Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Ludzie listy piszą... (52)

Mar 18, 2008
 
 

Szanowna Pani Redaktor,

Trudno przejść obojętnie obok plakatu informującego o tragedii. Tak! celowo użyłam tego słowa, choć zdaję sobie sprawę, że są tragedie większe, które spotykają nas na co dzień.

Kiedy zobaczyłam na zdjęciu Rambo to nie dokończyłam już zakupów. Tego dnia kotłowały się we mnie przeróżne uczucia. Tak jest zresztą do dzisiaj. A z nich najgorsza jest bezsilność i krzyk chowany do środka.

Przeczytałam dostępne w internecie informacje o Rambo i czytam nadal, ale nie znajduję informacji o pozytywnym zakończeniu tej sprawy. Jaki jest więc los psa, który niczego złego nie zrobił???

Ja nie chcę się rozpisywać, dyskutować kto ma rację. Ja tak zwyczajnie, po ludzku, nie potrafię przejść obojętnie i nie potrafię pogodzić się z wyrokiem, który otrzymał ten psiak, tylko dlatego, że urodził się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie.

Jestem od pół roku w Kanadzie i chcę nadal postrzegać ten kraj jako piękny i wyjątkowy. To tutaj latem zeszłego roku, krótko po moim przyjeździe, zobaczyłam dzikie gęsi, kaczki, wiewiórki, szopy i inne, które tylko w nazwie miały słowo dzikie.

To właśnie zwierzęta i stosunek człowieka do nich zaskoczył mnie najbardziej. Pomyślałam sobie wtedy, że tutaj kocha się wszystko co żyje. To znaczy, że tutaj naprawdę jest pięknie. Podkreślę jeszcze raz, że to najbardziej spodobało mi się w tym kraju, który wybrałam na swoją drugą ojczyznę.

Proszę o odpowiedź co dalej z Rambo.

Z poważaniem
Iwona Wolska-Kontewicz

Szanowna Pani
,
Wiemy, że los tego biednego psiaka naprawdę poruszył wiele osób. Bitwa o jego życie trwa:

W piątek 29 lutego miała odbyć się pierwsza rozprawa w Mississauga Provincial Offences w sądzie przy ulicy Bunhamthorpe, ale z powodu nieprzygotowania strony oskarżającej, sprawa została przełożona na 14 marca o godz. 13.00. Znowu ją przeniesiono na dzisiaj, czyli 18 marca. Będziemy informować Państwa o jej przebiegu.

Jak wiemy, Gabriela Nowakowska chce odzyskać psa, a jej obrońca, prawniczka Anik Morrow, domaga się, by nie uśmiercano go do czasu rozpatrzenia wniosku apelacyjnego dotyczącego całej ustawy.

Przypominamy, że stworzono fundusz pomocy, gdzie zbierane są pieniądze na koszty obrony. Sprawę finansowo wspiera radna z Mississaugi Carolyn Parrish. Mile widziane są dalsze dotacje: TD Canada Trust Branch na Dundas St. E w Mississaudze

Transit number - 13402.
The institution number for TD Canada Trust - 004.
Numer konta - 6273559.
Wpłat można dokonywać w każdym oddziale TD Canada Trust podając nazwę konta "Gabriela Nowakowska In Trust".

•••

W sprawie artykułu: "Inflacja wraca" Piotra Figury z cyklu: Z parkietów giełdowych

Witam,

to tylko krytyczna uwaga wobec spostrzeżeń autora artykułu.

Kanada inflacji się nie oparła i się nie oprze.

To tylko prezes banku centralnego robi ściemę, że nie ma inflacji bo przedatowany (obsolete) sprzęt komputerowy tanieje i Intel obniża ceny przestarzałych procesorów. A domy i ziemia jak drożały tak drożeją, wraz z żywnością. Bez komputera i samochodu można przeżyć, ale bez coraz droższego papu nie da się przetrwać.

rodas@onet.eu

Dziękuję za komentarz do artykułu. Zwróciłbym jedynie Pańską uwagę na to, iż artykuł ten wcale nie zaprzecza istnieniu problemu inflacji, a wręcz przeciwnie, mówi o podnoszącym się jej poziomie.

A oto cytat: "Jedynie Kanada, jako jedyny z najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów świata, opiera się dość zdecydowanie wyższej inflacji. Jednak i tutaj pojawia się pytanie, jak długo to potrwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę niebotyczny poziom cen surowców naturalnych."

A jako komentarz pragnę jedynie zauważyć, że tak jak wiele zjawisk ekonomicznych, problem inflacji może być również analizowany na zasadzie porównania jej poziomu w wielu krajach. W tym też kontekście artykuł mówił o znacznie poważniejszym problemie inflacyjnym w wielu krajach europejskich i również w USA. Fakt, że jak do tej pory współczynnik inflacji jest znacznie niższy w Kanadzie wcale nie oznacza, że nie będzie z jej istnieniem problemu. I o tym jest artykuł.

A inflacja to nie tylko poziom cen komputerów. O dokładniejsze informacje, które potwierdzają tezy artykułu, odsyłam Pana do strony www.statcan.ca.

Z poważaniem,
Piotr Figura

•••

Zwracam się z prośbą do Waszej gazety. Poszukuję kuzyna, o którego istnieniu dowiedziałam się niedawno. Mieszkał wcześniej w Warszawie, lecz z uzyskanych przeze mnie informacji, wymeldowal się i wyjechał na stałe do Kanady. Niestety, nie wiem kiedy i do jakiego miasta w Kanadzie. Bardzo bym chciała go odnaleźć. Może On też nie wie o miom istnieniu, podobnie jak ja nie wiedziałam o Jego. Dlatego zwracam się z wielką prośbą do Waszej gazety o umieszczenie mojego ogłoszenia.

To dane mojego kuzyna (brata ciotecznego):
Grzegorz Brzozowski
zamieszkały wcześniej w Warszawie, lat około 42, syn Kazimierza i Anny.

Niestety, nie dysponuję zdjęciem, mam tylko zdjęcie kuzyna jako dziecko i jego rodziców zdjęcie ze ślubu.

Z góry dziękuję za pomoc,
Bożena Wicińska
Bozena.Wicinska@telenet.be

•••

Witam,

Sprawa, którą chcę poruszyć jest nietypowa. Chciałbym w największym skrócie opisać jak ona wygląda. Dlatego spróbuję napisać po kolei...

Mam 29 lat i mieszkam w Olsztynie w Polsce. Urodziłem się 14 kwietnia w 1979 roku i nic nie wskazywało, że 10 lat później przeżyję historię, która na zawsze zmieni moje życie.

Tą historią jest choroba, która zaprowadziła mnie do szpitala. Spędziłem w nim kilka miesięcy, z powodu zakażenia szpiku kostnego bakterią gronkowca złocistego. Potrzebna była operacja, która decydowała o moim życiu. W jej trakcie przeszedłem śmierć kliniczną, z której jednak zdołano mnie odratować... Niestety, skutkiem śmierci klinicznej i reanimacji była utrata słuchu... Na początku nic nie wskazywało, że mogą być z tego powodu jakieś problemy, a jednak, w miarę upływu czasu zaczęły się pojawiać...

I tak jest do dziś... Te problemy są coraz większe, z niektórymi nie widzę możliwości uporania się tu w Polsce. To bardzo długa historia i złożona z wielu etapów. Szkołę podstawową skończyłem bez problemów (operacje przechodziłem w 3 klasie tej szkoły). Dyrekcja okazała się wyrozumiała i pozwoliła mi kontynuować naukę w tej samej klasie, a nauczyciele zrobili wszystko, aby mi pomoc odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Za to jestem im bardzo wdzięczny. Niestety w liceum pojawiły się problemy. Zupełnie nowy świat, nowi ludzie. Przez 2 pierwsze lata nauki dawałem sobie radę. W klasie 3 odszedłem ze szkoły z powodu braku porozumienia z klasą, obojętności, a może strachu nauczycieli przed komunikacją z osobą niesłyszącą. To był dla mnie zbyt wielki stres, nie umiałem sobie z nim poradzić. Po pewnym okresie przerwy, próbowałem skończyć szkołę eksternistycznie. W krótkim czasie, udało mi się zaliczyć 2 przedmioty i zaliczyłbym resztę, ale z powodu kolejnych komplikacji w życiu, przestałem wierzyć w skutek.

Przerażała mnie myśl o pójściu na studia, gdzie mogą pojawić się kolejne problemy. W Polsce nie mam teraz możliwości podjęcia godziwej pracy, biorąc pod uwagę braki w moim wykształceniu jak również fakt, że nie słyszę. Mam wrażenie, że niezależnie od tego, co bym prezentował, na moje miejsce znajdzie się osoba bardziej komunikatywna, a przecież ze mną można się normalnie porozumieć (straciłem słuch, ale mam wyraźną mowę, w zrozumieniu rozmówcy pomaga mi czytanie z ust), wystarczy odrobina dobrych chęci, ale jednak dla wielu jest to przeszkodą. To bardzo przykre i blokujące, ale niestety miałem tego dowody w wielu miejscach, czy to szkoła, czy urzędy, czy też zwykle sklepy. Po prostu, w sytuacji gdy ludzie nie potrafią się porozumieć, często ignorują taką osobę. Smutne, ale prawdziwe.

Niestety sytuacja w domu nie pomoże mi rozwiązać tych problemów. Długo by o tym pisać; to oddzielna historia jak wiele problemów mam we własnym domu.

Przez całe życie starałem się jakoś sobie radzić, pracy w Polsce nigdy (!) nie miałem. Zajmowałem się dekoracjami wnętrz na własną rękę.

Niestety, tego typu praca zaspokaja tylko najważniejsze potrzeby, nie ma mowy, żebym zainwestował w swój rozwój, bo nie mam z czego. Po wspomnianej wyżej operacji nie dostałem odszkodowania, ani nie przysługuje mi żadna renta. Dostaje około 50$ miesięcznie zapomogi socjalnej, która ledwo wystarcza na opłacenie internetu. A internet w mojej sytuacji znaczy bardzo wiele - umożliwia mi komunikację bez użycia takich środków jak telefon...

Mimo tych wszystkich trudności, zawsze starałem się i staram się dalej być sobą. Od kilkunastu lat gram w koszykówkę, która jest jedną z wielu moich pasji i miałem w niej nawet pewne sukcesy. Brałem udział w organizacji wielu przedsięwzięć kulturalno-artystycznych, jak choćby organizacja turniejów koszykówki, pokazów malarskich, czy pokazów tanecznych. Kilkanaście lat zajmuję się plastyką, nowoczesnymi obrazami malowanymi bezpośrednio na ścianach oraz technikami "airbrush" - malarstwo lakiernicze na samochodach. Swoją twórczość często prezentowałem właśnie w czasie takich imprez dla młodzieży, jak wymienione wyżej. Amatorsko zajmowałem się też składem graficznym i projektowaniem np.: plakatów, grafik, oraz retuszem zdjęć.

Szansę dla siebie widziałem w wyjeździe do Wielkiej Brytanii. Niestety, nic z tych planów nie wyszło. Pojechałem, mając zapewnione tylko tanie mieszkanie. W urzędowych sprawach sam wszystkiego załatwić nie dałbym rady. Cztery miesiące (!) szukałem pracy, a jak w końcu ją znalazłem, okazała się ponad siły. Wróciłem więc do Polski. Rok później pojawiła się szansa na wyjazd do Wielkiej Brytanii po raz drugi. Mój ojciec pracował tam na kontrakcie i twierdził, że będzie dla mnie praca. Wszystko to okazało się fikcją mającą na celu przyspieszyć moją wyprowadzkę z domu rodzinnego, jako że jestem "problemem". I po raz kolejny wróciłem do domu z niczym. Minął rok, zrobiłem prawo jazdy (dopiero wtedy, bo nie było mnie stać wcześniej). Sytuacja moja zaczęła być bez wyjścia. Trzecia próba wyjazdu do Wielkiej Brytanii okazała się również fiaskiem.

