Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Kultura
Ciekawe zmiany
Jadwiga M. Byszewska
May 8, 2008
 
 

Z cyklu: Refleksje (nie tylko) kulturalne

Chyba wszystkie występy teatralne starają się odwoływać do dwóch odrębnych płaszczyzn odbioru publiczności. Pierwszą jest uczestniczenie w przedstawieniu i obserwowanie z widowni tego, co dzieje się na scenie, a drugą stymulacja przemyśleń, wielokrotnie powracających już po wyjściu z teatru.

Ostatnio mieliśmy możliwość uczestniczenia w dwóch zupełnie odmiennych prezentacjach scenicznych, które zapewne nie tylko mnie zmobilizowały do refleksji. Były to "The Indian Queen" i "Adelheid Solos" - pierwsze przedstawienie to teatralno-muzyczna fantazja, stworzona w samym końcu XVII wieku, a drugie to pokaz nowoczesnego tańca.

Oba pokazały szokujące wręcz zmiany jakie zaszły w ciągu ostatnich kilku lat w Toronto i to, co należy z radością podkreślić, zmiany w stronę wybitnych, współczesnych osiągnięć.

Oba przepełnione są psychologiczną i intelektualną abstrakcją, a zrozumienie obu wymagało od widzów dużego zaangażowania, koncentracji i wyrobienia artystycznego, i oba cieszyły się ogromną popularnością wśród publiczności.

"The Indian Queen", to coś więcej niż "zwykły" spektakl teatralny, ponieważ jest to przedstawienie taneczne, muzyczne i wizualne zarazem, gdzie dialog z widownią odbywa się na kilku płaszczyznach interpretacji.

I pomyśleć, że wszystko zostało przemyślane i napisane ponad 300 lat temu! Sztukę, opracował w 1695 r. Henry Purcell i umieścił ją w dwóch zazębiających się sferach: dźwięku oraz wizualnych skojarzeń, w obu wypadkach odwołując się do abstrakcyjnej wyobraźni publiczności, która przybyła, aby wziąć udział w tym spektaklu.

Przedstawienie wymaga od uczestników niesłychanej koncentracji, ponieważ jeśli widz na chwilę przestanie z uwagą śledzić to co dzieje się na scenie, całość traci dla niego swój magiczno-dramatyczny kontekst.

I tu tkwi sedno eksperymentalnego przedstawienia, zarówno tego, które oglądamy obecnie, jak i tego, które trafiało do publiczność w końcu XVII w. Jest tu coś z atmosfery dawnych misteriów: gdy cichną głosy śpiewaków, a ich miejsce zajmują recytacje aktorów, w tym momencie muzyka robi wrażenie jakby zaniepokojonej własnymi dźwiękami, i po chwili zapada kompletna cisza.

Wszystkie języki: mówiony, śpiewany i muzyczny, współistnieją w tej ciszy, oddając magię odizolowania i samotności, a na scenie pojawia się wtedy taniec, ostro ingerujący w tę jedność istnienia, jak obcy, bolący dysonans, który sam autor określił jako "radość wynikającą z rozpaczy" lub "atmosferę wolności w kajdanach".

Do takich środków wyrazu przywykliśmy w naszym nieskoordynowanym życiu XXI wieku, ale odnalezienie ich w utworze napisanym trzy wieki temu, jest nieco zaskakującym doświadczeniem. Pomimo że wydawało nam się, iż to dopiero początek XX wprowadził zmiany w inspiracjach estetycznych i różnorodnych interpretacjach artystycznych, poszukiwania te rozpoczęte zostały się już znacznie wcześniej.

W sztuce Purcella dominuje odczucie, a nie prawda historyczna czy logika postępowania. Wszystko oscyluje w sferze demoniczno-mistycznej fantazji, gdzie znaczenie rzeczywistości zostało zagubione, natomiast pozostało wrażenie jakiegoś uduchowienia, niezgłębionego, rytualnego poszukiwania indywidualnego, ponadczasowego wyrazu.
Jest to eksperyment łączący tych co tańczą, z tymi co grają na instrumentach, z tymi co recytują i tymi co śpiewają.

Gdybym użyła określenia - tancerze, muzycy, aktorzy i wokaliści - czytelnicy spodziewać by się mogli płynnej techniki u wszystkich wykonawców na scenie, a tutaj jest raczej współistnienie i wzajemne wspieranie się w tym przedstawieniu, które opowiada widzom legendę o prawdziwej miłości, gdzie dominują nieprzewidziane zbiegi okoliczności i uwypuklona jest wiara w prawdziwe, choć zdradzone uczucie.

Drugi spektakl, pt. "Adelheid Solos", jest występem Heidi Strauss, znanej w Toronto niezależnej tancerki, która nie szczędzi wysiłku aby zaprezentować publiczności ruch przedstawiany z jej osobistego, bardzo indywidualnego punktu widzenia. Tej prezentacji nie można nazwać tańcem, a w każdym razie na pewno nie tańcem w rozumieniu powszechnie przyjmowanej definicji tego słowa.

Jest to pokaz ruchu i jego podkładu psychologicznego, ruchu wynikającego z przemyśleń i osobistych przeżyć, a nie ruchu inspirowanego muzyką, ponieważ muzyka jest tu podporządkowana temu co tancerka chce wyrazić, a nie odwrotnie. Każdy jej gest i każde poruszenie ciała są głęboko wystudiowane, chociaż w całości odbiera się je jako emocjonalną, pełną niewysłowionej energii ekspresję, która "rozgrywa" się na scenie przy współpracy z zapatrzoną publicznością. Zdecydowanie, bez spontanicznej reakcji widzów, jej występy pozbawione byłyby sensu, ponieważ dominuje tu siła wyrazu, która nie może trafiać w pustkę.

