| |
Z cyklu: Z parkietu giełdowego
Trwające od wielu miesięcy spekulacje: czy mamy do czynienia z recesją w USA czy też nie, a jeśli tak, to jaki jest jej zasięg i czy długo potrwa znalazły ostatnio odpowiedź tak w analizach rynkowych kanadyjskich banków jak i w sondażach opinii publicznej w Kanadzie. Recesji jeśli jeszcze nie ma, ale spowolnienie gospodarcze jest wyraźnie odczuwalne i to ku zaskoczeniu wielu właśnie u nas w Kanadzie. Bo skutki tego co dzieje się za naszą południową granicą (mimo iż dane ekonomiczne na recesję nie wskazuje) znajdują odbicie i to dość wyraźne i znaczące w tym co dzieje się u nas.
Najpierw, kilka tygodni temu okazało się, że poziom wzrostu gospodarczego w Kanadzie w pierwszym kwartale obecnego roku okazał się negatywny (przypomnijmy jedynie że dla uznania sytuacji za recesję potrzeba dwóch następujących po sobie kwartałów, w których wzrost gospodarczy jest ujemny). Już to stanowiło zaskoczenie, i to o tyle większe, że w tym samym czasie w USA wyniki były znacznie lepsze (i to pomimo całego tego kryzysu z sub-prime mortgages ogarniającego coraz więcej sektorów gospodarki).
Natomiast w tym tygodniu ukazał się raport jednego z kanadyjskich banków, który wskazuje na to, iż właśnie kryzys w USA odbije się i to już w niedalekiej przyszłości na gospodarce kanadyjskiej. To właśnie kryzys bankowy spowoduje iż będziemy odczuwać jego skutki i to przez jakiś jeszcze czas. Do tego dochodzą wszystkie te problemy związane z kanadyjskim eksportem (wciąż wysoki dolar). Dlatego też przewiduje się, iż skutki kryzysu w USA będziemy odczuwać co najmniej przez cały 2008, a być może nawet do końca 2009 roku.
Jedyne co zostaje nam na pocieszenie to fakt, że cały ten kryzys, z którego skutkami przyjdzie nam się borykać, zastaje gospodarkę kanadyjską w nienajgorszym stanie. I co prawda poziom wzrostu gospodarczego w tym roku przewidywany jest na około 1 procent (co nie jest w żadnym wypadku wynikiem zadowalającym, ale w każdym razie pozytywnym). W 2009 roku gospodarka kanadyjska powinna zachowywać się nieco lepiej w związku z przewidywaną poprawą w eksporcie - a co za tym idzie odnotować wzrost w granicach 1,8 procentu.
To co obserwujemy w Kanadzie i z czym będziemy mieli do czynienia w najbliższych dwóch latach w znacznym stopniu zaleźć będzie od tego jak zachowywać się będzie gospodarka amerykańska pod wpływem rekordowych cen ropy, spadku wartości nieruchomości i kryzysu bankowego. Przewiduje się jednak, że kompleksowość problemów i fakt ich dość długiego już rozciągnięcia w czasie, a także głębokość kryzysu zwłaszcza jeśli chodzi o system bankowy spowoduje, iż wątpliwym jest abyśmy mieli do czynienia z nagłym i znaczącym ożywieniem gospodarczym w USA (co na ogół następuje po okresach recesyjnych), a raczej będziemy zmuszeni dostosować się do dłuższego i bardziej powolnego okresu wyjścia z kryzysu.
Jedyne czym możemy się pocieszać to to, że w przeciwieństwie do naszych południowych sąsiadów nie mamy do czynienia ze znaczącym kryzysem na rynku pracy ani też spadkiem wartości nieruchomości (co ma oczywiście znaczenie przy zaciąganiu kredytów).
Okazuje się jednak, że większość z nas, mimo iż recesji w dalszym ciągu oficjalnie nie ma, poczyniła już znaczne kroki w celu zmniejszenia wydatków i zmian w sposobie wydawania pieniędzy. Zaczęło się oczywiście od kosztów związanych z paliwem. Większość poddanych badaniom stwierdziła, iż samochodów używa coraz mniej, tylko w sytuacjach koniecznych, rozważa możliwość zamiany obecnego samochodu na bardziej ekonomiczny, dzielenia dojazdów do pracy z sąsiadami, korzystania z komunikacji, czy też nawet dokonania zmian w sposobie pracy (np. pracując w domu przez jeden dzień w tygodniu).
Ale to nie wszystko. Obserwowane bowiem od dawna zmiany w poziomie cen żywności (czytaj - ich wzrost) zostają coraz bardziej zauważone. Do tego stopnia iż 75 procent badanych stwierdziło, iż wzrost cen jest widoczny i znaczny, zaś połowa już w obecnej chwili poszukuje tańszych produktów.
Zwłaszcza rekordowe ceny kukurydzy odbijają się na poziomie cen począwszy od cereal’u aż po ceny wołowiny.
Dlatego też większość już teraz stwierdza, że woli spożywać posiłki w domu zamiast w restauracjach, a nawet znaleźć alternatywne produkty dla mięsa.
Ale to tylko chyba początek, bo przecież już teraz dokonywane są zmiany jeśli chodzi o wakacyjne plany, co z kolei odbije się niekorzystnie na sektorze turystycznym, mniejsza frekwencja w restauracjach spowoduje to, że i one przeżywać będą kryzys (zwłaszcza że turystów z USA coraz mniej) i tak błędne koło się kręci. Miejmy nadzieję, że nie za długo.
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|