Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Posucha mimo urodzaju
Małgorzata P. Bonikowska
Aug 20, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Zapiski na gorąco


Johna boli gardło i czuje, że łamie go w kościach. Ma gorączkę, kaszel. Grypa, ani chybi. Nie pomagają domowe metody. Mary ma coraz bardziej nasilające się bóle żołądka. Nie, to nie wyrostek, bo nie ma go już od 25 lat. Może wrzody, bo jej życie jest pełne stresów. Co robić w tych przypadkach? Iść do Emergency w pobliskim szpitalu? Ponieważ to nie bóle mostkowe ani krwotok, oboje spędzą tam co najmniej 8 godzin, a może i dłużej. A zresztą, co za pomysł, żeby z grypą czy bólami żołądka zwracać się do pogotowia? Każda wizyta tam kosztuje podatników grube dolary... Ale co czynić? Ani John ani Mary nie mają lekarza rodzinnego, ponieważ w ontaryjskim miasteczku X, w którym mieszkają, nie ma lekarzy, przyjmujących nowych pacjentów, a oboje kupili tam domy w ciągu ostatnich 5-8 lat. Jedyna w 30-tysięcznym mieście klinika typu "Walk-In" pęka w szwach. Kiedy są wolni po pracy, nie ma szans na wizytę u lekarza.

W mieście X jest piękny, nowoczesny szpital. Znakomita aparatura, przestronne sale i korytarze, doskonale wyposażona sala operacyjna. Praca w takich warunkach musi być przyjemnością. Okolice miasta X są piękne - przyjeżdża tu wielu turystów, żeby podziwiać widoki o każdej porze roku. W lecie woda, lasy, trasy do wędrówek, farmy ze świeżymi produktami, jazda konna. Zimą narty. A jesień - szaleństwo barw... Domy ciągle niezbyt drogie, sklepy te same co w wielkiej torontońskiej metropolii, tyle że ceny niższe i jakość wyższa. I setki mieszkańców, oczekujących na jakiegokolwiek lekarza, który zdecydowałby się otworzyć tu praktykę. Koszty byłyby minimalne - są lokale po poprzednich lekarzach. Nie trzeba wydawać na reklamę - od chwili pojawienia się tu i otwarcia gabinetu lekarz w X miałby dosyć pacjentów do końca życia.

A jednak... Los Johna i Mary z X dzieli wielu mieszkańców Ontario, tej największej i najważniejszej gospodarczo prowincji Kanady - nie mają dostępu do stałego lekarza, który zająłby się ich zdrowiem. Takich miejsc jak X jest w Ontario ponnad setka i nie wszystkie znajdują się na odizolowanej od świata północy. Z X do Toronto jest niespełna 70 km ze znakomitym dojazdem autostradami lub licznymi alternatywnymi trasami w razie korków.

Lekarze chcą pracować mniej, bo przecież zarabiają nieźle. Stać ich. Są w dodatku różne przypadki - czasem czas jest ważniejszy niż pieniądze. Lekarz z miasta X David R., który do niedawna poza pracą w pogotowiu w szpitalu miał praktykę w mieście, zrezygnował z niej. Tłumaczy mi, że koszty prowadzenia kliniki były coraz wyższe, coraz więcej biurokracji, problemów administracyjnych. Teraz pracuje tylko w pogotowiu. Bierze więcej dyżurów, bo pieniądze są też niezbędne - ma czworo dzieci, z czego dwoje niepełnosprawnych. Ale kluczem jest czas - musi mieć dla nich więcej czasu, bo dorastają i trzeba im ojcowskiej ręki. Zamknięcie jego praktyki pozostawiło na lodzie - bez lekarza rodzinnego - setki mieszkańców X. Nie mają dokąd pójść.

W skali prowincji, nowych pacjentów przyjmuje obecnie o 18 proc. mniej lekarzy niż rok temu. Za chwilę wielu przejdzie na emeryturę. Statystyki podają, że takich, do których można się jeszcze zapisać, jest bardzo niewielu.

A przecież to właśnie w Ontario osiedla się najwięcej nowych przybyszy do Kanady. Mają dzieci, potrzebują opieki lekarskiej. Dokąd mają pójść?