Ten taniec raz promieniuje głębokim spokojem, a raz rewolucyjnym niemal napięciem; ukazuje delikatność istnienia i obraz ludzkiej tragedii; jest zarówno pełen nieśmiałości jak i zaskakuje dozą arogancji; robi wrażenie istniejącego samego dla siebie, a w rzeczywistości, jest ściśle związany z reakcją publiczności.

Światła i muzyka dopełniają reszty. Chwilami, tancerka znajduje się w silnych blaskach reflektorów, chwilami wiadzimy tylko fragmenty jej ciała, a reszta znika w ciemności, tylko po to, aby za chwilę wyłonić się z mroku, zaskakując nas pełnią nieskrępowanego, nieokiełznanego rozmachu, zapału i werwy.

Całości towarzyszą elektroniczne dźwięki niby odległego miasta, fragmenty niedokończonych zdań lub westchnień z nieznanego świata, podkreślając intrygujące "alter ego" postaci znajdującej się w nieustannym ruchu.

Oczywiście, sukces występu to nie tylko taniec pani Strauss, to wynik jej współpracy z dwoma nieprzeciętnymi twórcami. Jednym jest Jan Komarek, który obecnie powrócił z Kanady do Czech, dyrektor artystyczny całości, choreograf, oraz wnikliwy analizator światła i dźwięku, a drugim, jej mąż, Jeremy Mimnagh fotografik, videografik i kompozytor muzyki elektronicznej, czyli twórca całej oprawy wizualno-akustycznej tego występu.

W obecnych czasach przywykliśmy już do tego, że artystyczne interpretacje nie mają granic, i zazwyczaj nikt już się nie dziwi żadnym nowatorskim rozwiązaniom. Jednak należy stwierdzić, że taniec współczesny, zwłaszcza przekazywany ze sceny, jest jedną z najtrudniejszych form artystycznego wyrazu. Obywa się bez towarzyszącej mu akcji, natomiast bazuje tylko na doprowadzonej do perfekcji technice i emocjonalnym kontekście. Jest ekspresją przekazywaną poprzez ruch i jest ruchem tworzącym całe widowisko.

Każdy gest i każda wystudiowana poza muszą być we współczesnym tańcu pełne wielorakich odcieni i symbolicznego znaczenia. Ruch może być płynny i elegancki lub dramatyczny, gwałtowny i prowokujący, a każde poruszenie oddaje piękno istnienia oraz nieskończone możliwości tancerza, który potrafi, niemal bez ograniczeń, operować własnym ciałem.

Jest on jak kinetyczna rzeźba, fascynująca ruchem narracyjnej opowieści o życiu, o przetrwaniu i o współistnieniu z naturą, ponieważ taniec, wykorzystuje wyłącznie naturalne możliwości ludzkiego ciała.

Taniec pani Strauss, tak jak każda współczesna forma artystyczna, jest dialogiem z publicznością i jest oczekiwaniem na reakcję widzów. Jej występy nie posiadają żadnej fabuły i są wyłącznie zestawem płynnych lub kontrastujących ze sobą figur tanecznych, które opisywane słowami zdają się być pozbawione pierwotnego uroku.

Taniec, tak jak każda inna dziedzina sztuki, jest formą interpretacji życia, i każde przedstawienie jest nieco odmienne od poprzedniego, ponieważ wpływa na nie wiele czynników zewnętrznych, z samopoczuciem tancerki i widowni włącznie.

Jest rzeczą udowodnioną, że ludzie, w większości, posiadają uwagę niepodzielną i np. jeżeli skupiamy się na muzyce, niewiele z tańca pozostaje w naszej pamięci. Natomiast ten występ jako całość, odbierany musi być abstrakcyjnie, zmuszając do koncentracji raz na muzyce, a raz na wizualnym obrazie, i ta oscylacja naszej uwagi powoduje, że każdy pamięta oglądany pokaz ekspresyjnego ruchu zupełnie odmiennie.

Ten typ tańca współczesnego wymaga niesłychanej wprawy, jest czasem prowokujący i nie dla każdego estetycznie przyjemny, a często równie fascynujący jak denerwujący. Jest coś bardzo oryginalnego w tych tanecznych zmaganiach Heidi Strauss, coś twórczego, coś niezwyczajnego, coś łączącego przed naszymi oczami talent i technikę w jedną doskonałą całość, możliwą do zrozumienia i przeżywania tylko w chwili patrzenia na wykonawcę.

Jest to ekscytująca kolizja elementów wizualnych i słuchowych, która stymuluje wyobraźnię widzów, całkowicie pochłoniętych śledzeniem metaforycznej jedności. Każdy badacz kultury wie, że taniec jest jednym z najstarszych, dynamicznych i impulsywnych form wyrażania ludzkiej ekspresji, a współczesny taniec odzwierciedla poszukiwania obecnego pokolenia. Pokazy tańca współczesnego zdecydowanie zaliczyć należy do trendu nowatorskiego, który stara się znaleźć adekwatne dla naszych czasów środki swojego wyrazu.
Pasja tworzenia i odnajdywania nowej drogi znana jest artystom i odkrywcom we wszystkich stuleciach i aby stać się jednym z nich, należy przedkładać marzenia ponad akceptowaną już powszechnie rzeczywistość.

Oba wspominane powyżej wystawienia potrafiły wznieść się ponad obowiązujące bariery i zafascynować widownię, tak jak zaabsorbowały swoich wykonawców. Reakcja zgromadzonej na obu salach publiczności zdecydowanie świadczyła o świadomym odbiorze przedstawień, a więc o ich zrozumieniu i zapotrzebowaniu emocjonalnym na podobnie rozwiązania artystyczne.




© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com