Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Ludzie listy piszą (80)

Apr 29, 2008
 
 

Do Pana Romana Cichowskiego
autora listu nt. red. Witolda Lilientala

Szanowny Panie,

Gdyby Pański list ukazał się w Głosie Polskim lub w Gońcu, prawdopodobnie potraktowałbym go jedynie wzruszeniem ramion. Czytelnicy Gazety są generalnie z innej półki, dlatego czuję się w obowiązku zareagować mimo, że Redakcja pozostawiła go bez komentarza.

Zanim przejdę do Pańskiego listu, pozwolę sobie przypomnieć okoliczności, w jakich po raz pierwszy spotkałem dr Witolda Lilientala.

Kilka lat temu odwiedził Toronto prezydent miasta Łodzi, dr Jerzy Kropiwnicki. Celem wizyty było zapoznanie środowisk ży-dowskich z planami obchodów 60. rocznicy likwidacji łódzkiego getta. W zorganizowanej konferencji, uczestniczyli przedstawiciele władz prowincjonalnych Ontario, placówek dyplomatycznych Izraela i Polski oraz kongresów: polskiego i żydowskiego. Po prezentacji programu obchodów, rozwinęła się rzeczowa dyskusja, którą przerwał jeden z uczestników spotkania. Treść jego wypowiedzi sprowadzała się do stwierdzenia, że Żydów, których nie zdążyli zgładzić Niemcy, po zakończeniu wojny mordowali Polacy. Na sali zapanowała kompletna cisza, którą przerwał siedzący niemal na przeciwko swego przedmówcy inny uczestnik konferencji. Swoje wystąpienie rozpoczął od słów "does the young rabbi know that...". Każde kolejne zdanie rozpoczynał od tego zwrotu, po którym następowało wyliczanie bardziej lub mniej znanych faktów, świadczących o heroizmie Polaków niosących pomoc ich żydowskim pobratymcom. Gdy skończył, rozległy się brawa, jakie rzadko można usłyszeć na tego typu spotkaniach i bili je chyba wszyscy z wyjątkiem "młodego" rabina.

Osobą, która tak zdecydowanie zareagowała, i co zasługuje na podkreślenie, wobec międzynarodowego gremium, był dr Witold Liliental.

Wracając do Pańskiego listu, to chyba nieregularnie czyta Pan "Przemyślane pod prysznicem" lub nie wpadły Panu w ręce te felietony, w których dr Liliental przytaczał fakty ze swego życia i swojej rodziny. Rodzice dr. Lilientala byli katolikami i to na długo przed wojną. Jego ojciec, podczas kampanii wrześniowej, w stopniu oficera WP, bronił Polski, a nie Palestyny, a w Katyniu zginął nie za synów Izraela. Gdy po spędzeniu młodości w RPA opuszczał ten kraj, ze swoją matką powrócił nad Wisłę, a nie osiedlił się u stóp Wzgórz Golan.

Od wieków, Żydzi i Polacy żyli obok siebie i biorąc pod uwagę procentowy udział ludności wyznania mojżeszowego na ziemiach polskich, nasze kultury się współprzenikały. Wspólny dach często dzieli i dlatego nie dziwmy się, że między naszymi społecznościami dochodziło do animozji, ale nigdy nie było nocy Św. Bartłomieja.

Pomijając przypadki patologicznej nienawiści, które trafiają się w obu społecznościach, często źródłem wzajemnych uprzedzeń jest brak wiedzy, graniczący z ignorancją, o naszych kulturach i wspólnej historii.

To właśnie z tą ignorancją walczy dr Witold Liliental. Robi to jako Polak-katolik posiadający żydowskie korzenie, znający świetnie kulturę, historię i tradycję obu społeczności. Dzięki takim jak on mamy szansę się lepiej rozumieć. On nie jątrzy, on edukuje.

Z poważaniem,
Grzegorz Sobocki

PS. Celowo nie odnoszę się do impertynencji zawartych w Pańskim liście gdyż traktuję je jako "wypadek przy pracy".

