| |
Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem
W mediach drukowanych i elektronicznych nadal na poczesnym miejscu podawane są wiadomości i okolicznościowe artykuły związane z sześćdziesiątą piątą rocznicą powstania w getcie warszawskim. W tym roku obchody rocznicowe były szczególnie uroczyste, zaszczycone obecnością Prezydentów Polski i Izraela. Nawet dziecko rozumie, że w dobie terroryzmu, gdziekolwiek na świecie pojawiają się polityczni przywódcy, musi im towarzyszyć ochrona. Miejsce, z którego publicznie przemawiają jest oddzielone od publiczności kordonem policji i to jest normalne. Tym bardziej, gdy jeden z przywódców jest z Izraela, państwa szczególnie narażonego na ataki terrorystyczne z powodu niekończącego się konfliktu na Bliskim Wschodzie, specjalne środki bezpieczeństwa nie powinny nikogo dziwić. Tymczasem, red. St. Michalkiewicz, produkujący się w prawicowym tygodniku polskojęzycznym w Toronto pozwolił sobie na następujące słowa, które każdy może przeczytać w Internecie:
"Wprawdzie różni prostacy utrzymują, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale to na pewno nieprawda, zwłaszcza, gdy uwzględnić zastosowane środki bezpieczeństwa. Były one tak nadzwyczajne, że mniej wartościowa, warszawska ludność tubylcza w ogóle nie została dopuszczona w pobliże uroczystości i tylko zza podwójnych barier, zza kordonu policjantów oraz jakichś zbirów z długą bronią, mogła z bezpiecznej odległości przyglądać się, jak się państwo bawią".
Ja też czytam wydawnictwa różne i słucham różnych radiostacji, powodowany chęcią wyrabiania sobie własnego zdania, a nie powtarzania obiegowych półprawd. Przeczytałem ten artykuł i… osłupiałem.
Po pierwsze, upamiętnienie powstania w getcie, to według pana Michalkiewicza "zabawa", a po drugie, sugeruje on, że ludność warszawska uważana jest za "mniej wartościową" (tylko przez kogo?) i używa w odniesieniu do niej drwiącego słowa "tubylcza". Jak można mówić o tubylczej ludności w niepodległym kraju? Ano, można, jeśli weźmie się za dobrą monetę to, co red. Michalkiewicz sugeruje oględnie, natomiast niedoszły, na szczęście, prezydent RP, z Toronto, nazwał po imieniu.
Pisał on niedawno w tym samym piśmie o "wyzwoleniu Polski spod okupacji żydowskiej". Wracając do autora tekstu cytowanego, uważam jego słowa za niegodne dziennikarza i wręcz obraźliwe. Jestem przekonany, że gdyby ktokolwiek określił, przykładowo, obchody rocznicy zbrodni katyńskiej słowami "państwo się bawią", zostałby natychmiast - i słusznie - oskarżony o obrazę uczuć patriotycznych.
Reszta felietonu utrzymana jest w tak samo obraźliwym i drwiącym tonie. A ja tak sobie myślę, że to, że ten pan tak pisze, to pół biedy, natomiast zdecydowanie smutne jest, że w pewnych kręgach uważany jest za wzór dziennikarza.
Jeszcze w związku z rocznicą powstania w getcie, warszawiacy uczcili pamięć bojowników w oryginalny sposób. Zakładano opaski z gwiazdą Dawida, jako znak solidarności, jakby chciano powiedzieć: "Wszyscy jesteśmy Żydami". Słyszałem, że kiedy podczas okupacji niemieckiej Danii, gdy władze hitlerowskie nakazały Żydom nosić opaski, król i królowa Danii, na znak solidarności, sami takie opaski założyli, a wraz z nimi większość ludności Kopenhagi. Ale podczas obchodów rocznicowych w Warszawie nastąpił niespodziewany zgrzyt.
Marek Edelman, ostatni żyjący przywódca Żydowskiej Organizacji Bojowej, potępił pomysł z opaskami, jako bezmyślny, a same opaski, jako znak "hańbiący", za pomocą którego, Niemcy chcieli Żydów upokorzyć. Marek Edelman jest człowiekiem powszechnie szanowanym, o chlubnej przeszłości, społecznikiem i działaczem Solidarności. Przez wielu, uznawany jest za autorytet. Ale p. Edelman ma już też sędziwe lata i jest schorowany. Należy brać to pod uwagę przy ocenie jego słów.
Z pewnością miał on rację, że podczas okupacji, opaska miała za cel odczłowieczenie ludzi. Ale taki sam cel miały pasiaki obozowe. A przecież przy wielu uroczystościach występują byli więźniowie w pasiakach. Jeśli nawet przyjąć pewną kontrowersyjność pomysłu z opaskami, to trzeba pamiętać, że organizatorzy rozdawali je w dobrej wierze. Z pełnym szacunkiem do byłego bohatera uważam, że jego reakcja była pochopna, z pewnością podyktowana emocją. Tylko, czy można jemu odmówić prawa do emocji?
Media doniosły też o innej pochopnej decyzji, podjętej w ostatnich dniach. Czesław Kłosek, górnik, który od czasu pacyfikacji kopalni “Manifest Lipcowy" w grudniu 1981 r., nosi w sobie kule ZOMOwską, zwrócił prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, nadany mu we wrześniu ub. roku. Powodem zwrotu było przyspieszone nadanie obywatelstwa polskiego brazylijskiemu piłkarzowi Rogerowi Guerreirze, co umożliwiło umieszczenie go w reprezentacji na mistrzostwa Europy. Nie sądzę, by była to, że strony Czesława Kłoska manifestacja rasizmu. Raczej chodzi tu o to, że nadanie obywatelstwa polskiego powinno być aktem doniosłym, poprzedzonym spełnieniem pewnym kryteriów i wymogów, wśród których kopanie piłki, choćby najlepsze, nie występuje. Niewątpliwie, takie przyspieszenie może wzbudzać odruch protestu. Tylko, czy trzeba było aż zwracać tak ważne odznaczenie państwowe? Gest Czesława Kłoska, podjęty pod wpływem emocji, też uważam za reakcję pochopną i nie do końca przemyślaną.
Prasa doniosła także o decyzji Wojciecha Cejrowskiego zrzeczenia się obywatelstwa polskiego, ponieważ "nie chce on być obywatelem Unii Europejskiej". Nigdy nie gustowałem w działalności pana Cejrowskiego, ale nie posądzałem go o aż taką głupotę. Tylko cosik mi się zdaje, że pan Cejrowski nie może tak ot sobie zrzec się obywatelstwa polskiego. Musi złożyć podanie i czekać na decyzję. A to może potrwać. Uważający się za eks-Polaka, pan Cejrowski, nagle uświadomi sobie, że w tej Unii wcale nie jest źle, a tu procedura zaczęta przez niego samego toczy się… Czy nie zbyt pochopnie podjęta decyzja?
O decyzji tych, którzy zechcieli protestować przed Konsulatem na Lakeshore już krążą dowcipy. Ale cóż? Nie przetłumaczysz im. Niech korzystają z demokratycznego prawa protestu wobec państwa, które oni uważają za "niedemokratyczne".
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|