Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
Komentarze, opinie
"Krzyżowe" refleksje
Małgorzata P. Bonikowska
Nov 11, 2005
 
 

Z cyklu: Zapiski na gorąco

Wychowywałam się w domu, gdzie praca społeczna, robienie czegoś dla innych, były naturalną sprawą, tak samo jak jedzenie czy spanie. Moja mama nie miała czasu na dorabianie się, bo wolny czas poświęcała na pomaganie innym ludziom. Nie mieliśmy więc domku letniego pod Warszawą, eleganckich samochodów, mieliśmy za to listę spraw do załatwienia, osób, którym potrzebne było to czy tamto. Nigdy nie było za późno, za daleko.

Czym skorupka za młodu nasiąknie... i tak dalej. Każdy zna to powiedzenie. Zaszczepiono mi bakcyla społecznego działania i myślę, że wzbogaca on moje życie niezmiernie. Uśmiechnięte twarze tych, którym się pomaga, zapał w oczach tych, z którymi się pracuje i którzy tam samo postrzegają świat - to wielka nagroda za godziny, dni wyrwane z własnego prywatnego życia.

Jeżeli ktoś doceni tę działalność - tym milej, chociaż nie jest to ani konieczne, ani tym bardziej nie jest celem samym w sobie.

Kiedy dowiedziałam się, że zostałam nagrodzona Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP, byłam zaskoczona i oczywiście bardzo wzruszona. Aż trudno mi było uwierzyć, że moja działalność na wielu polach w Kanadzie, którą "robię" nie dla zaszczytów, lecz z prostej potrzeby serca, została tak wysoko oceniona.

Miłe było też towarzystwo - dr Jadwiga Wojtczak, którą, jak niejednokrotnie podkreślałam, powinno się nosić na rękach i pokazywać młodym, żeby zapamiętali jako wzór do naśladowania i symbol bezinteresownego poświęcenia dla innych, i prezes ZG KPK Grzegorz Sobocki, próbujący dokonać zmian w skostniałym Kongresie, mający na swoim koncie spore osiągnięcia. Aż trudno było uwierzyć, że my, ta trójka szkalowanych, obrażanych, atakowanych bez żadnego prawdziwego powodu, społeczników, została doceniona i uhonorowana. Wiadomo, że proces akceptowania osób do odznaczeń tego rodzaju jest oparty na dokładnej analizie tego, co zrobiły. A więc, pomyślałam, to miłe, że potwierdzono, iż jesteśmy warci owych dostojnych krzyży z Ojczyzny.

To był piękny wieczór. Przez kilka godzin mogłam oderwać się od koszmaru codziennej, wielotygodniowej walki o powrót do siedziby Gazety. Kwiaty, którymi zostałam wręcz obsypana przez obecnych tam przyjaciół, współpracowników, kolegów, z którymi wspólnie pracuję społecznie i innych, nadal ozdabiają we wszystkich wazonach jakie posiadam, mój dom. Ten wieczór zapamiętam na całe życie - wzruszenie, radość, poczucie wspólnoty z ludźmi, którzy wypełnili po brzegi Konsulat. Nawet pogoda nam sprzyjała i można było spędzić nieco czasu w pięknych ogrodach.

I tak lepiej byłoby zapamiętać tę okazję i sprawę.

Nie przyjechała kamera OMNI TV, załatwiona na ten wieczór (ważny - nie ze względu na mnie, lecz na dwie pozostałe, bardzo zasłużone osoby) przez reporterkę programu polskiego i odwołana w ostatniej chwili przez producenta programu Z Ukosa, który uzasadnił tę decyzję stwierdzeniem, że "Nie jest to wydarzenie o żadnym szczególnym znaczeniu dla Polonii". To było pierwszym przypomnieniem, że wokoło istnieje świat, w którym nie liczą się żadne wartości poza zwykłą zawiścią, układami, mentalnością Kalego itp.

Ceremonia została opisana, zresztą z pewnymi drobnymi błędami, na pewnej witrynie internetowej, znanej z tego, że pod artykułami anonimowi zawsze nadsyłacze e-mali piszą co tylko im ślina na język przyniesie. Poczytałam sobie te wypowiedzi i muszę powiedzieć, że zrobiło mi się kilkakrotnie fizycznie niedobrze. Nie wiem, ile trzeba mieć w sobie podłości i zła, żeby pisać tak obrzydliwe paszkwile, nie mające NIC wspólnego z faktami i rzeczywistością. Obiektem tych niewybrednych ataków byliśmy oczywiście my troje, odznaczeni tego dnia. Owe komentarze wykazują tak przerażający brak kultury, tak potwornie niski poziom umysłowy i moralny owych "dyskutantów", że napawa mnie to nie tylko wstrętem, ale także głęboką litością. A do tego strachem, ponieważ przerażające jest to, że takie indywidua, o takiej moralności i takim spojrzeniu na świat, krążą gdzieś wśród czy wokół nas.