Tu zadaję sobie pytanie - czy naprawdę jestem tak mało wart, że nie mogę nic robić? Czy jestem jakimś kryminalistą, że nigdzie nie mogę uczciwie pracować? Czy brak słuchu przekreśla moje wszystkie szanse?

Chciałbym uwierzyć, że jest inaczej. Że są osoby, które są w stanie mi w jakimś stopniu pomóc.

Dlatego piszę ten list, który jest tylko skrótem mojego życia. Całej historii nikomu nie chciałoby się czytać...

Za pośrednictwem "Gazety" chciałbym dotrzeć do osób, które pomogłyby mi zrealizować moje marzenie, jakim jest wyjazd z tego kraju. Straciłem już nadzieję, że w Polsce moje życie może zmienić się na lepsze.

Dookoła mnie, moi znajomi zakładają rodziny, po prostu żyją. Mnie przypada najgorsza praca, albo w ogóle jej brak. I problemy, problemy, i jeszcze raz problemy...

Chciałbym wyjechać z Polski do Ameryki Północnej i rozpocząć uczciwą pracę i nowe życie.

I nie chodzi tu o samą pracę, bo takich listów redakcja otrzymuje zapewne wiele. Chciałbym po prostu mieć swoje zajęcie, w miarę czasu i możliwości pragnąłbym skończyć szkołę, zdobyć wykształcenie, uczyć się angielskiego. Chciałbym zdobyć szacunek i zaufanie otoczenia. Pokazać, że nie jestem bezwartościowy... czy to dużo?

Tak wygląda pokrótce cała sprawa.

Wysłałem juz podobne pismo do kilku polonijnych serwisów w USA, niestety nie otrzymałem nawet jednej odpowiedzi. Cóż, widocznie nikogo nie zainteresowała ta sprawa...
Ale nie łamię się i próbuję dalej...

Z poważaniem.
Maciej Gryko
Olsztyn,Polska
minardi@o2.pl

Panie Macieju,

Jest Pan człowiekiem silnym i odważnym, a także godnym największego szacunku za Pana determinację. Tak bardzo chciałabym móc odpowiedzieć, że Kanada stoi dla Pana otworem. Niestety, po konsultacjach z naszym ekspertem ds. imigracji p. Izabelą Kowalewską muszę Pana zmartwić - Pana szanse na dostanie wizy pobytowej przy problemach ze zdrowiem są nikłe, a jako turysta pracować Pan nie może. Mimo to publikujemy Pana list, bo może ktoś ma jakiś inny pomysł, może ktoś w Polsce znajdzie sposób, żeby Panu pomóc, bo zasługuje Pan na wszelkie wsparcie. Może gdzieś w Unii... Rodacy, pomóżcie panu Maciejowi znaleźć swoje miejsce w życiu!

Małgorzata P. Bonikowska

•••

I na koniec telefoniczna prośba Czytelniczki, którą przekazujemy jako BARDZO PILNĄ.

W szpitalu w Elblągu leży chora na raka pani Maria Jakubczyk. Wiemy, że jej stan jest bardzo ciężki. Jej wielkim marzeniem jest kontakt z synem, który jest w Kanadzie (chyba). Od długiego czasu nie ma z nim kontaktu, więc teraz, kiedy sprawa jest pilna, poszukujemy tego pana albo kogoś kto go zna i może pomóc w odnalezieniu go.

Jego nazwisko - Roman Jakubczyk, jakiś czas temu mieszkał w Toronto.

Telefon do szpitala w Elblągu, gdzie leży jego matka - 055-2300466.

Jeśli ktoś zna miejsce przebywania pana Jakubczyka, prosimy o kontakt - 416-433-5066.

Prosimy o pomoc!








































































































© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com