•••

Droga Redakcjo,

Oburzył mnie list czytelnika atakującego bezpardonowo Waszego felietonistę Pana Red. W.Lilientala. Nie wiem jak zamierza ukryć swój prawdziwy stosunek do ludzi pochodzenia żydowskiego, ale jest ewidentnym antysemitą. Nie czyta także tekstów Pana Red. Lilientala uważnie, bo gdyby tak było, znałby go jako prawdziwego Polaka patriotę - przykładów można dać wiele. A to, że porusza temat stosunków polsko-żydowskich - bardzo dobrze, bo jest jedynym z niewielu w polonijnych mediach, którzy właśnie robią to w sposób wyważony, zbalansowany i bardzo mądry. Reszta to nagonki, w stylu autora tego listu i tekstowo zamieszczanych w pismach, które nie powinny tak napastliwych tekstów w ogóle publikować, bo to przykład nierzadko "hate propaganda". Nie wiem, jak p. Roman Cichowski może nazwać ten temat "cuchnącym" - cóż za słownictwo! Uważam, że felietony i inne artykuły pióra Pana Red. Lilientala są bardzo rozsądne, ponieważ starają się spojrzeć na każdy, nie tylko polsko-żydowski temat, z różnych punktów widzenia, w sposób łagodny i wyważony. Pan Liliental czuje się Polakiem i nim jest i wiele dla polskości zrobił i on i jego rodzina, jak wynika z wielu jego wypowiedzi na łamach "Gazety". Nie wstydzi się jednak - bo i dlaczegóż? - swoich żydowskich korzeni. Jak można mu to stawiać jako zarzut? Czy bycie Żydem to coś złego? Tak może uważać tylko antysemita.

Wobec swoich trzeba być krytycznym i tak czyni Pan Red. Liliental, który jest krytyczny wobec Polaków, czyli swoich rodaków, z którymi się identyfikuje, co nie raz napisał i wykazał.

Bardzo cenię sobie teksty Red.Lilientala i wiele znanych mi osób także czyta je z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością. Dobrze, że "Gazeta" ma pod tym względem inny profil niż inne publikacje prasowe, które nieraz powodują zażenowanie. Prosimy drukować te teksty i nie przejmować się opiniami tak tendencyjnymi i pozbawionymi tolerancji jak list p. Cichowskiego.

A.K. (nazwisko do wiadomości redakcji)

•••

Chciałabym serdecznie podziękować, za poruszenie na łamach "Gazety", sprawy zamknięcia oddziału Credit Union znajdującego się w polskim budynku Tatry przy 3015 Parkerhill Road.

Sprawa ta zbulwersowała wielu członków naszego banku, czego dowodem jest składanie, w ramach protestu przeciwko tej decyzji, podpisów na listach. Przykre jest to, że przedstawiciele naszego banku, nie dali możliwości wypowiedzenia się członkom na ten temat przed podjęciem ostatecznej decyzji. Ponadto, w oddziale tym, nie wywieszono żadnej informacji na ten temat. Zwracam się zatem do całego zarządu naszego banku poprzez Gazetę, aby ponownie zastanowili się, czy decyzja ta jest słuszną. Jeśli chodzi o wypowiedź pana Karola Fujarczyka, to pragnę zwrócić uwagę, iż problem parkingu rzeczywiście istniał, ale było to kilka lat temu i, o dziwo, nikt się wtedy tym nie zainteresował. Teraz klienci banku mają do dyspozycji parking znajdujący się po drugiej stronie ulicy Parkerhill Road i myślę, że jest on wykorzystywany jedynie w godzinach szczytu. Poza tym, gdyby przyjrzeć się problemom z parkowaniem przy innych bankach, są one o wiele większe niż tutaj. Dziwnym wydaje się też fakt, iż z jednej strony podaje się, iż decyzja o przeniesieniu banku została już podjęta, jednocześnie ukrywając miejsce nowej lokalizacji. Jeśli decyzję swą zarząd uważa za słuszną i podjętą dla dobra członków, to jaki jest sens ukrywania tego? A może po prostu istnieje obawa, iż po ogłoszeniu tej informacji publicznie wywoła większy sprzeciw członków - a przede wszystkim tych, którzy nie wiedzą dotąd o tym - tym bardziej, jest to niewygodne przed zbliżającym się Walnym Zgromadzeniem. Jeśli nowym miejscem lokalizacji jest pomieszczenie po TD przy Confederation i Central Pkwy, to obawy te są w pełni uzasadnione. Dlaczego? Ponieważ jest to miejsce, gdzie nie ma żadnego polskiego biznesu, a poza tym, nowa lokalizacja skraca odległość do banku znajdującego na plazie Wisła. Gdzie w tym jest sens? Czy ktoś mając do wyboru załatwienie spraw w jednym miejscu tj. zakupów i spraw w banku uda się w miejsce gdzie jest tylko bank? Jaki jest sens skupiania polskich banków bliżej siebie bo na pewno nie jest to ułatwieniem dla Polonii. A jeśli chodzi o oddział mieszczący się w budynku Tatry, to za pozostawieniem go przemawia wiele:
1. Znajduje się on w polskim budynku, w którym mieszka 149 rodzin z czego 80% stanowią Polacy,
2. Wszystkie unity budynku zajmowane są przez polskie biznesy,
3. Po drugiej stronie ulicy Parkerhill Road 50% unitów zajmują polskie biznesy,
4. Na obszarze tym zmierzając w przeciwnym kierunku, niż miejsce nowej lokalizacji, dużą część stanowią Polacy oraz polskie biznesy np. Plaza Sheppard, Karpaty oraz zakłady usługowe - jaki jest sens oddalania się od Polonii?
5. Bank ten prosperuje bardzo dobrze i to najlepiej świadczy o jego dobrej lokalizacji,
6. Ponadto, warto zwrócić uwagę, że jest to bardzo duże udogodnienie dla osób starszych, schorowanych, którzy nie poruszają się samochodami.

