Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

A gdzie w tym wszystkim zwykly człowiek?
Małgorzata P. Bonikowska
Sep 3, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Zapiski na gorąco


Wakacje to czas wyjazdów. My imigranci zawsze będziemy rozdarci - czy poznawać nowe miejsca na świecie, czy lecieć tam, dokąd serce ciągnie, bo przecież "nie ma jak u Mamy..." - do Polski. I często ta druga opcja zwycięża, bo i rodzina, i przyjaciele, i stare kąty, które coraz bardziej się zmieniają i coraz trudniej w nich odgrzebać to, co pamiętamy z dawnych lat. Jedziemy na owe wykopaliska, pieczołowicie odkurzając wspomnienia czasów i miejsc, których już nie ma w sensie fizycznym, ale jakże żywo istnieją w naszej pamięci.
Są też powroty - mało kto nie wraca tu, za Ocean, z poczuciem pewnej ulgi. Jasne, że smutno się rozstawać z przeszłością (=młodością...), ale jednak nie da się ukryć, że miło jeździ się po dobrych drogach, bez konieczności walki na śmierć i życie o pierwszeństwo, że dobrze jest, kiedy większość tego co ma działać, działa, a problemem poruszanym na pierwszych stronach gazet jest to, czy dać ludziom suszyć bieliznę na sznurkach koło domu, czy nie, bo wygląda to mało estetycznie.
Nasza scena polityczna w Kanadzie jest - powiedzmy sobie szczerze - NUDNA. Minęły czasy skandali sponsorskich, jakichś konszachtów premiera Mulroneya z podejrzanym typkiem Schreiberem. Afera pozamałżeńska burmistrza Lastmana czy podboje młodego komisarza TTC Giambrone to prawdziwa betka i zamierzchła już przeszłość. To że ówczesny minister George Smitherman ożenił się/wyszedł za mąż (?) za swego wieloletniego kochanka, a teraz kandyduje na stanowisko mera Toronto - na nikim nie robi obyczajowego wrażenia, oczywista. No, gdyby nie kryzys globalny - to o czym by się mówiło i pisało? Czyli - nie ma się czym podniecać, poza jakimiś drobnymi aferkami tu i tam, które ledwo podtrzymują poziom adrenaliny przeciętnego Kanadyjczyka na poziomie zbliżonym do właściwego.
Dużo rozmawiam ze znajomymi, a także z czytelnikami o ich wojażach do Kraju-Matki i wrażeniach z tychże. Kiedy się już obierze owe powojażowe opowieści z łzawych sentymentalizmów, a także ochów i achów na temat kolejnych pokoleń, które wyjechały do Londynu czy Irlandii i są zachwycone, na temat willi kuzyna czy samochodu kuzynki, w niektórych przypadkach dochodzi do głębszej analizy tego, co udało się im łyknąć z tzw. zwykłej rzeczywistości. I tu, niestety, nie da się nie zauważyć wspólnego mianownika.
Ten wspólny mianownik to rozczarowanie i zmęczenie ludzi żyjących w Polsce polityką, a raczej jej inwazją w życie codzienne. No jasne, że media żerują na sensacjach, a tych przecież na polskiej scenie politycznej nie brak. Nie są to już, trzeba przyznać, czasy słynnej koalicji IV RP (?), kiedy już to Lepper (i jego świta), już to Giertych, żeby nie wspomnieć o partii rządzącej, dawali codziennie powody do autentycznego osłupienia, ale za to tragedie tego roku dały mediom pożywkę nielada jaką. A także epilog tych tragedii, który przerósł chyba oczekiwania wszystkich normalnie myślących ludzi.
Jak to wszystko, co napełnia portfele ludziom mediów, ma się do zwykłego szarego obywatela? NIJAK. Zwykły szary obywatel ma już dosyć działania na takich poziomach pobudzenia, na takiej adrenalinie, chce już powoli wrócić do życia, do swoich bamboszy i seriali. Przeżył hiperemocje Smoleńska, powodzi, okrągłej rocznicy Solidarności. Tym żyje świat mediów, który dzięki temu istnieje i prosperuje. A zwykły obywatel chce dobrze zjeść, zapłacić swoje rachunki, pojechać nad Świder czy inną lokalną rzeczkę, obejrzeć przebój kasowy w dobrym klimatyzowanym kinie, poczytać o tym, kto z kim się rozwodzi albo bierze ślub, zaprosić kumpli i ich żony na zakrapiane imieniny, rzucić kasą z okazji ślubu chrześniaczki i spędzić wakacje w ciepłych krajach.
Kłopot z tym, że lista tego, co by obywatel chciał, skonfrontowana z tym, co może - wymaga coraz większego skracania. A przecież nie są to wymagania na miarę finansowych elit. Bo nie dla zwykłego obywatela są apartamenty z security przy wejściu, samochody z eleganckich salonów firmowych, garnitury od Armaniego czy okulary Prady. Zwykły obywatel chce po prostu nie martwić się o jutro, a coraz częściej musi się martwić nawet o resztę dzisiaj.
Rozpolitykowani politycy jakby zapomnieli, że ich zadaniem jest rozwiązać podstawowe problemy swoich wyborców. Nie tych, którzy na weekend latają do Nowego Jorku, ale tych, którzy przeżyli wojnę, stalinizm, komunę, potem transformację i którym zawsze obiecywało się, że tym razem będzie lepiej, na pewno. I ich dzieci. Gdzieś zagubiło się to, co jest ważne i najważniejsze - bezpieczne drogi, dostęp do lekarzy, szpitali i leków, dobra, solidna edukacja dla zwykłych ludzi. W szaleństwie walk i podjazdów, sporów i aliansów, zniknął zwykły człowiek, o którego przecież tak na prawdę chodzić powinno przede wszystkim - polski odpowiednik tutejszego "molsona", Polak z prowincji, albo z przedmieści, mieszkający w bloku i jeżdżący autobusami. Żaden z nich nie powinien stać przed uginającymi się półkami w supermarketach i trzeci raz przeliczając drobne monetki z portmonetce, zastanawiać się, czy powinien kupić ćwiartkę najtańszego chleba, czy dwa jajka.
Nie wiem, kto w Polsce rozwiąże problemy nauczycieli, środowiska medycznego, emerytur, szos i nagminnych kradzieży - zaczynam się martwić, że coraz mniej jest szans na to, iż uczyni to ktokolwiek z tych, których mają do wyboru skołowani, zmęczeni i sfrustrowani zwykli ludzie. Może czas, aby zamiast rzucania na siebie kalumni, wspólnie zasiąść przy kwadratowym stole, skoro ten okrągły dalej budzi tyle emocji, i przy udziale szarych komórek wszystkich polityków dobrej woli wymyślić megaplan i sposoby jego finansowania i realizacji. Żeby zwykły człowiek mógł za kilka lat powiedzieć, że nareszcie żyje mu się lepiej. Naprawdę.

© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy