| |
Oli Turkiewicz nie trzeba przedstawiać Polakom z Toronto i okolic. Wokalistka jazzowa, kompozytorka i utalentowana aktorka komediowa, urozmaicająca swoimi występami kolejne Kabaretony, tym razem, zgodziła się spotkać z publicznością w Konsulacie Generalnym RP przy Lakeshore Blvd. w Toronto.
Ola chyba najczęściej kojarzona jest z imprezą muzyczną "A Little Bit of Jazz" organizowaną cyklicznie w Centrum Kultury im. Jana Pawła II. Ty razem, artystka zapowiedziała, że w programie będzie bardzo mało jazzu, natomiast znacznie więcej piosenek autorskich i bluesa.
Było też dużo narracji, ciekawie i z werwą przedstawionej przez samą Olę, mówiącą na przemian, po polsku i po angielsku. Mówiła ona o swojej drodze artystycznej, o tym, że pochodzi z Mrągowa, o początkach w Kanadzie, o artystach, z którymi wspólnie występowała. Opowiadała o słynnym już wystawieniu "Misterium".
Była to, właściwie, swobodna rozmowa z zebranymi na sali gośćmi, którzy mogli, zadawać pytania. W występach muzycznych towarzyszyli jej dwaj znakomici gitarzyści, Marek Majewski oraz Levon Ichkhanian, którzy wieczór otworzyli melodią z serialu "Polskie drogi".
Z piosenek, którymi artystka zachwyciła widownię, szczególnie zapamiętałem "Kiedy mnie już nie będzie" do słów Agnieszki Osieckej oraz "Walc". Artystka zaśpiewała też wiele swoich własnych kompozycji. Narracjom i piosenkom towarzyszyła atmosfera sentymentu i bluesa, ale czasem także i humoru. Artystka powiedziała, że piosenkę Blue Eyes dedykuje polskiej widowni, ponieważ "99% Polaków ma niebieskie oczy". Zerwały się, oczywiście żartobliwie wyrażone, protesty. Kiedy jednak piosenkarka doszła do refrenu, zaśpiewała raz "blue eses", następnie "brown eyes", nawet "green eyes", żeby zielonookim nie było smutno.
Duże i bardzo pozytywne wrażenie wywarła na wszystkich piosenka kompozycji własnej Oli Turkiewicz, śpiewana po polsku: "W tym czasie rozproszonym". Utwór ten powstał, inspirowany przez autentyczną historię niespełnionej miłości dwojga ludzi. Przypadkowe spotkanie w miejscowości letniskowej, uczucie, wymiana listów i nagłe urwanie kontaktu. Skąd ona mogła wiedzieć, że on, podziemny działacz opozycji lat osiemdziesiątych, został aresztowany i zerwał z ukochaną, żeby tym kontaktem nie narażać jej. Ale kochał ją nadal. Po wielu latach, gdy każde ma swoje odmienne życie, odnaleźli się w portalu: "Nasza klasa".
Ola Turkiewicz wielokrotnie musiała zaprzeczać, że nie jest to jej historia. Zresztą, artystka jest za młoda, by mogła być tą dziewczyną. Widownia nie puściła Oli Turkiewicz bez bisowania. Gorące oklaski na stojąco świadczyły o tym, jak bardzo artystka i utwory przez nią zaprezentowane podobały się.
Było w nich, tego wieczoru, bardzo mało jazzu, natomiast bardzo dużo serca, sentymentu i liryki. Tym samym, pokazała ona, jak bardzo potrafi być wszechstronna w emploi piosenkarki. Po występie, długo jeszcze publiczność omawiała z artystką i rozpamiętywała śpiewane utwory, tym razem już przy smacznych zakąskach, przygotowanych w, jak zwykle, gościnnym Konsulacie.
Cóż można więcej powiedzieć? Jesteśmy dumni, że mamy wśród Polonii artystów tej klasy, co Ola Turkiewicz.
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|