Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Film
Czy tylko symbol?
Jadwiga M. Byszewska
May 22, 2008
 
 

Z cyklu: Refleksje (nie tylko) kulturalne

W natłoku wstrząsających wydarzeń politycznych, w które od kilku lat wplątani są obywatele Stanów Zjednoczonych, jeden fakt podnosić może nas wszystkich na duchu. Optymizm i wiara w "lepsze jutro" w tym narodzie nie maleje i, tak jak dawniej, tak i obecnie to społeczeństwo ucieka od rzeczywistości w wyimaginowany świat, szukając odpowiedzi na swoją obecną sytuację w "kręgach nadprzyrodzonych". Jednak ta wiara nie ma nic wspólnego z religią lub jakąkolwiek "boską interwencją", a wręcz przeciwnie, jest jej całkowitym zaprzeczeniem. Amerykanie, od wielu pokoleń, oczekują symbolicznego "nadczłowieka", na którego barki będą mogli zrzucić rozwiązanie wszystkich swoich codziennych problemów. Taki symbol pojawił się po raz pierwszy w czasach Wielkiej Depresji i był to Superman, który podniósł przerażonych Amerykanów na duchu. Był to przeciętny obywatel, ale wyróżniał się tym, że zawsze gotowy był do pomocy i to każdemu, kto tej pomocy potrzebował. Pojawiał się zawsze tam, gdzie wydawałoby się, że zabrakło już jakiejkolwiek nadziei, a ponadto, potrafił on zrealizować wszystko, co wydawało się być całkowicie nieprawdopodobnym.

Superman pojawił się amerykańskiej publiczności zupełnie niespodziewanie, tak jak przystało na postać obdarzoną zdolnościami niespotykanymi dotychczas na Ziemi, i pojawił się niemal równocześnie na szpaltach kilku amerykańskich gazet, w krótkich scenach schematycznych komiksów z niezbyt skomplikowanym tekstem. Rysunki te zaprzątały uwagę tysięcy czytelników, przywracając wielu wiarę w to, że nieoczekiwany wybawiciel uratuje Amerykę i pomoże wszystkim w odzyskaniu "utraconego raju".

Istnieje kilka odmiennych wersji na temat "początków" historii legendarnego supermana, i roli jaką odegrał on w ówczesnym, bardzo zagubionym społeczeństwie amerykańskim. Jedni wysuwają "zapotrzebowanie chwili", jako przyczynę jego zawrotnej popularności. Inni sugerują "świadomą stymulację" opinii publicznej, a nawet celowe dostarczenie jej "bożyszcza", które miało odwrócić uwagę ludzi od coraz gorszej sytuacji na całym kontynencie. Trudno dzisiaj, po kilkudziesięciu latach, rozstrzygać, która z tych wersji jest prawdziwsza, ale niezaprzeczalnie, jego niespodziewane "pojawienie" dokonało cudu i superman uchodzi obecnie za jedną z najpopularniejszych postaci amerykańskiej kultury XX wieku.

Aby stanąć na tak wysokim piedestale, ta symboliczna postać musiała dopasować się do wymagań szerokiego ogółu i być na poziomie przeciętnego odbiorcy. Musiała odpowiadać wyobraźni i marzeniom społeczeństwa o przywróceniu na świecie praw współistnienia między ludźmi, gdzie wartości moralne i etyczne odgrywają ważną rolę, gdzie liczy się praca i osobiste osiągnięcia, a zło jest piętnowane i karane. Musiała również podtrzymać wiarę w przybycie "kogoś", kto naprawi wypaczoną i złą codzienną rzeczywistość i uczyni to w sposób natychmiastowy. Tego dokonać nie mógł żaden "normalny człowiek", a więc potrzebny był "heros", czyli symboliczny "superman".

Ale po jego glorii lat 30-tych XX w., a potem rozpropagowaniu na ekranach kin i telewizorów, "Superman" nie pozostał w odosobnieniu. Za nim przyszła rzesza podobnych mu " herosów", których znamy jako "Spiderman", "Batman", "Hulk", "Wonder Women", "X-Man" czy "Iron Man", aby wymienić tylko najpopularniejszych. Wszystkie te postacie nie są niczym innym jak personifikacją wzniosłych amerykańskich ideałów i doskonale pasują do symbolu "spontanicznego cudu", ponieważ zawsze obdarzone są "nieziemskimi" możliwościami, zdolne są do heroicznych czynów i niespodziewanych akcji, w celu niesienia pomocy innym, a ich prawość postępowania i desperacja w walce ze złem, nie posiada sobie równych w żadnej innej tradycji kulturowej.

Aż trudno uwierzyć, jak wiele osób, świadomie lub podświadomie, wierzy jeszcze w siłę tych symbolicznych herosów i ciągle liczy na ich pomoc w trudnych momentach, zarówno dla nich samych, jak i dla całego kraju. Wiara ta, choć całkowicie nieracjonalna, nie tylko nie zmalała w ciągu ostatnich lat, ale wydaje się odradzać w skołowanej mentalności amerykańskiego społeczeństwa, stojącego w obliczu nieznanej grozy terrorystycznych ataków i przeciągającej się wojny na Wschodzie.