Czy warto niszczyć to wszystko co jest efektem długoletniej pracy?

Szanowny panie Karolu Fujarczyk, bardzo cieszę się, że powstanie nowa plaza przy Dundas i 403 ułatwiająca codzienne życie Polonii. Jednak jest ona oddalona o 8 km od budynku Tatr - Costco mieści się również przy Mavis -dlatego bardzo proszę o wzięcie pod uwagę również interesów Polonii mieszkającej w naszej okolicy oraz polskich biznesów. Wybrany został Pan przez członków, aby pilnować ich dobra i myślę, że ich Pan nie zawiedzie.

Nie chciałabym też, aby fakt, iż jest Pan właścicielem Plazy przy Dundas i 403 oraz krążące na ten temat spekulacje, iż jest to powodem przeniesienia oddziału w Tatrach potwierdziły się w przyszłości.

Życzę powodzenia i sukcesów z poszanowaniem

Grażyna Junikiewicz

•••

Droga Redakcjo!

Poszukuję starszego brata Jerzego Wanot, z którym zostałam rozdzielona w 1959 roku. Brat w 1959 roku wyjechał z babcią Zofią Wanot do Kanady, do swej cioci Gertrudy Gamerschlag. Brat opuścił oficjalnie kraj jako syn babci. Nie znam wszystkich szczegółów tego wyjazdu, ponieważ miałam tylko 8 lat. Posiadam zdjęcia, które brat przesłał z pobytu z Kanady, lecz nie ma na nich żadnego adresu. Wielokrotnie próbowałam odnaleźć brata, lecz bez powodzenia. Może teraz za pośrednictwem Państwa odnajdę brata. Załączam wspomniane zdjęcia. Na jednym jest brat z kuzynem, na drugim babcia z ciocią i koleżanką. Będę wdzięczna za każdą informację, która pomoże w odnalezieniu brata.

Pozdrawiam
Renata Radwańska
41-400 Mysłowice
ul.Mikolowska7/17
Polska



•••

Szanowni Państwo,

Nazywam się Adam Ejsmont i mam 45 lat. Od 23 lat, czyli od 1985 roku jestem po złamaniu kręgosłupa w odcinku szyjnym. W wyniku złamania, jestem sparaliżowanym czterokończynowo tetraplegikiem. W niewielkim zakresie poruszam jedynie rękoma,. Poza tym, jestem zdany na pomoc i opiekę rodziny, w moim przypadku matki.

Po tylu latach inwalidztwa, mój organizm jest już bardzo wyczerpany. Przed dziesięciu laty, na wskutek roponercza utraciłem lewą nerkę. Nie chodzi mi jednak o użalanie się nad sobą. Mimo wszystko, nadal jestem optymistycznie nastawiony do życia. Dopóki to możliwe, staram się nie poddawać. Sporo ćwiczę, choć kosztuje mnie to sporo wysiłku.

Piszę do Państwa w konkretnej sprawie. Chciałbym zwrócić się z ogromną prośbą o udzielenie mi pomocy w zakupie wielofunkcyjnego łóżka elektrycznego, przystosowanego dla osób takich jak ja. Chodzi mi o to, aby miało ono podnoszone elektrycznie głowę oraz opuszczane i podnoszone nogi i regulację w pionie. Nie może mieć wysokiego zagłówka ani w nogach (tak jak na zdjęciu). Bardzo by mi to pomogło w przemieszczaniu się z łóżka na wózek i odwrotnie. Zdjęcia takiego łóżka przesyłam w załączonym pliku. Nie zawsze mogę tego dokonać, ponieważ rodzice są już w bardzo podeszłym wieku i nie starcza im sił.

Renta, z której się utrzymuję, ledwo wystarcza mi na życie oraz lekarstwa.

Będę wdzięczny za każdą możliwą pomoc w zdobyciu takiego łóżka, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że ludzi potrzebujących podobnej pomocy jest znacznie więcej. Specjalnie w tym celu otworzono mi rachunek, na moje imię i nazwisko oraz adres w Banku, na który staram się zebrać potrzebną kwotę:
mBank nr. r-ku: 34 1140 2004 0000 3702 4820 0292.

Z niecierpliwością będę oczekiwał na każdą decyzję od Państwa. Na życzenie, prześlę inne potrzebne dokumenty.

Z wyrazami szacunku załączam serdeczne pozdrowienia

Adam Ejsmont
Niegowiec 23
07-320 Małkinia
Tel: 0 668 264 952.





© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com