Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Czasem mi wstyd
Witold Liliental
Aug 27, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


Od dziecka wychowywany byłem w poczuciu dumy, że jestem Polakiem i dumy z wielkiego wkładu Polaków do wszystkich dziedzin życia ludzkiego na świecie: kultury, nauki, bohaterstwa. Oczywiście, duma ta nie miała nic wspólnego z szowinizmem. Miłość do własnej Ojczyzny nie oznaczała pogardy, czy nawet niechęci do innych narodów, bądź innych kultur. Nie mogła też przesłaniać faktów mniej chlubnych, ani udawać, że nigdy nie miały miejsca. I chyba właśnie tym różni się miłość do Polski, którą mnie wpajano, od patriotyzmu tzw. "prawdziwych Polaków". Oni uważają, że Polska jest wybranym narodem bohaterów, męczenników bez skazy, najmilszym Bogu, z uwagi na tradycyjny katolicyzm, i po prostu lepszym od wszystkich innych. Nie przyjmują do wiadomości krytyki, choćby popartej dowodami, ponieważ w ich pojęciu jakakolwiek krytyka stanowi "kalanie własnego gniazda". Potrzebne im są zawsze symbole, fanfary. Widzą świat w kolorach czarnych bądź białych. Albo ktoś jest z nimi, albo przeciwko nim. Tertium non datur. Jeśli można im przypisać różne cechy, to jednej z pewnością im brak: zwykłej ludzkiej empatii w stosunku do tych wszystkich, którzy nie mieszczą się w kategoriach uznawanych przez nich samych. Jeśli ktoś nie zgadza się z ich punktem widzenia, jest okrzyczany zdrajcą, anty-Polakiem, masonem, Żydem albo komuchem.

A mnie czasem bywa wstyd właśnie za zachowania niektórych Polaków. Obchodziliśmy kilka dni temu dziewięćdziesiątą rocznicę Bitwy Warszawskiej, nazwanej przez endecję "Cudem nad Wisłą", w celu odebrania Józefowi Piłsudskiemu choć części chwały za zbawienny, świetnie zaplanowany manewr wojskowy. Bohaterstwo polskiego żołnierza ocaliło wówczas nie tylko Polskę, ale i resztę Europy przed zbrodniczym reżymem.

W Ossowie, gdzie rozegrała się decydująca bitwa, władze niedawno dowiedziały się o istnieniu zbiorowej mogiły 22 poległych żołnierzy ówczesnej Armii Czerwonej. Z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa powstał pomysł godnego upamiętnienia tego miejsca, spełnienia aktu dobrej woli w stosunku do Rosji, która była, jest i będzie naszym sąsiadem. Nawet patrząc z czysto pragmatycznego punktu widzenia, poprawa stosunków z Rosją leży w naszym interesie. Wszystko było przygotowane do uroczystości odsłonięcia skromnego pomnika z krzyżem prawosławnym i nazwiskami poległych Rosjan. Miał to być gest pojednania, tak jak gestem pojednania ze strony Rosjan był udział Władimira Putina w uroczystościach w Katyniu 7 kwietnia.

I znów, jak na Krakowskim Przedmieściu z krzyżem, poddano się presji kilkudziesięciu "prawdziwych Polaków", którzy nie dopuścili do odsłonięcia, krzycząc, że to hańba urągająca honorowi Polaków. Porozumienie Organizacji Kombatanckich z Krakowa też wysłało protest, twierdzący, że to policzek wymierzony Polakom. Jacyś jeszcze bardziej zacietrzewieni domagali się nawet… wymazania nazwisk żołnierzy rosyjskich i wyrycia polskich. Na nic zdały się tłumaczenia, że porozumienia międzynarodowe przewidują opiekę nad grobami poległych żołnierzy, bez względu na to, w jakiej armii walczyli.

