna niemożliwym wydawało się, że będziemy mówić, iż ropa kosztuje "tylko" $135 za baryłkę), bo spadek wartości sektora energetycznego oznaczać może, iż rok 2008 będzie kolejnym negatywnym rokiem w Toronto.

Sytuacja jest na tyle poważna, że nawet najbardziej optymistycznie nastawieni ekonomiści zmieniają, i to w sposób dość radykalny, swoje prognozy nie tylko wobec tego, ale i przyszłego roku.

Jeden z nich, który jeszcze nie tak dawno temu przewidywał, iż Bay Street zakończy obecny rok na poziomie co najmniej 15,200, w poniedziałek stwierdził, iż jest to raczej mało prawdopodobne, czy też nawet nierealne i uznał, iż jeśli 2008 zakończy się na poziomie 14,300 to i tak powinniśmy się cieszyć. Podobnie rzecz ma się z prognozami na rok 2009, gdzie przewiduje się poziom 15,250 (poprzednio 16,200). A wszystko to mimo w dalszym ciągu wzrastających cen ropy (ekonomista ten uważa, iż obecna sytuacja to krótka przerwa przed skokiem cen do poziomu $150 za baryłkę).

Powodem tego, że prognozy rynkowo-ekonomiczne są w coraz ciemniejszych kolorach jest groźba stagflacji, kiedy to mamy do czynienia z coraz wyższą inflacją, która w połączeniu z ekonomiczną stagnacją przynosi ryzyko recesji i niepewności na rynkach zatrudnienia.

O tym, że ze wzrostem ekonomicznym w bieżącym roku będziemy mieć kłopoty przekonaliśmy się już po ogłoszeniu wyników za pierwszy kwartał. Po raz pierwszy od 2003 roku zanotowaliśmy wzrost gospodarczy, który okazał się raczej kontrakcją (-0,3 procenta to być może niewiele, ale sygnalizować może niebezpieczny początek trendu).

Problem inflacji to wydarzenie ostatniego miesiąca czy dwóch. Bo to właśnie na skutek wysokich cen ropy okazało się, że inflacja podnosi się bardzo niebezpiecznie, co oznaczać może, że już w bardzo niedługim czasie Bank of Canada zmuszony będzie podnieść poziom stóp procentowych.

W sondażu przeprowadzonym pośród stu czołowych kanadyjskich biznesów, po raz pierwszy od wielu lat dominuje przekonanie, że poziom inflacji będzie znacznie wyższy aniżeli ten, jaki przewiduje bank centralny.

Jeśli do tego dodamy zaufanie konsumenta, które jest na najniższym poziomie od połowy lat dziewięćdziesiątych, sytuacja nie wygląda najlepiej.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com