| |
Z cyklu: Kanadyjski nie-do-rzecznik
Chęć poznania przez przyszłych rodziców płci swojego dziecka jeszcze przed jego urodzeniem jest rzeczą jak najbardziej zrozumiałą i oczywistą. Wspaniale jest wiedzieć więcej na temat osoby, która pojawi się w naszym życiu i zmieni je już na zawsze; wybierać jej imię i układać plany na jej lub jego przyszłość. Ważna ta wiadomość ma decydujący wpływ na kolor ścian w sypialni dziecka i kolor jego wyprawki. Marzenia przybierają bardziej realny kształt.
Istnieją też innego rodzaju sytuacje, w których informacja na temat płci poczętego dziecka jest niezbędna. Bardzo rzadko, lecz w dalszym ciągu, zdarzają się genetycznie przenoszone choroby, których możliwość występowania wiąże się z płcią.
Pomiędzy tym, zrodzonym głównie z ciekawości, pragnieniem poznania płci dziecka, a chęcią uzurpowania sobie prawa do podejmowania decyzji o tym, jakiej płci dziecko przyjdzie na świat, istnieje ogromna różnica. W sensie moralnym i etycznym, oba te pragnienia dzieli przepaść.
***
Dysputa na temat umożliwienia ludziom wyboru płci ich dziecka, powraca na łamy kanadyjskiej prasy z dużą częstotliwością, świadczącą o zainteresowaniu pokaźnej części społeczeństwa taką możliwością. Podnoszone są wówczas także kwestie etyczne i moralne, które nieodłącznie towarzyszą temu zagadnieniu. Omawiana jest również sprawa tzw. selektywnej aborcji, jako metody wyboru płci dziecka przez usuwanie niepożądanej ciąży.
***
Wybieranie płci dziecka jest w Kanadzie sprzeczne z prawem. W razie złamania ustalonego prawnie zakazu, oboje rodziców i prowadzącego ich lekarza czekają surowe kary -wysoka grzywna i groźba kary pozbawienia wolności.
Przegłosowany przez parlament w 2004 roku Act on Assisted Human Reproduction zabrania rodzicom, stosującym metodę zapłodnienia in vitro, wyboru płci embrionu. Na swoim dorocznym zjeździe w Ottawie, w 2007 roku, Stowarzyszenie Kanadyjskich Ginekologów i Położników wydało oświadczenie, potępiające wszelkie praktyki medyczne, służące wyborowi płci dziecka przez potencjalnych rodziców.
***
Zdeterminowani Kanadyjczycy znaleźli jednak lukę w tym surowym prawie. Wykorzystując fakt, że kwestia posiadania przez kobietę wolnego wyboru w zakresie posiadania potomstwa i jej prawo do podjęcia decyzji o dokonaniu aborcji jest dominującą w Kanadzie zasadą, rodzice starają się jak najwcześniej ustalić płeć płodu. Decyzja o ewentualnym usunięciu ciąży jest uzależniona wówczas od wyniku testu.
***
Od pewnego czasu istnieje możliwość zamówienia testu, na podstawie którego można określić płeć dziecka w bardzo wczesnym okresie ciąży, już w piątym jej tygodniu. Test nie jest zbyt drogi i dość łatwy do przeprowadzenia. Na podstawie analizy krwi, określa się ewentualną obecność w niej chromosomu męskiego Y. Producent, brytyjska korporacja DNA Worldwide, zapewnia 95 procentową dokładność wyników testu.
Jak wynika ze statystyk prowadzonych przez tę kompanię, do Kanady wysyłane są, w odpowiedzi na prywatne zamówienia, średnio dwa takie testy tygodniowo. Producent nie prowadzi statystyk na temat celu, w jakim test jest użyty.
Już wkrótce po tym, jak w prasie pojawiły się pierwsze informacje na temat tego niezaprzeczalnego naukowego osiągnięcia, kanadyjskie Stowarzyszenie Ginekologów i Położników (Society of Obstetricians and Gyneacologists, czyli SOGC) potępiło test, określając go jako narzędzie ułatwiające dokonywanie "selektywnej aborcji".
"SOGC jest przeciwko praktyce selekcjonowania płci dziecka poprzez selektywną aborcję", napisał w notatce do prasy przewodniczący stowarzyszenia, Don Davis. "Nowe technologie ułatwiające ten proceder znajdują drogę do Kanady i powodują kolejne dysputy na temat etyki". Stowarzyszenie określiło ten sposób wyboru płci dziecka jako dyskryminacyjny.
