|
Komentarze i pytania
merytoryczne do redaktora: Małgorzata Bonikowska webedytor@gazetagazeta.com
techniczne do webmastera: Tomek Kniat webmaster@gazetagazeta.com
|
| Poszukaj: |
|
|
 |
 |
Komentarze, opinie
Od dziecka byłem uczony, że, gdzie są dwie strony jakiegokolwiek sporu, musi się znaleźć autorytet przemawiający do rozsądku i łagodzący, a nawet rozstrzygający spór. Tak było w 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość. Nacjonaliści Dmowskiego nie darzyli sympatią Piłsudskiego, a Piłsudski nie akceptował wąskiej, chorobliwie ksenofobicznej ideologii endecji. Zakulisowo toczyły się ostre boje o władzę. Że osiągnięto kompromis dla dobra Polski należy zawdzięczać ogromnemu autorytetowi, jakim cieszył się Piłsudski, uznawany za bohatera narodowego. W tamtych dniach wspólnej radości z odzyskania niepodległości jeszcze potrafiono trzymać emocje na wodzy i nie pozwalać sobie na fanatyzm. Od niepamiętnych czasów, autorytety tradycyjnie były autorytetami i miały posłuch. Całkiem inaczej zachowywały się bojówki endeckie w 1922 roku po demokratycznym wyborze Gabriela Narutowicza na pierwszego Prezydenta Rzeczypospolitej. Zaślepione fanatyczną nienawiścią do Żydów, których posłowie głosowali za prezydenturą Narutowicza, stworzyły nagonkę, głuchą na wszelkie autorytety, której ukoronowaniem było zamordowanie pierwszego Prezydenta. Fanatyzm autorytetów nie uznawał. Wówczas to Julian Tuwim napisał słynny wiersz o pogrzebie Prezydenta, który w sposób pokrętny i niegodny strawestował Marcin Wolski w kwietniu bieżącego roku po katastrofie pod Smoleńskiem.
Państwo polskie otrząsnęło się z tragedii wówczas i wydawało się, że otrząśnie się obecnie. Mam nadzieję, że tak się w końcu stanie, ale nadszedł czas, by państwo zdobyło się wreszcie na zdecydowane uderzenie pięścią w stół i położenie kresu bezprawiu. Świat patrzy na Polskę i nie dowierza, że w demokratycznym państwie w centrum Europy, fanatyzm, otwarcie sponsorowany przez partię opozycyjną, nie tylko ma rację bytu, ale potrafi szantażować legalnie wybrane władze. A jeśli ktokolwiek, nawet cieszący się wielkim autorytetem, wypowie słowa prawdy, natychmiast obrzucany jest inwektywami i odsądzany od czci i wiary. Tak było z Andrzejem Wajdą, ikoną polskiej kinematografii, ponieważ powiedział, że to, co uprawiają fanatycy, jest wojną polsko-polską i przestrzegał przed nią. Jeden z największych autorytetów moralnych powojennej Polski, prof. Władysław Bartoszewski, od momentu skrytykowania prez. L. Kaczyńskiego, w sposób kulturalny i to wraz z innymi byłymi ministrami spraw zagranicznych, opluwany jest w nacjonalistycznej prasie w Polsce i w polskojęzycznych pismach wychodzących w Kanadzie. Małość autorów tych bluzgów przejawia się m.in. w uporczywym stosowaniu zwrotów obliczonych na poniżenie i wyśmianie, jak "maturzysta" czy "prof." w cudzysłowie. Ci mali ludzie prawdopodobnie nie wiedzą o tym, że największa sława polskiej matematyki, Stefan Banach, profesor Politechniki Lwowskiej i członek Polskiej Akademii Umiejętności, miał zaledwie jeden rok studiów na politechnice.
Norman Davies, angielski historyk zafascynowany Polską, zdobył sobie sympatię i wielki autorytet wśród Polaków dzięki propagowaniu prawdy o naszej najnowszej historii. I oto właśnie ten autorytet wypowiedział się kilka dni temu w wywiadzie, którego istotne fragmenty warto przytoczyć za Newsweekiem:
"PiS nie jest normalną opozycją, a sektą polityczną, posiadającą guru, misję i własnych świętych. To raczej ruch wywrotowy, który próbuje nie tyle polepszyć III RP, co ją zburzyć. Każda partia ma swoich »krzykaczy«, którzy obrażają i przesadzają, ale Don Palikot-Kiszot nie jest jedynym rycerzem walecznym na polu bitwy. Moim zdaniem źródła awantur trzeba szukać w jednej formacji (jeśli nie u jednego człowieka), która ruszyła do walki zaraz po wygranych wyborach w 2005 roku".
