Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Przyjaźń z Leonem Wyczółkowskim
Edward Łepkowski
Nov 9, 2005
 
 

fragment wspomnień słynnego krakowskiego dentysty, Wincentego Łepkowskiego, spisanych przez jego syna, historyka sztuki, Edwarda Łepkowskiego.
Za udostępnienie pamiętnika ojca, bardzo dziękujemy pani Barbarze Russer z Missisaugi.

Dodatek Kulturalny "Gazety" pod redakcją Joanny Sokołowskiej-Gwizdka, październik 2005, nr 34


Bronowice 1912 rok. Od lewej:Wincenty Łepkowski, Mieczysław Frenkiel, Stefania Witkowska, Maria Witkowska, Ludwik Solski, Edward Łepkowski, Celina Łepkowska, Józef Wiatr, Leon Wyczółkowski, fot. arch. Barbary Russer

Z Bronowic do miasta ojciec (Wincenty Łepkowski) przyjeżdżał codziennie końmi. Stajnie były wynajęte przy ulicy Studenckiej. Po ordynacji i wykładzie na UJ, pomiędzy pierwszą a drugą po południu, konie już czekały i ojciec wracał do Bronowic na obiad. Czasem zostawał dłużej, zatrzymywali go pacjenci, lub rada wydziału i wtedy konie godzinami czekały na ulicy przed Zakładem.

Życie prywatne mojego ojca zaczynało się dopiero w Bronowicach. Kochał tam wszystko, interesował się domem, zajmowała go przyroda i wszystko, co się łączyło z życiem na wsi.

Dom urządzony był dziełami sztuki i starannie wypielęgnowany. Ojciec odziedziczył po swoim ojcu zamiłowanie do malarstwa i przemysłu artystycznego. Lubił współczesne malarstwo, gromadził obrazy Wyczółkowskiego, Stanisławskiego, Fałata i innych malarzy. Później zaczął gromadzić zabytkowe sprzęty i porcelanę. Znali go prawie wszyscy współcześni artyści. Często przyjeżdżali do Bronowic, gdzie byli zawsze mile widziani.

Największa przyjaźń łączyła rodziców z Wyczółkowskim. Datowała się jeszcze z czasów, kiedy mieszkali w Zakopanem, gdzie ich często odwiedzał. Mieszkał wtedy w Libeltówce i tam malował swoje słynne widoki tatrzańskie. Zajmował pokój, który był obity grubą tekturą dla ochrony przed zimnem. Na tej tekturze malował różne scenki. I tak powstała karykatura, na której razem z ojcem, z rakietami w rękach, odpoczywają po partii tenisa. (Podobnie później Stanisław Czajkowski wyrysował kredą pojazdy i ludzi na ścianie w Bronowicach).

Przyjaźń z Wyczółkowskim musiała być bardzo zażyła, skoro na prośbę rodziców trzymał do chrztu mojego brata Jerzego. Namalował wiele portretów rodzinnych: ojca w 1902 roku (w dole pod portretem narysował dom bronowicki w zimie i podpisał SADYBA), portret matki w czerwonym szlafroku (ten obraz przepadł w 1939 roku w mieszkaniu mego brata Jerzego, w Orłowie, razem z całą masą innych rzeczy), portret matki z Zofią Fedorowiczową podpisany autokarykaturą, portret ojca w świtce (rys. węglem, z którego były zrobione litografie), portret moich braci ofiarowany ojcu na imieniny (bracia pozowali do niego przez tylko trzy godziny). Po śmierci ojca matka rozcięła ten portret na trzy części. Wyczół ofiarował też z dedykacją autoportret w meloniku. Ojciec kupił do niego portret profesora Rydygiera w gronie asystentów, pomiędzy którymi jest też portret jego samego. Został on po wojnie sprzedany do Muzeum w Warszawie. Najwspanialszym obrazem były „Buraki”, które po zeszłej wojnie sprzedano do Warszawy w celu podreperowania upadającego zakładu dentystycznego. Z Zakopanego był olejny „Giewont” z orłem na żółtym niebie, na którym niebieskie góry lśniły czerwonymi szczytami.


