| |
Z cyklu: Wincenty Świecznik objaśnia
19 kwietnia
Lęk przed potencją prawną państwa nie dotyczy wszystkich. Są tacy (nie tylko posiadacze immunitetów), którzy za nic sobie mają policję, prokuraturę i sądy, wiedząc dobrze, że nigdy i nigdzie włos im z głowy nie spadnie. To jasne, że taki ktoś nie może być singlem i musi stać za nim jakaś potężna organizacja np: mafia, Kościół czy PZPN. Co do mafii i jej sposobu działania nie ma żadnych wątpliwości, ludzi Kościoła chroni zupełnie niezależny od krajowej władzy aparat Watykanu, a casus prezesa Michała Listkiewicza i jego dworu zwanego Zarządem, kwalifikuje również PZPN do grona nietykalnych. Już 29 klubów piłkarskich zamieszanych jest w aferę korupcyjną, 120 osób zatrzymali prokuratorzy, ale to żaden powód do ustąpienia Zarządu. Nie pomagają apele najwyższych władz i błagania ministra od sportu Mirosława Drzewieckiego. Prośby o dymisję to grzech rzucany o ścianę. Grzech zaniechania oczywiście. Kolejne obiecanki ze strony pana Michała są bez pokrycia a zakończony właśnie zjazd antykorupcyjny PZPN, na którym nie podjęto żadnej rozsądnej decyzji, potwierdził jedynie, że wszyscy mogą mu naskoczyć. Zapewne byłoby inaczej, gdyby porządek w naszej piłce chciał zrobić jakiś kardynał z FIFA, ale Michaś chwali się przyjaźnią z samym papieżem UEFA Michelem Platinim, więc wysiłki naszych polityków, prokuratorów i kibiców są zdecydowanie syzyfowe.
Z odwoływaniem zawsze mamy kłopoty, gdy za kandydatem do odwołania stoi jakaś wpływowa osobistość. Ponad połowa Polaków uważa, ze teletubisiowa Ewa Sowińska nie powinna dłużej piastować stanowiska rzecznika praw dziecka. Na posiedzeniu połączonych sejmowych komisji Edukacji oraz Polityki Społecznej i Rodziny przyjęto wniosek o jej odwołaniu, ale pani rzecznik ani myśli o ustąpieniu, a nawet chce zaskarżyć do sądu 51 posłów, którzy podpisali się pod wnioskiem, zarzucając im pomówienie. Marszałek Komorowski szuka teraz furtki prawnej, żeby, jakimś cudem, pozbawić pomówioną fotela, ale to nie takie łatwe, gdy za oparciem stoi sam ojciec Rydzyk i jego radyjo.
Nic nie jest łatwe, gdy zarzuty dotyczą osoby prominentnej i trzeba być nieźle trzepniętym, żeby oskarżyć brata Jarosława o to, że stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej, a na coś takiego poszedł mecenas Leszek Piotrowski, pełnomocnik rodziny Blidów w sprawie śmierci byłej posłanki SLD. Mecenas jako prawnik powinien wiedzieć, że czego jak czego, ale zorganizowanej grupy przestępczej nie wepchnie bratu Jarosławowi w brzuch, chociaż przenoszona ciąża była widoczna przez całe dwa lata. Heroiczne wysiłki Piotrowskiego wywołują jedynie słynny ironiczny grymas na twarzy brata Jarosława, brany przez niektórych za uśmiech. Gdy ma się świadomość, że stoi się za bratem, w dodatku bliźniakiem, a jeszcze do tego prezydentem, można sobie pozwalać na grymasy tego rodzaju.
Nie wiem, czy to rzuca się w oczy, ale w ten rodzaj uśmiechu zaopatrzeni są wszyscy ludzie prezydenta. Kiedy widzę śmiejącą się szefową kancelarii Annę Fotygę, zawsze rozbolewa mnie żołądek i wypadają resztki włosów. Ta pani też ma poczucie wyjątkowej ochrony i żadna afera nie jest w stanie jej zaszkodzić, więc cóż taka byle aferka z dostojnikami Kościoła prawosławnego, którzy na znak protestu opuścili spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy? Za incydent usprawiedliwiał się dyrektor Biura Spraw zagranicznych Mariusz Handzlik z takim samym grymasem przynależnym ludziom pod specjalną ochroną, którzy doskonale wiedzą, że ani jego, ani jego szefowej nic złego nie spotka.
Tę podstawową regułę pleców przyswoili sobie wszyscy prawnicy - oprócz mecenasa Piotrowskiego i wszyscy politycy - oprócz posła Palikota. Ten ostatni, wciąż upomina się o wiadomości na temat stanu zdrowia pana prezydenta i żeby udowodnić własną wiarygodność postanowił sam poddać się badaniom lekarskim w szpitalu MSWiA w Warszawie, żeby dać przykład prezydentowi Kaczyńskiemu. Niestety, szpital odmówił przebadania posła Palikota i opinia publiczna nie dowie się niczego o jego zdrowiu. O zdrowiu pana prezydenta też nie, chociaż szpital MSWiA badań prezydentowi nie odmówił. Zrobiła to pałacowa kancelaria, która ma za nic prośby posła Palikota i 60 proc. badanych w sondażu GfK Polonia, którzy są tym zainteresowani. W końcu Lech Kaczyński to nie byle Bush, który musi usprawiedliwiać się przed Amerykanami z ilości białych i czerwonych ciałek we krwi.
Wyjdźmy jednak z pałacu na ulicę. Pewien warszawiak w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy 170 razy trafił do izby wytrzeźwień, w większości na skutek wezwań córki i byłej żony, nad którymi się znęcał. Nie wiadomo, ile razy musi znęcać się nad byłą żoną ktoś, za kim stoi jakiś bliźniak, mafia, PZPN etc., żeby wreszcie prokurator wysłał go tam, gdzie będzie mógł znęcać się nad podobnymi do siebie. Zgodnie z regułą pleców, to powinien być ten przypadek, bo zwykły człowiek za znęcanie idzie do więzienia za pierwszym razem.
Ale czy w naszym wesołym kraju reguły zawsze obowiązują, skoro w Strzelcach Opolskich pobiło się dwóch sędziów, a jeden z nich wyszedł z tego ze złamanym nosem? Dlatego tak często obserwujemy łamanie wszelkich reguł, nawet tych najgorszych?
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|