Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Jak pomóc?
Wanda Kasprzycka
May 9, 2008
 
 

Z cyklu: Nic nie cieszy tak jak życie

Dziś kilka odpowiedzi na zadawane mi pytanie: jak pomóc tym, co pomocy potrzebują, ale się wzbraniają?

Otóż, jest w tym swoisty paradoks: wielu z nas potrzebuje pomocy rodziny, przyjaciół, specjalistów, ale za żadne skarby świata nie potrafimy się do tego przyznać, nie umiemy o pomoc poprosić, a kiedy i tak wysuwa się do nas pomocną dłoń, odpychamy ją w głębokim przekonaniu, że jakoś sobie sami poradzimy.

A oto pierwszy z przykładów. Pan Z. pisze: "Właśnie przeczytałem artykuły o dziadkach, ładnie to pani ujęła, ale w życiu bywa różnie. Ja jestem dziadkiem dwóch wspaniałych chłopaków. Bardzo chciałbym być dla nich dobrym dziadkiem, takim co im pokaże trochę świata, podzieli się swoim doświadczeniem, poświęci im trochę czasu. Niestety, moja córka nie chce mojej pomocy. Jest na mnie obrażona, bo 9 lat temu odszedłem z domu, zostawiając żonę i córkę, choć wtedy już była dorosła. Tak się życie ułożyło, wypaliła się miłość między nami, żonę moja obecność tylko denerwowała; dopóki przynosiłem do domu pieniądze to mnie tolerowała, ale jak straciłem pracę to powiedziała, żebym się od nich wyprowadził. Tak zrobiłem, nie umiałem tak żyć.

Jestem przez te 9 lat sam, choć miałem “przyjaciółki”, ale nic poważnego. Z córką nie utrzymywałem żadnych kontaktów, bo tego nie chciała, obwiniając mnie o rozpad małżeństwa. Rok temu spotkałem ją przypadkiem u lekarza, a przy jej boku dwóch małych chłopców - jeden 4 lata, drugi 2. W pierwszej chwili myślałem, że jest ich opiekunką, ale jak usłyszałem “mamo”, to aż mnie zamurowało. Mam dwóch wnuków! Córka niechętnie opowiedziała mi swoją historię: wyszła za mąż, ale i jej małżeństwo nie przetrwało; ojciec tych dwóch chłopców okazał się być niezłym awanturnikiem, używał narkotyków, uderzył ją parę razy. Mieszka teraz tylko z dziećmi w rządowym, tanim mieszkaniu. Utrzymują się z zasiłku, moja eks-żona trochę pomaga. Po długich prośbach dała mi swój telefon. Trzy dni chodziłem po domu jak pijany, nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Chciałem znowu mieć rodzinę, a właściwie miałem rodzinę, córkę, dwóch wnuków. Rozmawiałem ze sobą godzinami nim odważyłem się zadzwonić do córki; powiedziałem jej, że bardzo chcę być dla tych chłopców dziadkiem, pomóc jej i im jak tylko będę mógł. Ale spotkało mnie duże rozczarowanie. Córka powiedziała, że nic ode mnie nie chce, że skoro mogłem ją zostawić, to mogę też żyć bez wnuków. Była zła, że w ogóle zadzwoniłem. Nie rozumiem tego. Nie mam sobie nic do zarzucenia, to żona chciała, bym odszedł, a córka nie chciała utrzymywać ze mną kontaktu. Teraz chcę jej tylko pomóc; wiem, że jest jej bardzo ciężko, ale znowu jestem odpychany, dlaczego?"

Z punktu widzenia pana Z. sprawy mają się prosto, łatwo jest mu poczuć się odepchniętym po raz kolejny, ale… Jak w każdej historii trudnych relacji międzyludzkich, każda z zaangażowanych w nią osób ma swój punkt widzenia, swoje opinie i przemyślenia i wszystkie są ważne w tej łamigłówce.

Córka, może nie do końca znając kulisy jego odejścia z domu, zwyczajnie, poczuła się zdradzona i opuszczona przez ojca; nawet kiedy ma się już dwadzieścia lat, ból jest ten sam. Pan Z., jak wynika z listu, nigdy nie starał się "powalczyć" o uczucia córki, lub chociażby o to, by zrozumiała jego decyzję. Zaabsorbowany prawdopodobnie poczuciem własnej krzywdy, własnym bólem, odsunął się i zamilkł na prawie 9 lat!

Spotkanie wnuków i córki okazało się być przypadkowe; nie wypłynęło z chęci odbudowania relacji z nią. Nic więc dziwnego, że córka pana Z. nie zapałała entuzjazmem do nagle zjawiającego się w jej życiu dziadka i ojca.

Zranione uczucia, poczucie doznanej krzywdy jakiej doświadczyła córka nie pozwalają jej zaakceptować tego nowego, pewnie i ją szokującego, rozwoju wypadków.