SOGC nie jest odosobnione w tym podejściu. Przeciwko nadaniu rodzicom prawa wyboru płci ich potomka występują wszyscy ci, którzy widzą w tym niebezpieczeństwo faworyzowania jednej z płci. Zjawisko to może wynikać lub z kulturowych nakazów, bądź też być skutkiem problemów gospodarczych (chłopcy mogą być postrzegani jako bardziej cenni niż dziewczynki, gdyż dają gwarancję bardziej wydajnej siły roboczej). Takie podejście, w kombinacji z wciąż ulepszanymi metodami wyboru płci dziecka, może doprowadzić do prawdziwie dramatycznych skutków, i to w dziedzinie nie tylko społecznej.
Istnieją też obawy bardziej etyczno-moralnej natury. Socjologowie wyrażają opinię, że danie ludziom możliwości wyboru płci dziecka stanowi "równię pochyłą", prowadzącą do układu społecznego, w którym przedstawiciele płci mniej przydatnej będą dyskryminowani i zwalczani w każdej dziedzinie.
Możliwość wyboru może spowodować też bardzo poważne skutki psychologiczne. Dysponując taką władzą, rodzice nabierają pewności , że ich dziecko spełni ich oczekiwania. Na istnieniu wysokich oczekiwań w stosunku do nie narodzonego jeszcze dziecka jest bowiem, na ogół, oparta chęć podejmowania decyzji o płci potomka. Psychologowie obawiają się następstw w sytuacji, gdy wymarzone dziecko nie spełni marzeń swoich rodziców.
Zwolennicy kantowskiej filozofii uważają, że wybierając płeć swojego potomka, rodzice traktują dziecko przedmiotowo, jak narzędzie, służące do osiągania swoich własnych celów, całkowicie ignorując osobowość powstającego człowieka i nie uznając jego odrębności.
Przykłady Chin i Indii, gdzie wskutek powszechności stosowania rozmaitych metod wyboru płci potomka, doszło do sytuacji, w której istnieje zdecydowana przewaga chłopców nad dziewczynkami (W Chinach na 100 dziewczynek przypada 120 chłopców, w Indiach na 100 chłopców rodzi się 80 dziewczynek), nie są zachęcające. Socjologowie twierdzą, że ta odbiegająca od normy sytuacja powoduje tam bardzo poważne w skutkach konsekwencje. Brak możliwości znalezienia stałej partnerki ma podobno wpływ na wzrost popularności prostytucji lub zwyczaj sprzedawania kandydatek na żony. Z brakiem równowagi w dziedzinie płci, specjaliści wiążą też wzrost przestępczości.
Statystyk i demograf z Indii, Arish Bose, nazywa sytuację w tamtym kraju prawdziwą socjalną i ekonomiczną katastrofą. Aborcja jest tam w zasadzie zakazana, ale nikt, komu zależy na podjęciu decyzji na temat płci dziecka, nie przejmuje się tym zbytnio. Powszechne są badania DNA, korzystanie z ultrasonografu i, w konsekwencji, decyzje o usunięciu niechcianego płodu. Decyzje te cieszą się całkowitym poparciem społeczeństwa, przedkładającego synów nad córki.
Zdaniem Bosea, sprawa ta jest jeszcze bardziej drastyczna w sytuacji, gdy małżonkowie mają już córkę. Jeszcze bardziej dramatycznie zabiegają o upragnionego syna.
Sytuacja jest jeszcze gorsza w Chinach, gdzie istnieje zakaz posiadania więcej niż jednego dziecka.
***
Jak alarmują media, powołując się i przytaczając wypowiedzi specjalistów, powszechność praktyki wyboru płci dziecka przeniosła się na grunt amerykański. Preferuje się, oczywiście, płeć męską.
***
W marcu 2008 roku opublikowano w USA wyniki ostatnio przeprowadzonego tam w 2000 roku cenzusu, zwracając uwagę na fakt, że w rodzinach które przybyły tu z Chin, Korei czy Indii rodzi się nienaturalnie więcej chłopców niż dziewcząt. Trend ten ma przy tym tendencję wzrostową. Autorzy artykułu opublikowanego w periodyku Proceedings of the National Academy of Sciences, Douglas Almond i Lena Edlund twierdzą, że ich zdaniem, dane te sugerują, iż rodziny z tych społeczności regulują kwestię płci potomstwa, i to prawdopodobnie przy pomocy aborcji.
