| |
Z cyklu: Z parkietu giełdowego
Inflacja, zjawisko które przez wiele miesięcy, a nawet lat nie zaprzątało uwagi finansowych ekspertów, powraca na pierwsze strony gazet.
Ostatnie wiadomości na ten temat może jeszcze nie spędzają snu z powiek wielu ekonomistów, są jednak na tyle poważne, aby po raz pierwszy od dłuższego czasu problem ten potraktować z należytą uwagą.
Problem inflacji staje się o tyle ważniejszy, że ci, którzy odpowiedzialni są za utrzymanie jej w ryzach, zajęci są obecnie ratowaniem sytuacji gospodarczej przed kryzysem znacznie bardziej dotkliwym aniżeli tym, z jakim mamy obecnie do czynienia.
Wzrost poziomu inflacji w USA w styczniu spowodował, że praktycznie zniwelowany został jakikolwiek wzrost poziomu dochodu w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Poziom cen hurtowych podniósł się dość dramatycznie o 7,4 procenta, co stanowi najwyższy poziom wzrostu w ciągu ostatnich 25 lat.
Inflacja to jednak nie tylko problem Amerykanów. Jej poziom w wielu krajach europejskich systematycznie wzrasta. Widoczne jest to coraz bardziej w Hiszpanii, Włoszech, Niemczech i Belgii, gdzie poziom inflacji jest najwyższy od 16 lat. Nawet w Japonii, która od wielu lat borykała się z całkowicie odmiennym zjawiskiem, deflacji, podano ostatnio, iż inflacja osiągnęła najwyższy od dziesięciu lat poziom.
Jedynie Kanada, jako jedyny z najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów świata, opiera się dość zdecydowanie wyższej inflacji. Jednak i tutaj pojawia się pytanie, jak długo to potrwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę niebotyczny poziom cen surowców naturalnych.
W jednym ze swych ostatnich wystąpień szef Federalnego Biura Rezerw, Beb Bernanke, stwierdził, że wysoki poziom cen zwłaszcza surowców energetycznych powoduje dość duże ciśnienie inflacyjne, co z kolei komplikuje proces "wyprowadzania gospodarki amerykańskiej na prostą".
Bernanke odrzucił jednak istnienie ryzyka stagnacji stwierdzając, że dalsze cięcia jeśli chodzi o poziom stóp procentowych są w zasadzie nieuniknione.
W tym samym czasie inni przedstawiciele Banku Centralnego stwierdzili nie mniej nie więcej tylko to, że Bank ten jest gotów całkowicie odwrócić swoją politykę w zakresie stóp procentowych po pierwszych oznakach, że gospodarka amerykańska się stabilizuje.
Obserwacja takiej ekwilibrystyki jeśli chodzi o poziom stóp procentowych jest zajęciem być może fascynującym, ale jedynie dla tych, którzy obserwują cały ten proces z boku.
Dla tych jednak, którzy aktywnie uczestniczą w inwestycjach rynkowych jest to znacznie mniej zabawne, gdyż prognozowanie, w którą stronę powieje wiatr inwestycyjny staje się coraz bardziej trudniejsze, a nawet niemożliwe.
Jeden z czołowych autorytetów jeśli chodzi o inwestycje, profesor Jeremy Siegel (autor bestsellera "Stocks for the long run") uważa, iż inflacja i jej wzrastający poziom jest zjawiskiem najbardziej istotnym jeśli chodzi o to, co dzieje się na rynku giełdowym.
Uważa on nawet, iż jest to problem daleko poważniejszy, aniżeli obserwowany ostatnio kryzys na rynku kredytowym i nieruchomości (ten ostatni problem, według Siegela, rozwiąże się niejako samoistnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy).
Siegel uważa, że zagrożenie inflacyjne spowoduje iż Federalne Biuro Rezerw zmuszone będzie do bardzo szybkiej reakcji i zmiany polityki poziomu stóp procentowych, a jednocześnie nie będzie w stanie obniżyć obecnego poziomu do takiego, do jakiego by chciało.
Siegel przewiduje również, że bardzo wysoki poziom cen surowców naturalnych wcale się nie zatrzyma. Jeszcze do niedawna uważał on co prawda, że nastąpi pewien zastój cenowy, który umożliwi Urzędowi Federalnemu na przemyślenie swojej reakcji, teraz jednak nie jest on swego poprzedniego stanowiska tak całkowicie pewien.
Mimo jednak tych skomplikowanych i co tu dużo ukrywać dość pesymistycznych prognoz Siegal w dalszym ciągu uważa, iż Beb Bernanke wie co robi, i że pomimo wszelkich trudności, będzie w stanie opanować sytuację.
© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"
www.gazetagazeta.com
|
|