| |
Najwyższy sąd Ontario odrzucił wniosek, którego autorzy próbowali przekonać sąd, że ontaryjski rejestr przestępców winnych przestępstw o charakterze seksualnym jest sprzeczny z konstytucją. Zdaniem sądu, prawo obywateli do bezpieczeństwa jest ważniejsze niż możliwe zagrożenie dla prywatności sprawcy.
Sąd przyznał, że rejestr jest faktycznie w pewnym stopniu naruszeniem praw obywatelskich sprawców, ale jednocześnie orzekł, że przestępcy winni tego rodzaju czynów mają tendencje do recydywy.
Sędzia sądu apelacyjnego Robert Blair wydał 39-stronicowe uzasadnienie swego wyroku, w którym wyraźnie podkreśla, że nie wiadomo nigdy, który z przestępców powróci na drogę przestępczą i dlatego właśnie potrzebny jest ich rejestr.
Rejestr, jak orzekł sędzia Blair, jest także ważnym narzędziem w rękach policji, niezwykle pomocnym w prowadzeniu śledztw.
Umieszczenie nazwiska jakiejś osoby na liście rejestru, nie przeszkadza jej w prowadzeniu normalnego życia.
Wniosek podważający zgodność z konstytucją rejestru ontaryjskiego został zapoczątkowany przez skazanego przestępcę Abrama Dycka w 2002 roku.
Sprawa przeszła przez sądy dwóch niższych instancji, aż w listopadzie trafiła do sądu apelacyjnego.
Dyck twierdził, że umieszczenie go w rejestrze to okrutna i niezwykła kara, która jest pogwałceniem jego praw obywatelskich zagwarantowanych przez Kartę Praw i Swobód.
Adwokat reprezentujący Dycka Stephen Gehla argumentował w sądzie, że osoba skazana za drobne przewinienie, np. dotknięcie ciała kobiety, jest umieszczana na liście tuż obok niebezpiecznego pedofila. To właśnie powoduje, że jest to naruszenie praw i swobód obywateli.
Rejestr został powołany na mocy tzw. Christopher's Law (dla upamiętnienia 11-letniego Christophera Stephensona, ofiary recydywisty), 23 kwietnia 2001 roku, dzień po zwolnieniu Dycka z więzienia po 11 miesiącach za kratkami.
Podkreśla się także, że rejestr nie pomógł wcale w ograniczeniu przestępczości o charakterze seksualnym.
Craig Jones, dyrektor John Howard Society of Canada, grupy broniącej ludzi mających przeszłość kryminalną, zwraca uwagę na to, że prawo karne jest instrumentem tępym.
Ponadto, rejestr powoduje niezdrowe zainteresowanie mediów przestępczością o charakterze seksualnym i przez to, poważne poczucie zagrożenia w społeczeństwie. Osoby, które wychodzą na wolność po odbyciu kary i po resocjalizacji, także czują się pod zwiększoną presją i mają problemy w rozpoczęciem produktywnego życia. Muszą zmieniać miejsce zamieszkania i czują się prześladowani, a to prowadzi do frustracji i większej możliwości popełnienia kolejnego czynu przestępczego.
Ontaryjski rejestr, pierwszy w Kanadzie, w listopadzie składał się z 7.909 przestępców.
W rejestrze jest umieszczone nazwisko i imię, data urodzenia, adres, fotografia i opis przestępstwa.
Każdy skazany, po odbyciu kary musi się tam zarejestrować i meldować się co roku przez 10 lat.Recydywiści i osoby skazane na ponad 10 lat muszą się meldować co roku do końca życia.
W 2004 roku rząd federalny ustanowił też rejestr ogólnokanadyjski, stale atakowany przez przeciwników.
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|