Historia mało znana
Tablica i rajd motocyklowy pamięci Henryka Sławika
PAP
Sep 2, 2010 |
> Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem |
|
Tablicę upamiętniającą Henryka Sławika - Ślązaka, który w czasie II wojny światowej na Węgrzech uratował życie ok. 5 tys. Żydów i pomógł dziesiątkom tysięcy polskich uchodźców - odsłonięto w Katowicach.
|
Mosiężna tablica m.in. z podobizną bohatera zawisła na rogu katowickiego rynku i ul. św. Jana - w miejscu, gdzie przed wojną stał dom, w którym w latach 1928-1939 mieszkał Henryk Sławik.
Odsłaniając ufundowaną przez miasto tablicę prezydent Katowic Piotr Uszok nawiązał m.in. do wymazywania przez powojenne władze Polski nazwiska Sławika z kart historii. "Nadszedł czas powrotu do tej znamienitej postaci" - zaznaczył Uszok przypominając, że w Katowicach jego imię nosi już jedno z rond i szkoła, poświęcono mu też tablicę na jednym z cmentarzy.
Proboszcz katowickiej katedry Chrystusa Króla ks. Stanisław Puchała wskazał natomiast, że Sławik był wierny żywym na Śląsku ideałom - wierności ojczyźnie i człowiekowi. "Odbieram jego postawę, zwłaszcza na terenie Węgier w czasie drugiej wolny światowej, jako bardzo ewangeliczną, zgodną z przesłaniem »Służcie sobie nawzajem z miłością«" - zaznaczył ks. Puchała.
W uroczystości uczestniczył m.in. wnuk Sławika Henryk Kutermak. Jak mówił, w jego rodzinie nikt nigdy nie myślał o nim, jako o wielkim bohaterze. "Tylko babcia powiedziała mi kiedyś, że zaraz po wojnie był krótko uhonorowany - miał jedną z ulic w Katowicach nazwaną swoim imieniem, ale z różnych względów to trwało bardzo krótko, potem ten temat zupełnie nie istniał" - wskazał Kutermak.
Jego zdaniem, to ważne, że zaczyna się o nim mówić, choć często przejawy tej pamięci wynikają z doraźnych potrzeb. "Dla mnie ważne jest to, żeby ludzie pamiętali o przesłaniu i idei, jakiej on służył. Ważne, że zaczyna istnieć w świadomości, że coraz więcej ludzi widzi, przejdzie tędy, zastanowi się, może wstuka w komputer, by zobaczyć, kto to był. I to jest dużo" - ocenił Kutermak.
Po odsłonięciu tablicy z katowickiego rynku grupa ok. dziesięciorga motocyklistów (w tym kilkuletni Kuba) wyruszyła w pierwszy rajd śladami Henryka Sławika i jego węgierskiego współpracownika Jozsefa Antalla. Motocykliści wyznaczyli pięciodniową trasę z Katowic m.in. przez Jastrzębie Zdrój, Budapeszt, okolice Balatonu, Vesprem, Gyor, Wiedeń, po Mauthausen.
"Przygotowania w kręgu przyjaciół trwały od roku. Chcieliśmy zorganizować coś na kształt motocyklowych rajdów katyńskich. Padł pomysł, zaczęliśmy się wdrażać w biografię Henryka Sławika, uznaliśmy, że możemy to zrobić. To zaczyna się niewinnie, jedziemy w kilka motocykli, ale może powstanie z tego wielka impreza" - powiedział Grzegorz Luker.
Henryk Sławik (1894-1944) pochodził ze wsi Szeroka - obecnie dzielnicy Jastrzębia Zdroju. Wcielony do armii niemieckiej w czasie I wojny światowej, trafił na front wschodni, a potem do rosyjskiej niewoli. Po powrocie wziął udział w trzech powstaniach śląskich i akcji plebiscytowej. Ukończył tylko niemiecką szkołę ludową; nie stać go było na dalszą naukę, ale luki uzupełnił samokształceniem.
Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski został dziennikarzem w Katowicach. Był m.in. radnym miejskim, redaktorem naczelnym katowickiej "Gazety Robotniczej", pełnił też funkcję prezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Był jednym z liderów antykomunistycznego skrzydła Polskiej Partii Socjalistycznej i radnym Katowic.
Po wybuchu II wojny światowej przedostał się przez Rumunię na Węgry. Wkrótce został prezesem Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech, był też jednym z reprezentantów polskiego rządu na emigracji. Przy cichym poparciu władz węgierskich organizował przerzuty Polaków do armii polskiej na Zachodzie.
Uratował, wyrabiając fałszywe dokumenty - na podstawie wystawianych przez duchownych fałszywych metryk chrztu - ok. 5 tys. polskich Żydów, którzy trafili na Węgry. Zorganizował też, przy współpracy z duchowieństwem, sierociniec dla żydowskich dzieci - dobrze zakamuflowany, bo działający pod szyldem sierocińca dla dzieci oficerów polskich.
Po wkroczeniu na Węgry Niemców przeszedł do pracy w konspiracji. Wydany przez Polaka, niemieckiego konfidenta, został aresztowany w lipcu 1944 r. i poddany gestapowskiemu śledztwu w więzieniu w Budapeszcie. Torturowany, nie wydał m.in. swego współpracownika Jozsefa Antalla. Został zesłany do niemieckiego obozu w austriackim Mauthausen, gdzie zginął rozstrzelany 25 lub 26 sierpnia 1944. Po wojnie władze PRL skazały Sławika na niepamięć. W 1990 r. pośmiertnie nadano mu tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. W 2001 r. bliski współpracownik Sławika w Komitecie Obywatelskim, Żyd Henryk Zvi Zimmermann przypomniał o jego dokonaniach. W Polsce pamięć o Sławiku przywróciła publikacja Grzegorz Łubczyka z 2003 r. "Polski Wallenberg. Rzecz o Henryku Sławiku", na podstawie której powstał dokument filmowy.
W 2004 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski nadał pośmiertnie Sławikowi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
W lutym tego roku został też odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego. Podczas uroczystości w Katowicach Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski uhonorowano również wtedy pośmiertnie Jozsefa Antalla.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|