|
| Poszkodowani, chorzy na hemofilię: Witold Gajewski (L), Mariusz Sawczuk (C) i Jola Gajda podczas procesu w Sądzie Rejonowym, 5 bm. w Warszawie PAP Paweł Supernak |
Jak powiedziała pełnomocniczka poszkodowanych Małgorzata Szczypińska-Kozioł, resort zdrowia, który reprezentuje Skarb Państwa, nie jest zainteresowany rozwiązaniami ugodowymi. "Wyznaczyliśmy tak wielką kwotę, żeby ministerstwo zainteresowało się problemem" - dodała Szczypińska-Kozioł. Zaznaczyła przy tym, że poszkodowani byliby skłonni zmniejszyć sumę swych roszczeń, ale "nikt nie chce z nimi rozmawiać na ten temat".
Według pełnomocnika resortu zdrowia Rafała Cieślickiego, "chorzy na hemofilię poszli drogą trochę na skróty, gdyż wnieśli - jak to oni nazywają - pozew zbiorowy. (...) W takim procesie nie da się ustalić czasu zakażenia, zawinienia, stanu zdrowia. Przecież żółtaczka żółtaczce jest nierówna. Jest taka, która sama się wyleczy i chory nie wie nawet, że był zakażony (...) ale jest też taka, która prowadzi do śmierci".
Zaznaczył także, że ewentualne odszkodowania powinny być zróżnicowane ze względu na skutki, jakie wywołało zakażenie żółtaczką.
Przedstawiciele chorych, obecni w sądzie, nie kryli oburzenia stanowiskiem resortu zdrowia. Podkreślali, że zostali zakażeni podczas terapii, która miała im pomóc, a teraz są pozostawieni sami sobie.