Czegóż się ja tam nie naczytałam o sobie?! Że dostałam ten krzyż bez żadnego powodu, bo nic dla Polonii i Polski nie zrobiłam, że zawsze kierowała mną tylko chęć zysku, że mam na swoim koncie liczne przekręty, że skończyłam studia w Poznaniu, że ten krzyż to musiał załatwić "komuch Pastusiak" (co on ma z tym wspólnego...), że dążę tylko do władzy i chcę skłócić Polonię, że naobrażałam prezes Rogacką i zostałam za to skazana (!?), że pcham się do zaszczytów politycznych (polityka jest mi wstrętna) itp., itd. Ohydna, ubliżająca sterta pomówień, bzdur i kłamstw.

Wiem, że pisze to wyraźnie kilka tych samych osób, wiem, że pewnie mało kto to czyta, że pojawiają się tam co jakiś czas apele innych, by tych kanadyjskich polonusów-dyskutantów, chorych na nienawiść odseparować, bo to jakaś dziwna gromada itp. Ale i tak przerażenie ogarnia i włosy się jeżą na głowie. Skąd tyle jadu? Jak można pisać takie oszczerstwa, powtarzać obrzydliwe, ohydne plotki i wyssane z palca kłamstwa?

Ataki nasiliły się także dalej, w postaci wysyłanego e-mailem do wielu ludzi paszkwilanckiego biuletyniku "Pręgierz". To już druga część tego ohydztwa. Znowu te same pomówienia, np. oskarżenia red. Bełza, że był SK-kiem. Jako jedna z chyba dwóch zaledwie "publicznych" osób w Polonii zlustrował się i wielokrotnie podawaliśmy finalne orzeczenie IPN-u. Jeszcze mało?! Sugeruję, aby owi paszwilanci dokonali tego samego. Styl tej fałszywki wydaje mi się znajomy, podobny do kilku z tych anonimowych autorów dyskusji internetowych wspomnianych powyżej.

Kim są ci anonimowi obrzucacze błotem? Wiemy dobrze, że tacy, którzy przestali mieć gdzie wyrzucać z siebie swoją patologiczną nienawiść. Nie ma już, jak wiemy, mediów, w których mogą się wywnętrzać. Przestały istnieć. Zawiść, zazdrość, frustracja, poczucie porażki potęgują ich chorobę. I plują dalej, kłamiąc, oczerniając.

Tchórzostwo tych ludzi jest tak samo zadziwiające jak ich poziom umysłowo-moralny. Bo przecież dlaczego nie podnieść przyłbicy i nie ujawnić swojego nazwiska? Wtedy nie dałoby się tak kłamać, prawda? Łatwo to robić anonimowo, czy też pod pseudonimem.

Internet stworzył, niestety, raj dla takich indywiduów, dając im wolną rękę i pole do bezkarnego działania, co jest w sumie przerażające, bo przecież zawsze ktoś może to przeczytać i, nie znając sprawy, uwierzyć choć w ułamek tych bzdur.

Nie ma co reagować na pomyje wylewane przez chore umysły, mówią mądrzy ludzie. Nie ma co, to prawda. Ale pytanie pozostaje - skąd takie w ludziach zło?

To przykre, ale staram się o tym nie myśleć. Staram się pamiętać tylko te dobre, wspaniałe sprawy, które spotkały mnie na mojej życiowej drodze, ludzi prawych, chwile, które budziły wzruszenie. Ludzkie ciepło, wspólnota, dobro, którego na szczęście jest tak bardzo wiele wokoło. I dla tego warto żyć, wierząc w dziejową sprawiedliwość, w to, że dobro musi zwyciężać.

W naszej Gazecie za mało zawsze miejsca, więc zapraszam do Gazety internetowej - tam dla tych wszystkich, którzy spod anonimowej maski nienawiści pytają "za co ona to dostała?", załączam mój skrócony życiorys (jako dodatek do artykułu W. Lilientala "Potrójna uroczystość w Konsulacie generalnym RP w Toronto"). I zachęcam tych, którzy obrzucają mnie błotem, insynuując mi motywy obce mi zupełnie, takie jak chęć zysku, sławy, władzy (marzę tylko o spokoju i dalszej harmonijnej współpracy z innymi, a pieniądze, władza i zaszczyty to wartości zupełnie mi obce), by przeczytali i pomyśleli. Nieskromnie muszę przyznać, że zrobiłam dużo, ale było to dla mnie wszystko wielką przyjemnością i to jest najważniejsze.

Tym, którzy to docenili - serdeczne dzięki! I bez krzyży i medali będę dalej pracować dla innych, bo tak zostałam wychowana i to przynosi mi wielką, ogromną radość.

•••

Warto także przeczytać

Czym się różni Polonia od Polski?

Oraz wszystkie teksty z kategorii Pomóżmy innym



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com