Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Kabaret pod Bańką
After Hours Club Goes INTERNATIONAL
Witold Liliental
Jun 13, 2007
 
 

Trudno byłoby mi wymyślić inny tytuł tego sprawozdania w bądź, co bądź, polskiej "Gazecie", bowiem cały program tego sympatycznego Klubu, po raz pierwszy wyszedł poza konwencję sztuki rodzimej.

Przypomną mi organizatorzy, że przecież już występował Wasyl Popadiuk - Ukrainiec - wirtuoz skrzypiec. Ale on był zapowiadany po polsku i starał się nawet sam mówić do nas bardziej językiem znad Wisły, niż znad Dniepru, czy Czeremoszu.

Tym razem zarówno sam program, jak i jego trzy wykonawczynie, był międzynarodowy. Karoliny Ingleton nie musi się przedstawiać publiczności. Ta młoda wiekiem, ale dojrzała artystycznie wokalistka, śpiewa głównie piosenki w języku angielskim, choć swoje polskie korzenie z dumą podkreśla. Obok niej w koncercie wystąpiły:

Cyn D - matka pięciorga dzieci własnych i jednego adoptowanego, malarka i wokalistka, pochodzi z rodziny o utartych artystycznych tradycjach. Jej matki głos znany był tysiącom ludzi, jako należący do postaci renifera Rudolfa - tego z czerwonym nosem, który ciągnął sanie św. Mikołaja. Jak sama o sobie powiedziała, w grupie tej jest jedyną Kanadyjką ("I'm the only Canuck here") i nie zna ani słowa po polsku.

Stella - trzecia wokalistka, jest fenomenem w tym sensie, że nie ma formalnego wykształcenia muzycznego, ale jest wielce utalentowana. Pochodzi z Moskwy, jest inżynierem żywności, a śpiewa, jak najlepsza profesjonalistka i to w kilku językach. W Kanadzie jest od dziesięciu lat. Zapowiadała się sama po angielsku, ale do swoich przyjaciół Rosjan, którzy przyszli jej posłuchać, zwracała się we własnym języku, co dodało wieczorowi nieco więcej uroku.

Panie śpiewały na przemian, czasem w duecie, a na koniec w tercecie. Już na samym początku koncertu, wielkie wrażenie wywarła na widowni Karolina Ingleton swoją piękną interpretacją "Woman in love" z repertuaru Barbry Streisand.

Z wielu ciekawych i świetnie wykonanych przez nią tego wieczoru utworów, chciałbym wymienić ten, o którym powiedziała, że mimo, iż dawny, dokładnie opisuje okoliczności, w jakich poznała później swojego męża, dodając, że mąż znajduje się na widowni. Wiedząc, że koncert jest w zasadzie międzynarodowy, zastanawiałem się, czy może, może doczekam się tego, że zaśpiewa po polsku to, co już dwukrotnie słyszałem w jej wykonaniu i co tak bardzo chciałem ponownie usłyszeć. Ku mojej wielkiej uciesze, te pobożne życzenia spełniły się.

Piosenka "Cztery karty"z repertuaru Anny German popłynęła z estrady After Hours Club. Bywa często tak, że gdy człowiekowi w ucho wpadnie oryginalne wykonanie jakiejś piosenki, wszelkie następne interpretacje już się mniej podobają i "czegoś im brakuje".

W przypadku piosenki o Cyganeczce i wróżbach, słuchając Karoliny Ingleton, odczuwałem nie mniejsze emocje, niż niegdyś, słuchając Anny German.

Od momentu wejścia na scenę, Cyn D pokazała, że zdolna jest do okazywania wielu emocji, od radości do sentymentu. Akompaniując sobie na gitarze, śpiewała piosenki o tematyce, którą określiłbym mianem: "psychologia miłości".

Wśród tych utworów uwagę moją zwróciły: "Tell him, reach out to him", ktorą napisała wspólnie ze swoim mężem oraz: "Why haven't I heard from you?" i "This is for the girls", w której, pod koniec, ku uciesze publiczności, zaśpiewała: "Now, this is for you guys!". Wokalnie i estradowo wyraźnie doświadczona, podbiła serca publiczności już pierwsza piosenką "Some want diamonds".

Trzecia wykonawczyni - Stella - pierwszą piosenkę o miłości zaśpiewała w swoim melodyjnym, rosyjskim języku. Już od pierwszych dźwięków słychać było dobrze prowadzony, opanowany niski głos. Artystka otrzymała duże brawa.

Druga piosenka zabrzmiała w języku greckim. Później były inne, wśród nich romans Zwiezdzinskiego, przypominający mi nieco twórczość Okudżawy a także "Besa me mucho" po hiszpańsku z wstawkami angielskimi, "Shadow of your smile" i inne. Mnie najsilniej utkwiła w pamięci uwodzicielska orientalna "Salma ya salama", unieśmiertelniona niegdyś przez Dalidę. Cała sala klaskała w rytm, a ja wyobrażałem sobie hurysy tańczące i śpiewające wokół łoża sułtana.

Finałowy utwór: "How fragile we are", wykonany przez cały tercet damski zasłużył w pełni na owację na stojąco. Po zejściu ze sceny, artystki zostały "wyklaskane" ponownie na salę i na bis powtórzyły piosenkę finałową, tak samo gorąco oklaskiwaną przez widownię. Należy dodać, że podczas koncertu na gitarze akompaniował paniom Marek Majewski, a na keybordzie, w niektórych utworach - Pete Adil.

Dobrze, że istnieje After Hours Club, że często możemy się spotkać w nim i w kameralnym nastroju obejrzeć i posłuchać artystów, ich monologów, śpiewów, czy gry. Jeszcze nie było w nim nieudanego wieczoru.

Dziękując Karolinie Ingleton, Cyn D oraz Stelli za piękne doznania artystyczne, już cieszę się na benefis Magdy Papierz, czyli show zatytułowany "Kobieta cool-turalna".

Karolina Ingleton

  

Stella

  

Cyn D

  

Trzy artystki




© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com