Wincenty Łepkowski na portrecie Leona Wyczółkowskiego


Pracownia Wyczółkowskiego mieściła się przez jakiś czas przy ulicy Starowiślanej, obok kina „Uciecha”. Wtedy jeszcze przyszła żona Wyczółkowskiego, Franciszka Panek, była tylko służącą. Lata przeszły, kiedy artysta zamieszkał na Szlaku, a panna Frania zajmowała się wyłącznie zarządzaniem domu. Z matką odwiedziliśmy raz profesora na Szlaku, zastaliśmy pannę Franię, profesora nie było w domu. Matka pamiętała ją jeszcze z czasów kiedy oszczędzając obuwie chodziła boso na górskie wycieczki, niosąc prowiant na drogę (słynna była z wybornych kotletów, których nikt jak ona nie umiał usmażyć). Wtedy jeszcze wstydziła się usiąść w obecności gości i dopiero na prośbę matki zajęła krawędź krzesła.

Kiedy Wyczółkowski przeniósł się do Poznania i ofiarował swe zbiory Muzeum Wielkopolskiemu, otrzymał za ten dar mająteczek ziemski, Gościeradz i rola panny Frani się zmieniła. Została szczęśliwą żona wielkiego artysty, który zaczął podciągać ją wzwyż, uczyć rysunków, wprowadzać do znajomych domów w towarzystwo. Bywali u nich na przyjęciach najrozmaitsi ludzie i pani Frania, w roli profesorowej zawsze umiała się znaleźć. Kiedy mieszkałem w Bydgoszczy i byłem dyrektorem Muzeum, często ją odwiedzałem w jej mieszkaniu w mieście lub w Gościeradzu. Pani Leonowa zawsze serdecznie mnie przyjmowała.

Była przedobrą osobą, przedłużyła życie swojego męża o wiele lat, opiekując się nim troskliwie.

W Bydgoszczy przyszła raz złożyć mi życzenia imieninowe. Miało to być śniadanie w niedzielę po kościele. Żona przygotowała torcik i podała herbatę w nowych, nietłukących się szklankach. Pani Wyczółkowska w pięknej jedwabnej sukni zasiadła do stołu, zamieszała cukier łyżeczką i w tym momencie wszystko się rozprysło, ze szklanki został proszek, który obsypał tort, herbata wylała się na suknie i stół, a pani Wyczółkowska nie była całkiem przekonana, że to nie niesmaczny żart, a wypadek. Na szczęście moja matka, która też była przy tym obecna, jakoś to wytłumaczyła i sprawa poszła w zapomnienie.

Podczas moich katowickich lat, ktoś ze znajomych, wiedząc, że znam Wyczółkowskiego, poprosił mnie o pomoc przy kupnie taniego obrazu artysty. Będąc często w Krakowie wybrałem się na Szlak, gdzie wówczas mieszkał. Przyjął mnie bardzo serdecznie, ale kiedy mu wyłuszczyłem cel mojej wizyty, rozłożył ręce i powiedział: nic nowego nie mam, ale zaraz, poczekaj. Po chwili szukania wyciągnął zza szafy spora akwarelę, przedstawiającą pęk bzów w kryształowym wazonie. Kwiaty były ładnie malowane, natomiast wazon (bardzo często powtarzany w litografii), tym razem się rozpłynął, tworząc niczym nie usprawiedliwioną burą plamę. „No co, będzie dobre?” – zapytał. Odpowiedziałem, że oczywiście tak, bo mi było głupio powiedzieć coś innego. Wyczółkowski poszedł do drugiego pokoju, gdzie stała maszyna do obcinania kartonów i w mgnieniu oka obciął całą akwarelę, zmniejszając ją do trzech czwartych. Potem podpisał ołówkiem i dał mi, mówiąc: sto złotych nie będzie ci za dużo? Wyrównałem natychmiast, porozmawiałem jeszcze chwilę i pożegnałem się. Obraz wzbudził zachwyt mojego znajomego i jeśli sobie przypominam, zarobiłem na nim drugie tyle.

Wyczół miał gołębie serce, każdemu jak mógł, szedł na rękę. Znana jest jego naiwna dobroć, połączona z zaufaniem do swego ucznia, który poprosił kiedyś o podpisanie weksla. Swoją naiwność Wyczół pokrył obrazami, przewyższającymi czterokrotnie żyrowaną kwotę.


Celina Łepkowska, fot. arch. Barbary Russer



Leon Wyczółkowski bywał częstym gościem w domu w Bronowicach. 12 grudnia 1913 roku podpisał się w albumie bronowickim razem z Erazmem Barączem. Ten album zawierał podpisy wszystkich gości, którzy przewinęli się przez dom bronowicki, począwszy od 1912, a w czasie pierwszej wojny przez mieszkanie przy ulicy Garncarskiej. Po śmierci ojca matka wkleiła na pozostałe czyste karty albumu fotografie mojego ojca i ofiarowała album bratu Tadeuszowi.

Erazm Barącz był inżynierem górnikiem, dyrektorem salin w Wieliczce i zbieraczem dzieł sztuki. Cały swój zbiór ofiarował Muzeum narodowemu w Krakowie. Po drugiej wojnie kolekcja ta stanowiła osobny odział MN, przy ulicy Karmelickiej. Ponieważ Niemcy zrabowali dużo cennych przedmiotów, zwłaszcza tkanin, odział zamknięto po wojnie.


KRAKOWSKI RODOWÓD RODZINY ŁEPKOWSKICH

Historia rodziny Łepkowskich wpisuje się w dzieje polskiej nauki, kultury i sztuki. Dokumenty rodzinne sięgają schyłku XVIII wieku. We wsi Nockowa, która była własnością Floriana Straszewskiego, mieszkał Mateusz Maciej Łepkowski. Mógł być albo nauczycielem, albo korepetytorem dzieci właściciela. Straszewski po sprzedaży swojego majątku przeniósł się do Krakowa i zabrał ze sobą syna Macieja - Franciszka Łepkowskiego, urodzonego w 1800 roku. Kiedy chłopak skończył studia, Straszewski przekazał mu kolekturę liczbową w Krakowie. Franciszek dorobił się na prowadzeniu kolektury sporego majątku.


Józef Łepkowski, 1894 r.



Józef Łepkowski

Jego syn Józef był najbardziej znanym z rodu Łepkowskich. W młodości, w czasie Wiosny Ludów, działał na Opolszczyźnie. Początkowo zajmował się publicystyką polityczną, m.in. współredagował pismo „Dziennik Górnośląski”. Po aresztowaniu zaprzyjaźnionych z nim Kraszewskiego i Lompy wrócił do Krakowa i studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Został konserwatorem zabytków miasta Krakowa i Galicji. Józef ożenił się ze Stanisławą Libeltówną - córką znanego filozofa Karola. Był pomysłodawcą krypty zasłużonych na Skałce. Szedł na czele konduktu żałobnego Jana Długosza, który jako pierwszy tu spoczął.

W końcu lat 40. XIX w. Józef rozpoczął pierwszą w Polsce inwentaryzację zabytków, obejmującą Galicję, Poznańskie oraz Kongresówkę. Do dziś strony internetowe małopolskich miejscowości zachęcając do odwiedzenia swoich zabytkowych kościołów, kapliczek czy dworków, powołują się na jego zapiski. W latach 50. Józef i jego brat Ludwik wyruszyli w podróż po Małopolsce. Józef robił dokumentację zabytków, a Ludwik rysował ich dokładne szkice. Wrażenia z tej podróży Józef opisał w naukowych pracach i relacjach skierowanych do szerszego kręgu czytelników. W latach 1865-1893 wykładał na Uniwersytecie. Przyczynił się do podjęcia prac restauracyjnych przy kościele Dominikanów, kaplic Zygmuntowskiej i Batorego w katedrze na Wawelu, inwentaryzacji kamienic krakowskich. Stworzył pierwszy w Polsce gabinet archeologiczny. Zbiory zgromadzone przez Józefa należą obecnie do Muzeum UJ. Prawie cały majątek odziedziczony po ojcu wydał na badania archeologiczne.

Dworek Józefa Łepkowskiego


Józef Łepkowski jako znawca i koneser sztuki pomagał księciu Czartoryskiemu kompletować kolekcję obrazów. Jeździł po całej Europie, wyszukiwał interesujące eksponaty. Przyjaźnił się z wieloma osobistościami ówczesnego Krakowa. W jego domu, zbudowanym nieopodal Collegium Novum, bywali: Ignacy Kraszewski, Henryk Sienkiewicz, Józef Dietl i Marcelina Czartoryska - uczennica Chopina. Bywali tu także krakowscy notable, krakowska arystokracja z rektorem Stanisławem Tarnowskim na czele. W jego salonie dyskutowano i decydowano o sztuce i architekturze miasta Krakowa.

Wincenty Łepkowski

Średni syn Józefa Łepkowskiego - Wincenty, przyjaciel i uczeń znanego chirurga Ludwika Rydygiera, był słynnym stomatologiem, uważanym za ojca polskiej stomatologii uniwersyteckiej. Pobierał nauki we Wrocławiu, Paryżu i Berlinie. Habilitował się z dentystyki w 1897 r. Leczył zęby arystokracji, nawet Habsburgom. Jego pomysły dotyczące protetyki dentystycznej znalazły uznanie nawet na dworze cesarza Franciszka Józefa. Przyjaźnił się z całą krakowską bohemą. Jego portrety malowali Tetmajer i Wyczółkowski. Wincentemu świetnie się powodziło, dlatego też kupił w Bronowicach dworek z wielkim ogrodem od zubożałej kupieckiej rodziny Fischerów. Majątek został rozbudowany, uruchomiono nawet lokalny wodociąg i elektrownię. Już wtedy korzystano z miejskiej sieci telefonicznej. Dom stał się prywatnym muzeum sztuki, unikalnych mebli i porcelany. W czasie pierwszej wojny Wincenty pomagał legionistom. Był kawalerem Komandorii Orderu Polonii Restituta i licznych odznaczeń legionowych. Przyjaźnił się z Piłsudskim. Do grona jego licznych przyjaciół zaliczał się też Albert Chmielowski, dziś święty. Wincenty był jednym z donatorów jego zgromadzenia. Do domu w Bronowicach przyjeżdżało mnóstwo ludzi, aby obejrzeć gromadzoną w tam galerię obrazów. W bronowickim dworku bywała ówczesna elita społeczna, polityczna, kulturalna i naukowa. Najbujniej rozwijała się przyjaźń z Rydlami i Tetmajerami.


Dom Wincentego Łepkowskiego


Dom Wincentego Łepkowskiego


Wincenty Łepkowski zmarł w 1935 roku. Wrócił do domu po spacerze dookoła ogrodu. Usiadł przy stole, zasnął i już się nie obudzi. Pogrzeb stał się manifestacją miłości do niego. Bronowickie wozy, chłopi w sukmanach, baby w koralach w długim kondukcie odprowadzali go na cmentarz Rakowicki.

Po wybuchu wojny do Bronowic zaczęła się zjeżdżać cała rodzina. Wielki dom dał schronienie bliższym i dalszym krewnym. Celina Łepkowska, wdowa po Wincentym, przyjmowała wszystkich, jak kiedyś jej matka, sanitariuszka powstania styczniowego. Bez względu na pochodzenie, przekonania polityczne i wyznanie. Latem w cieniu starych kasztanów zasiadali do brydża m.in. oficerowie AK w cywilu, żona Leona Kruczkowskiego z synem Adamem, późniejszy kardynał Andrzej Deskur. Zimą konspiracyjne koncerty dawał prof. Jan Hoffman.

Edward Łepkowski

Po wojnie bronowicki mająteczek podzielono na pięć części. Duży dom sprzedano. W „chudych” czasach sprzedawano resztę wspanialej niegdyś kolekcji. W Bronowicach pozostał tylko Edward - najmłodszy syn Wincentego. Był wieloletnim kustoszem Domu Jana Matejki i wielkim znawcą tego malarza. Rodzina wspomina, że pracownicy podsuwali choremu już Edwardowi nieznane obrazy przypisywane Matejce, a on chrząknięciami dawał znać, czy to faktycznie obraz mistrza. Później był dyrektorem Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.


(na podstawie: Ewa Szkurlat-Adamska, Rodzina Łepkowskich, miesięcznik społeczno-kulturalny „Kraków”, kwiecień Nr 4(6)/2005, s.92-95.


Joanna Sokolowska-Gwizdka  dodatek@jsokolowska.com   www.jsokolowska.com



© Copyright 2003 by GAZETA Inc.
Opublikowane w Internecie za wiedzą i pozwoleniem wydawcy "Gazety"

www.gazetagazeta.com