Taka sytuacja wymaga cierpliwości, taktu i ogromnego zrozumienia dla uczuć drugiej osoby. Wierzę osobiście, że sprawy mogą rozwinąć się pomyślnie i z pożytkiem dla wszystkich. Przemawia za tym fakt, że córka jednak dała ojcu swój numer telefonu. Świadomie, czy też nie do końca, akceptuje obecność ojca w swoim życiu, a to już dobry początek. Pan Z. napisał, że kilka dni upłynęło nim zadzwonił do córki; być może ona odebrała to jako wahanie, niezbyt wielkie "zainteresowanie" sprawą i jej życiem? Nie wiem tak do końca, raczej spekuluję, ale przekonana jestem, że jeśli teraz po raz drugi pan Z. da się zbyć jednym słowem, jedną odmową, to trzeciej szansy odbudowania rodziny może los mu nie użyczyć. Serdecznie namawiam do szczerej i otwartej rozmowy z córką - na temat rozpadu jej rodzinnego domu, i na temat motywów jakie teraz ojcem kierowały i kierują. Wiem, że dla większości mężczyzn rozmowy takie nie są proste, "obnażanie" swego wnętrza odbierają niemal jak próbę samobójczą, nie znajdują słów, boją się wzruszenia, głębszych reakcji. Ale stawka jest wysoka. To szansa na zostanie prawdziwym dziadkiem, na kontakt z córką, na odbudowanie więzi rodzinnej.

Trzymam mocno kciuki za pana Z. by zostawił na chwilę swoje własne "żale", jakkolwiek słuszne by nie były, i w imię dobra całej rodziny uparcie walczył o swoje w niej miejsce. Chętnie podzielę się też głębszymi przemyśleniami jeśli zdecyduje się Pan zadzwonić do mnie. Czuję bowiem, że stawka jest wyjątkowo wysoka i bardzo bym chciała, by w tej grze o rodzinę byli sami wygrani.

A oto inny przykład: rozmawiałam z panią K., której siostra, jedna ze wspomnianych przeze mnie Babć-Aniołów, stacza się w coraz głębszą depresję, bo, jak twierdzi, "rodzina jej już nie potrzebuje". Pani K. tak mówi o swojej siostrze: przyjechała tu, do Kanady, kiedy jej córka urodziła trzecie dziecko, bo czuła, że nie dzieje się najlepiej w tej rodzinie. Faktycznie, było niewesoło: ojciec całej trójki, właściciel rozwijającego się szybko biznesu, był ojcem i mężem tylko na papierze. Utrzymywał rodzinę, ale nie uczestniczył w jej życiu. Jak się okazało chwilę potem, był już mocno zaangażowany w inny związek. Babcia E. zdecydowała się zamieszkać z córką, która przeżywając rozpad relacji z mężem nie była w stanie opiekować się trójką "drobiazgu" w sposób, na jaki zasługiwała trójka małych dzieci. Tak minęły trzy lata. Zięć ledwo "bywał" w domu, dokładał do konta bankowego, ale nic poza tym. Babcia E. dwoiła się i troiła, by wszystkich obdzielić babcino-matczynym sercem. Tak minęły trzy lata, córka zaczęła wychodzić z emocjonalnego dołka, zaczęła mówić o szkole, o planach na przyszłość, kiedy sprawy nabrały nowego wymiaru. Otóż ojciec owej trójki rozstał się ze swoją partnerką i postanowił wrócić do domu, do swoich dzieci i żony. Sielanka zdawała się uskrzydlać wszystkich, no może poza babcią, która poczuła się niepotrzebna i która też nigdy nie wybaczyła zięciowi krzywdy jaką wyrządził jej córce. Atmosfera w domu była ciężka, napięć nie ubywało, i w końcu, córka poprosiła matkę by się od nich wyprowadziła. Zięć oferował pokrycie wszystkich kosztów i słowa dotrzymał, ale nic i nikt nie naprawi złamanego serca babci E., jak mówi jej siostra. Od kilku miesięcy babcia E. popada w coraz głębszą depresję i za żadne skarby nie chce słyszeć o tym, że jest chora, że potrzebuje pomocy; odsuwa od siebie nie tylko córkę, ale i siostrę. Przez ostatnie tygodnie nie odpowiada na telefony, nie chce nikogo widzieć. Co robić? - pyta zrozpaczona siostra.

Najważniejsze to nie poddawać się, nie zostawiać jej samej sobie i na pastwę depresji. Jakkolwiek babcia E. wzbrania się przed pomocą, depresja komunikuje, że pomoc jest jej potrzebna i że jej oczekuje. Myślę, że wspólna konferencja z córką, może nawet z lekarzem rodzinnym znającym babcię E. pozwoli na wypracowanie konkretnego planu działania. Znów proszę o wytrwałość. Nie są to sprawy proste, nie rozwiązuje się ich jednym telefonem, czy jedną rozmową. Wymagają dużo serca, oceanu cierpliwości, ale i uporu w działaniu, na jaki czasem stać tylko tych, co naprawdę i mocno kochają, a wierzę, że córka i siostra są tu najodpowiedniejszymi osobami.

Wanda Kasprzycka - psychoterapeuta

Tel./faks 705 898-2994. Adres e-mailowy: kasprzycki@sympatico.ca Zapraszam do dyskusji, dzielenia się swoimi przemyśleniami, proszę o sugerowanie tematów.



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com