Nie neguję, że żołnierze ci walczyli w armii bolszewickiej, która niosła pożogę i śmiertelne zagrożenie Polsce. Ale to byli zwykli żołnierze. Rosja była ich krajem, kazano im walczyć i walczyli. Może nawet wierzyli w hasła swojej rewolucji. Ale polegli. Przecież nikt tu nie stawia pomników Stalinowi, czy Tuchaczewskiemu. Na miłość Boską, czy po dziewięćdziesięciu latach nie stać nas choćby na wielkoduszność okazaną zwyciężonym przez zwycięzcę? Ciekawe, że według doniesień agencyjnych, protestujący wszyscy byli przyjezdni. Ponoć miejscowa ludność już od pewnego czasu zapalała lampki na mogiłach tych poległych Rosjan. Ale organizatorzy przestraszyli się głosicieli szowinizmu.

Pamiętam jak nas, Polaków, oburzały różne wypowiedzi i działania szowinistów ukraińskich, utrudniające odrestaurowanie Cmentarza Orląt Lwowskich. Tamci kierowali się takimi samymi pobudkami, ale ponieważ ich działania skierowane były przeciwko Polakom, potępialiśmy je. Po upadku Rosji Polacy i Ukraińcy, dążąc do niepodległego bytu, bili się o to samo miasto, które obydwie strony uważały za swoje.

Złości nas, gdy czytamy, że w Wilnie litewskie władze miejskie nie chcą zgodzić się an postawienie pomnika Józefa Piłsudskiego, ponieważ z ich punktu widzenia, on był najeźdźcą. Dla tych, którzy nie chcą iść nam na rękę z upamiętnieniem naszych żołnierzy mamy cały arsenał różnych epitetów. Ale jak przychodzi nam okazać odrobinę dobrej woli wobec byłego wroga, na poczekaniu znajdują się rodzimi szowiniści, gotowi walczyć do upadłego. Bo nam się należy, ale my komuś? Niedoczekanie!

Niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że ja w jakikolwiek sposób sympatyzuję z Armią Czerwoną z 1920 roku. Mój wujek, mając kilkanaście lat, uciekł z domu, żeby bronić Polski przed nawałą bolszewicką, walczył i był ranny. Jako syn oficera zamordowanego w Katyniu nie mam żadnych powodów, by sympatyzować z reżymem komunistycznym. Ale tu nie chodzi o system polityczny, ani o zbrodniarzy wojennych. W dzisiejszej Rosji są piękne cmentarze polskich żołnierzy w Katyniu, Charkowie, w Miednoje. Jaka krzywda, jaki despekt moralny może się stać Polakom z tytułu odsłonięcia skromnej mogiły z krzyżem prawosławnym i nazwiskami poległych krasnoarmiejców?

Wspomniałem tu o Katyniu. Obserwuję pewne dziwne zjawisko psychologiczne. Przez wiele lat Katyń był najważniejszym symbolem pamięci narodowej, naszego bólu. Niektórzy nawet chcieli zbrodnię katyńską nazywać ludobójstwem. Od chwili katastrofy pod Smoleńskiem, ludzie, którzy zginęli w wypadku lotniczym, stali się, przynajmniej dla PiS, ważniejsi, niż ci, który zginęli śmiercią męczeńską, zabici przez siepaczy NKWD.

Nie umniejszam bólu rodzin i przyjaciół po stracie najbliższych w katastrofie z 10 kwietnia, ale pamięć o ofiarach zbrodni katyńskiej została przyćmiona mitem o "bohaterstwie poległych" pod Smoleńskiem. Pisałem już na tych łamach, że śmierć w wyniku wypadku lotniczego nie czyni z nikogo automatycznie bohatera. Dziś przez całą Polskę przechodzi fala stawiania pomników, wmurowywania płyt, nazywania ulic i mostów nazwiskami ofiar katastrofy. Może się mylę, ale nie słyszałem jeszcze o żadnej ulicy Bohaterów Katynia w jakimkolwiek mieście. Mają oni swoją "dolinkę katyńską" i skromny pomnik na cmentarzu powązkowskim.

W Warszawie nie ma chyba żadnego pomnika ofiar Katynia na miarę narodową. Mnie i wielu innym członkom rodzin katyńskich nie są potrzebne ani nowe pomniki, ani nazwy ulic. Nie domagamy się niczego. Kto pamięta, nosi swoją pamięć w sercu. Bez oprawy, bez symboli, bez krzyku, bez żądań i bez szantażu.

Jestem dumny z bycia Polakiem, ale czasem mi wstyd.



© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy