Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Milczeć czy się narazić? Ratowanie Instytutu Polskiego w Paryżu.
Agata Kalinowska-Bouvy
Apr 3, 2008
 
 

Dodatek Kulturalny "Gazety" pod redakcją Joanny Sokołowskiej-Gwizdka, marzec 2008, nr 63

W stosunku do nas - Polonii, to pytanie jest pytaniem retorycznym.

W ostatnich dniach środowisko Polonii w Paryżu żyje w wielkim napięciu i liczne, znaczące stowarzyszenia, podjęły wspólną publiczną akcję, którą określić można jako "ratowanie Instytutu Polskiego w Paryżu". Nie należy błędnie myśleć, nie chodzi tu o zachowanie tej placówki dla celów Polonii. Instytut Polski ma przede wszystkim służyć odbiorcy francuskiemu. Ma być miejscem promocji naszej Ojczyzny. Ma promieniować naszą kulturą we Francji, pokazywać ją i dorobek Polaków. Instytut Polski jest ambasadą
kultury na obcej ziemi, jest naszą wizytówką.

Od dłuższego czasu obserwowaliśmy już z niepokojem, że w samym Instytucie zmalała ilość wydarzeń kulturalnych, a nawet przez dłuższe okresy nie odbywały się żadne imprezy. Zjawisko to zaniepokoiło naszego kolegę dziennikarza Aleksandra Cząstkiewicza, u którego w jednym z ostatnich artykułów czytamy:

"Biorę do ręki Program Instytutu Polskiego. Szesnaście stron zapisanych małym drukiem, kolorowe fotografie i ponad dwadzieścia rożnych reprezentacji i wydarzeń. W Instytucie? Nie! W Paryżu i na terenie Francji. W marcu i kwietniu budynek Instytutu będzie pusty nie licząc relatywnie licznego personelu. Działalność Instytutu sprowadza się do notowania w programie części poloników tyczących kultury na terenie Francji".

Nasz kolega przypomina następnie piękne karty z historii Instytutu w swojej 30-letniej tradycji i woła: "Dyrekcjo Instytutu nie śpij i obudź się".

No ładnie, ale jak może się obudzić dyrekcja, skoro jej nie ma. Od półtora roku czekamy w Paryżu na oficjalna nominacje nowego dyrektora. Skąd takie ospalstwo? Czy Polsce, bo to z Ojczyzny musi napłynąć nominacja, nie zależy na prezentacji pięknego, bogatego dorobku na niwie rodzimej kultury w placówce do tego przeznaczonej?

Nasza koleżanka, redaktor Jadwiga Dąbrowska, 8 marca osobiście wybrała się do Instytutu, gdzie zastała wypróżnione z mebli pomieszczenia. W sali, gdzie odbywały się koncerty stał co prawda jeszcze fortepian, którego elegancka czerń tym razem jakoś dziwnie przywodziła na myśl żałobę. Z rozmowy z panią Beatą Podgórską pełniącą obowiązki w placówce, pani Dąbrowska dowiedziała się, że na miejscu w Instytucie nie będzie już żadnej działalności kulturalnej.

W budynku, w którym łącznie na pięciu piętrach mieściły się: sala kinowa ze sceną, biblioteka, czytelnia czasopism, sale pozwalające na wystawy, koncerty i wieczory autorskie oraz niezbędne pomieszczenia biurowe, a także pokoje gościnne, nie będzie już nigdy imprez kulturalnych. Teraz Instytut, a raczej to, co z niego zostanie, zajmować będzie jedynie jedno piętro przeznaczone na biurową działalność. Jednym słowem Instytut Polski zostaje zamknięty dla publiczności i artystów. Jego zbiory biblioteczne zostaną rozdane po innych placówkach. Aby uniknąć słów „zamknięcie” czy „likwidacja” mówi się, że "Instytut zajmie nominalnie jedno piętro dla działalności przeznaczonej celem dokonywania lokalizacji polskich imprez po mieście, a zatem nie jest to likwidacja, a reorganizacja". Zmiany pójdą jednak dalej, odzyskane w ten sposób wolne przestrzenie zostaną przebudowane wewnętrznie na biura. Tu nasuwa się pytanie dla kogo? Mniej oficjalnie słychać już, że budynek zostanie przekształcony na rezydencję. Pani Podgórska wspomniała, że od czasu wejścia Polski do Unii wzrosła niezmiernie ilość urzędników...

Szanowni Państwo, prawda zawsze była, jest i z pewnością będzie niewygodna. Czy jest to jednak powód dla którego należy ją ukrywać. Tym bardziej, że z doświadczenia wiemy, iż wyjdzie na jaw. Ta decyzja o zmianie przeznaczenia Instytutu Polskiego godzi przecież w dobre imię Polski. Oto pozbawiamy siebie samych możliwości promocji naszego Kraju. Rodaku w Ojczyźnie, skorzystaj z naszej mądrości ludowej, przecież „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Czy w oczach obcokrajowców mamy być jedynie państwem bogobojnego elektryka i przystojniaka hydraulika? (Oni przynajmniej potrafili się wypromować). A może gdzieś komuś w kraju na jakimś wygodnym stołeczku taka kultura wystarcza? A może za państwowe pieniądze chce wygodnie zatrzymać się na parę dni w pięknym budynku nad Sekwaną?

Nam – Polonii, która zawsze była ambasadorem i strażnikiem ojczystej kultury, to nie odpowiada!

12-3-2008


Joanna Sokolowska-Gwizdka  dodatek@jsokolowska.com   www.jsokolowska.com



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com