Na poparcie mojego powyższego stwierdzenia wystarczy wspomnieć o tym, że obecnie w kinach mamy jednego z wielu następców supermana, Tony Starka, który w oryginalnej wersji był inżynierem, wynalazcą i kobieciarzem, a swoje życie dzielił pomiędzy nocne kluby i wykonywanie sekretnych zleceń dla Pentagonu. Publiczność amerykańska zna go jako Iron Mana; pojawił się on w marcu 1963 r. w komiksie pod tytułem "Tales of Suspense", zapowiedzianym jako krótka historia fantastyczna, pełna horroru i science fiction. Autorem tego komiksu był Stan Lieber (znany lepiej jako Stan Lee), który takiego sukcesu jaki osiągnął jego Iron Man nigdy nie przewidywał. Siłą historii Iron Mana było powiązanie z rzeczywistością. Brał on udział w wojnie wietnamskiej, został ranny w serce i omal nie umarł. Tylko dzięki opracowaniu tranzystorowo-magnetycznego urządzenia, jego serce biło nadal. Od tej chwili Iron Man zaczął istnieć dzięki technologii i umiejętności zwalczania swojej fizycznej niesprawności, i od tej chwili, Tony Stark stał się uzależniony od swojego technologicznego uzbrojenia i potrzeby występowania przeciwko komunizmowi zagrażającemu światu w czasie Zimnej Wojny. Ale zarówno wojna w Wietnamie, jak i zimna wojna przeszły już do historii, a Stark istnieje nadal w serialach telewizyjnych i filmach. Jego saga ulega modyfikacjom, jego życiu wielokrotnie zagraża niebezpieczeństwo zbroja obraca się przeciw niemu), a ponadto wpada w alkoholizm i przechodzi załamanie nerwowe. Ale stale powraca i włącza się czynnie w to co dzieje się na świecie. W najnowszym filmie spotykamy go w Afganistanie, gdzie zgodnie z rolą "super herosa", nigdy nie krzywdzi ludności cywilnej, ponieważ dzięki wbudowanemu komputerowi, od razu rozróżnia niewinne osoby od łotrów. Ale najważniejsze jest to, że Iron Man nadal spełnia rolę symbolu, nadal wszystkim świeci przykładem i nadal zdolny jest w każdej chwili do "spontanicznego cudu", aby udowodnić swoją "moc" tym, którzy nadal wierzą w istnienie tego amerykańskiego, kulturowego bożyszcza.

Niezaprzeczalnym dowodem na to jest fakt, że najnowsza wersja filmu "Iron Man", który na początku maja pokazał się na ekranach, już dokonała cudu! Swoim pojawieniem film ten uratował firmę Marvel Comics od bankructwa, które groziło jej "za to", że nie wierzyła w ten amerykański, narodowy symbol. Właściciele tejże firmy przekonani byli, że siła powodzenia "ekranowych super herosów" leży nie w ich osobowości, ale w sposobie przedstawiania ich historii, czyli w filmach animowanych "wzmocnionych" dostępnymi trikami technologicznymi. Aby to udowodnić, w 1986 r. na ekrany kin wypuszczony został "Kaczor Howard", historia pełna fantastycznych zderzeń rzeczywistego świata z wyimaginowanym. Film ten okazał się być największym fiaskiem firmy. Od tego czasu, Marvel Comics nie miał żadnych dochodów z nakręcanych filmów; nie miał ich aż do chwili obecnej. Już pierwszy weekend obecności "Iron Mana" na ekranach przyniósł producentom 100 milionów dolarów U.S. ze sprzedanych biletów, a następny tydzień podbił tę sumę do 214 milionów, pokrywając już wszystkie koszty produkcji i intensywnej reklamy. A hossa "Iron Mana", przewidzianego jako tegoroczny film wakacyjny, dopiero się rozpoczęła!

Filmowcy nie zrażają się tym, że na seansach prezentujących różne wersje sagi amerykańskich "super herosów" wśród publiczności dominują zwykle młodzi chłopcy amerykańscy, tzw. "macho boys", którzy na pewno, obecnie, nie szukają w tych historiach zwycięskiej walki dobra nad złem, ale dominacji siły wspieranej przez, niemożliwe do przeżywania w rzeczywistości, efekty komputerowe.

I chociaż przy każdym tego typu filmie w recenzjach powraca to samo pytanie "jak długo to szaleństwo i otumanianie będzie jeszcze trwało?", odpowiedź jest tylko jedna: tak długo, jak ludzie będą na te filmy do kina przychodzić. I nie ma znaczenia, czy historie supermanów będą śledziły rzesze ludzi oczekujących choćby symbolicznej, ale "nadnaturalnej interwencji" w poprawę ich trudnego codziennego życia, czy tylko żądni odmiennych przeżyć młodzi chłopcy. Liczy się wyłącznie liczba sprzedanych biletów, a potem dysków DVD, i wśród nich zapodział się gdzieś legendarny symbol amerykańskiego przetrwania, tak obecnie potrzebny ludziom w trudnych chwilach tego kraju.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com