Oczywiście, w pracy tej znalazło się miejsce dla zastrzeżenia, że autorzy bynajmniej nie sugerują, iż selekcja płci dziecka jest praktykowana przez wszystkich, czy nawet przez większość Amerykanów azjatyckiego pochodzenia. Autorzy pracy zwracają tylko uwagę na niepokojący trend.
***
Również w Wielkiej Brytanii daje się zauważyć spadek częstotliwości urodzeń dziewczynek w rodzinach pochodzenia hinduskiego. Sylvie Dubuc z oksfordzkiego Departamentu Polityki Socjalnej zajmowała się badaniem tej kwestii. W podsumowaniu swej pracy określiła brak liczebnej równowagi pomiędzy rodzącymi się dziewczynkami i chłopcami w rodzinach hinduskiego pochodzenia jako niezgodny z naturą.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną częstszego przychodzenia na świat chłopców niż dziewcząt jest, jej zdaniem, stosowanie metody selektywnej aborcji przez te rodziny, stwierdziła Dobuc w wywiadzie z dziennikarzami gazety "Times of India".
***
Wśród tych, którzy postrzegają selektywną aborcję jako problem w Kanadzie, jest Ujjal Dosanjh, polityk z Kolumbii Brytyjskiej i przedstawiciel tamtejszej południowoazjatyckiej społeczności. W wielu wywiadach dla prasy podnosi on konieczność przyjrzenia się przyczynom braku balansu pomiędzy liczbą chłopców i dziewcząt w miastach jak Toronto czy Vancouver. On, tak jak przedstawiciele kanadyjskiego Stowarzyszenia Ginekologów i Położników, wyraźnie widzi związek pomiędzy wynalazkami w dziedzinie wczesnego określania płci dziecka, a brakiem balansu liczby urodzeń. Ostrzega przed zlekceważeniem problemu.
Wypowiadając się publicznie w programie CBC The Current, Dosanjh wezwał rząd do zwołania narodowej debaty mającej na celu prawne uregulowanie kwestii prawa kobiety do usuwania płodu potomka o niepożądanej płci.
Możliwość dokonywania wyboru płci ma także swoich adwokatów. George Dvorsky, członek Rady Dyrektorów w Institute for Ethics and Emerging Technologies, a także menedżer agencji reklamowej zajmującej się promowaniem osiągnięć naukowych, pisze na swojej stronie internetowej, że jego zdaniem, nadszedł już czas, by znowelizować prawo tak, by umożliwiało dokonywanie przez rodziców wyboru płci dziecka. Istniejące unormowanie określa jako "paternistyczne", nie dopuszczające możliwości podejmowanie mądrych i świadomych wyborów w tej dziedzinie przez członków kanadyjskiego społeczeństwa. Przytacza przy tym wypowiedź Glenna McGee, że "...Ludzie wciąż dążą do udoskonalenia swojego gatunku i nie ma większej walki na świecie niż ta, mająca na celu poprawę jakości życia -swojego i innych ludzi".
W bardzo niezręcznej sytuacji znalazły się kanadyjskie feministki. Ostro broniąc przyznanego im prawa do podejmowania decyzji na temat aborcji, widzą jednak potencjalne niebezpieczeństwo dyskryminacji kobiet, związane z faktem preferowania w wielu kulturach potomków płci męskiej.
***
Dokładnie od zarania dziejów, ludzie usiłowali mieć wpływ na płeć swojego potomstwa. Wykorzystywano przy tym metody zakrojone na miarę czasów. Już w 330 wieku przed naszą erą, Arystoteles radził na przykład, by mężczyźni, starający się o męskiego potomka, krępowali swoje lewe jądro.
W miarę upływu czasu, staliśmy się jednak coraz bardziej skuteczni w osiąganiu tego, czego pragniemy - nawet za cenę zlekceważenia praw natury.
Czy nie obawiamy się naruszenia homeostazy, czyli w tym wypadku, stanu układu populacji ludzkiej, który zapewnia równowagę określonych wielkości w dopuszczalnych granicach?
Czy ujdzie nam to na sucho, czy też zginiemy - jak Ikar - na ołtarzu swojej pychy, lekceważąc odwieczne prawa? Czy, dążąc do doskonałości, uznamy, że nas one nie dotyczą?
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|