Słyszy się głosy, że lepiej byłoby, gdyby lekarze zarabiali mniej. Nisko zarabiający przedstawiciele służby zdrowia to część krajobrazu medycznego Polski. Do czego to doprowadziło? Do łapówkarstwa, korupcji, negatywnej selekcji do zawodu. Chyba nie tędy droga.

Rozwiązaniem nie jest także wprowadzenie prywatnego sektora w służbie zdrowia. Znamy ten tzw. "two-tier system" z Polski. Każda prywatna klinika czy szpital to magnes odciągający dobrych lekarzy z państwowych szpitali, powodujący, że szpitale te schodziły coraz bardziej na psy. Trudno zaakceptować dwa systemy, oddzielone od siebie jedynym kryterium - grubością portfela. Tę ideę popierali zawsze tylko ci, których portfel nie świecił pustką. Już chyba lepiej, żeby o długości czekania na zabieg czy badanie decydowało to, jak poważna jest choroba, a nie ile kto może zapłacić.

Do dzisiaj rząd Ontario nie może poradzić sobie z problemem braku lekarzy. Mówi się, że korzenie kryzysu tkwią w latach 90., kiedy rząd NDP obciął drastycznie liczbę miejsc na wydziałach medycznych. Potem były dwie kadencje konserwatystów - i co? Teraz liberałowie próbują to odkręcić, deklarując miliony dolarów na zwiększenie liczby studentów, ale przecież efekty tego będą odczuwalne dopiero po latach, kiedy ci młodzi ludzie staną się absolwentami akademii medycznych. A potem - kto wie, czy trafią do takich miejsc jak miasto X, czy też może otworzą kolejny gabinet w Toronto.

Wielkim, przebogatym potencjałem, jakim dysponuje Kanada, są imigranci. Iluż lekarzy dałoby wiele, żeby móc spokojnie i dostatnio żyć w miasteczku X, mając dostatnie życie, dobre warunki pracy, dostęp do nowoczesnego szpitala i masę złaknionych medycznej opieki pacjentów!

Kiedyś dawno temu, kiedy przeprowadzałam wywiad z ówczesnym świeżo upieczonym liderem opozycji liberalnej Daltonem McGuinty'm, dyskutowaliśmy właśnie o problemie torontońskich taksówkarzy z doktoratami, weterynarzy-imigrantów, którzy nie mają prawa nawet praktykować jako wolontariusze w gabinetach kanadyjskich kolegów po fachu, żeby zdobyć owo magiczne "Canadian experience" przed przystąpieniem do egzaminów. Mój rozmówca wydawał się wtedy dość słabo zorientowany w skali problemu. Teraz minęło kilka lat, kolejne rządy torysów; teraz on i jego partia są u władzy. Już wiadomo, że temat ten MUSI zostać potraktowany priorytetowo. Czy dzieje się dosyć w tej kwestii?

Kryzys dotyczy też wielu innych profesji - inżynierów, nauczycieli.

Rząd rządem, a ostateczne decyzje należą do tzw. licencing/regulatory bodies - stowarzyszeń profesjonalnych, takich jak Ontario College of Physicians czy College of Veterinarians of Ontario. To takie państwa w państwie, a raczej imperia, które decydują kto i na jakich warunkach może zostać dopuszczony do żłobu. Rząd może z nimi tylko dyskutować, ale nie może im niczego nakazywać. Od lat krytykowane są ich metody przyjmowania ludzi z często wieloletnim zagranicznym doświadczeniem i nierzadko tytułami naukowymi, do grona wybrańców mających prawo wykonywania swego zawodu w Ontario.

Czy jest jakiś sposób na to, by przebić się przez magmę biurokracji i inercji wielkich organizacji, szybko, nie czekając, aż kolejni wysoko wykwalifikowani imigranci stracą wiarę w swoje możliwości i z rezygnacją zaakceptują to, że rozwożą pizzę czy sprzątają czyjeś domy, a mieszkańcy miast takich jak X znowu odwiedzą pogotowie, zamiast pójść z bólem brzucha do swego lekarza rodzinnego?

Kraj i prowincja imigrantów powinny mieć ten problem rozwiązany już dawno. Robi się kolejne kroki, powołuje kolejne komisje i grupy eksperckie, a nadal nie ma całościowego, efektywnego planu. A pacjenci czekają...

© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy