Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
W krzywym zwierciadle
Adres europejski
Stanisław Penksyk
Jun 27, 2008
 
 

Z cyklu: Wincenty Świecznik objaśnia

Powoli wycisza się wrzawa wokół sędziego Weeba. Kilka niegłupich telewizyjnych wystąpień, które uzmysłowiły kibicom, że to nie Weeb odpowiada za mizerny poziom naszej reprezentacji i że jednym karnym nie przegrywa się wejścia do ćwierćfinału, uspokoiło nastroje choć to wydawało się niemożliwe. Wojna futbolowa wisiała w powietrzu i pewnie byłby za nią odpowiedzialny premier Tusk, który chciał zabić wiadomo kogo. Anglicy przestraszyli się do tego stopnia, że przydzielono Weebowi ochronę. Gdyby jeszcze postawiono armię na nogi i wprowadzono stan wyjątkowy, Radek Sikorski wyjaśniłby im drogą dyplomatyczną, że to tylko emocje ubrane w słowa, z których nic nie wynika.

Anglicy nie znają naszego wesołego Donka i nie wiedzą, że nie zabije nikogo. On nawet nie jest w stanie zwolnić szefa CBA, a przecież wypowiadał się o nim równie emocjonalnie! Anglia może być spokojna, Weeb może być spokojny, Europa może być spokojna, bo nasz premier niekoniecznie robi to o czym mówi.

Teraz emocje kierowane są w stronę Bolka, a na ekranach wszystkich stacji co chwila ukazuje się zacietrzewiona twarz Wałęsy wyzywającego od nędzników i obłudników wiadomo kogo. Pewnie by też chętnie zabił, ale na razie "poczeka przy płocie te dwa lata i spotkamy się po spadnięciu ze stanowiska".

To także emocje ubrane w słowa z których nic nie wynika, bo jednak Lechu zaprosił dwóch małych wielkich braci na doroczną imieninową balangę, żeby się z nimi "napić z gwinta" i wyjaśnić pewne sprawy. Jak coś takiego może zrozumieć Anglik skoro nawet w koszmarach sennych nie przyśni mu się królowa angielska pijąca z gwinta z lordem Gordonem Brownem? Nasze standardy - jak twierdzi Jacek Żakowski i ma rację - zdecydowanie różnią się od tych ogólnie przyjętych.

Czternastolatka, która zaszła w ciążę ze swoim o rok starszym kolegą jest bohaterem mediów tylko dlatego, że nie może dokonać aborcji, chociaż prawo obliguje do tego państwową służbę zdrowia.

Działaczki Pro-Life i miejscowy ksiądz zrobili wszystko co możliwe i niemożliwe, żeby do tego nie dopuścić. Widząc ich zapamiętałość, też można by przypuszczać, że zabiliby wiadomo kogo. Ale to znowu tylko emocje ubrane w słowa.

Najprawdopodobniej do aborcji jednak dojdzie, ale casus czternastolatki daje do myślenia każdej dziewczynie, która znajdzie się w równie tragicznym położeniu. Żadnych należnych żądań od państwowej służby zdrowia, bo zaraz zwali się na głowę cała potencja obrońców życia poczętego!

Lepiej sięgnąć po pierwszą lepszą gazetę, umówić się na cichy zabieg, zapłacić i mieć święty spokój, tak jak to dzieje się setki razy każdego miesiąca. A że to hipokryzja? A nie ładniej nazwać to innymi standardami? Jeśli nawet nie wszyscy Europejczycy nas rozumieją, to Irlandczycy na pewno.

Irlandię nie tylko kochamy za to, że od dawna możemy u nich legalnie pracować. Od kiedy Irlandczycy odrzucili w referendum ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, nasi prawicowcy pokochali ją jeszcze bardziej. Nie podpisana przez prezydenta ratyfikacja już nie razi, a i sam traktat zaczął się podobać.

Działacze PiSi znów twierdzą, że to ich sukces, uśmiechając się znacząco w stronę Irlandii. Najbardziej podoba się argumentacja, że oni dlatego odrzucili traktat, bo go nie rozumieli. Nie rozumieli, bo traktat jest nie do zrozumienia dla zwykłego człowieka. Irlandzkie władze powinny wiedzieć, że w referendum prosty lud odpowiada na proste pytania: Chcesz być w Unii? - Tak, nie - Chcesz zmienić hymn? - Tak, nie - Chcesz zakazu picia piwa po 24 - Tak, nie! Zwracanie się do ludu o akceptację traktatu, czyli szalenie skomplikowanej materii prawnej, jest właśnie hipokryzją, która odbije się Europie kolejnym wielkim biciem piany.

Z Irlandią wiele nas łączy, bo jesteśmy do siebie bardzo podobni. Czy Irlandczycy są w stanie pokłócić się o nazwę stadionu narodowego, którego nie ma i nie wiadomo czy będzie? Imię Jana Pawła II zaproponowane przez działaczy PiSi zamknęło usta wszystkim, nawet tym, którzy uważają, że Kazimierz Górski był trochę lepszym trenerem piłkarskim od papieża. Irlandczycy mieliby ten sam problem, gdyby organizowali 2012 i mieli swojego rzymskiego biskupa.

Grzegorz Napieralski nawet przez działaczy własnej partii uważany jest za nienormalnego, skoro domaga się usunięcia symboli religijnych z urzędów, kapelanów ze służb mundurowych, zakazu oficjalnego uczestniczenia w mszach dla urzędników i odebrania dotacji uczelniom katolickim. Z Napieralskim już się nie dyskutuje, co najwyżej na jego widok puka się w czoło. W Irlandii zrobiono by to samo, a może trochę gorzej, gdyby ktoś wygadywał podobne rzeczy.

Idziemy podobną drogą, nasz prezydent również nie podpisał ratyfikacji traktatu, więc niech się Irlandczycy nie zdziwią, gdy dostaną z irlandzkiego ZUS-u dokument do podpisania o następującej treści: "Niniejszym oświadczam, że pozostaję przy życiu i zamieszkuję pod wskazanym adresem". Nasi emeryci już taki dokument dostali pod swój adres i sam się dziwię, że to wciąż adres europejski. Pytanie tylko jak długo.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com