Davies twierdzi, że formacja ta rzuca najboleśniejsze zarzuty na przeciwników i równocześnie narzeka, że ona sama jest ofiarą "brutalnego ataku". - Nie wolno określać dawnych kolegów z Solidarności jako tych, którzy stoją "tam gdzie stało ZOMO" i jeszcze mieć pretensje do uczciwej debaty politycznej - dodaje.
Dalej profesor wspomina: "11 kwietnia staliśmy już z żoną godzinami przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. To właśnie ja, w kolejnych wywiadach dla CNN, BBC i innych anglojęzycznych stacji, mówiłem światu o wspaniałej solidarności narodu polskiego w żałobie. BBC World Service pokazywał te moje analizy co godzinę, chyba przez dwie doby. Bardzo mnie więc rani ostatni widok z tego samego miejsca, gdzie grupka fanatyków uderza w tę solidarność, forsując swoje dziwaczne poglądy i starając się wpływać na resztę Polaków". Czarno na białym. Nawet brytyjski profesor, znawca historii Polski nie mógł już trzymać ust zamkniętych!
Mógłbym wyrazić satysfakcję, że wypowiedź wybitnego profesora tak dokładnie zgadza się z moją własną oceną, ale daleko mi do zadowolenia. Jestem przekonany, że jest tylko kwestią dni, kiedy zaczną się ukazywać pierwsze artykuły szkalujące Normana Daviesa.
"Wojna o krzyż" jest niczym innym, jak szantażem politycznym. Wierutnym i niegodnym kłamstwem jest powtarzanie, że Bronisławowi Komorowskiemu zależy na tym, aby szybko wygasła pamięć o ofiarach katastrofy pod Smoleńskiem. Modlitwy pod tym krzyżem są tylko oprawą do utrwalania mitu o "zamachu" i spisku polsko-rosyjskim oraz manifestacji politycznych jednej opcji. Skandowanie "Jarosław!" nie stanowi części liturgii. Wiem z bezpośredniej relacji osoby, która przechodziła tamtędy kilka dni temu, że "obrońcy krzyża" zachowywali się agresywnie w stosunku do osób o rysach semickich. Padły tam nawet słowa o "rozpoznaniu i tak tych wszystkich Żydów, nawet, jeśli sobie włosy ufarbują na jasno". Prezydenta, który po zaprzysiężeniu odwiedził pałac prezydencki, powitały ze strony tych ludzi krzyki: "Zbrodniarzu, Żydzie, won z pałacu!"
Do takich fanatyków, wspieranych otwarcie przez PiS i jej wodza, żaden autorytet nie dotrze. Oni teraz żądają od rządu gwarancji na piśmie, że stanie tam pomnik. Czy ta grupka opętanych nienawiścią fanatyków ma być stroną do negocjacji z rządem? Rząd wyraźnie powiedział, że będzie godne upamiętnienie ofiar katastrofy, ale w wyniku otwartego konkursu. Szantaż prowadzony przez tę grupkę, z wykorzystaniem symbolu religijnego, przy desinteressement albo cichym poparciu różnych hierarchów Kościoła wywołuje tylko protest tysięcy ludzi, którzy chcą żyć w normalnym państwie prawa. Wśród takiej masy zawsze znajdzie się grupka rozrabiaków i chuliganów, co z lubością eksponowała jeszcze kontrolowana przez PiS Telewizja. Polska polityka, zamiast zajmować się problemami gospodarczymi, zmuszana jest przez opozycję do zajmowania się kwestią krzyża i "zamachu", z których PiS uczyniło wspólny temat priorytetowy. A ja z daleka obserwuję i zastanawiam się, kiedy powrócimy do normalności i kiedy do tamtej strony dotrą głosy autorytetów.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|
|
 |
|