Zdrowe ciało, zdrowy duch
Jak obiecałam tydzień temu dziś kilka myśli do przyswojenia na temat tego co dobrze jest wiedzieć jeśli mamy zamiar zostać z partnerem na zawsze.
Żeby sobie zaoszczędzić zbędnych złudzeń i nadziei proszę sobie uświadomić, że nie ma dla nas, gdzieś tam w świecie wielkim i szerokim, idealnego partnera. Przynajmniej nie w sensie bajki: jeśli się znajdzie właściwego partnera to wszystko ułoży się dobrze i jak w bajce właśnie.
Dobre związki nie zdarzają się same z siebie, dobre związki to efekt codziennej pracy ludzi, którzy są zdeterminowani, uznając kolejne "problemy" za zwyczajne, kolejne sprawy do rozwiązania we dwójkę.
Kiedy więc opadnie romantyczna zasłona aktu pierwszego proszę się przygotować do stawienie czoła realnemu życiu ze wszystkimi jego zakrętami i dołkami, bo przecież droga przez życie nigdy nie jest gładką autostradą.
Klucz sukcesu w takim właśnie rozwiązywaniu kolejnych supełków życia we dwójkę, to dobra komunikacja. Nie można przecenić dobrej komunikacji pomiędzy partnerami związku. Rozmowy, słowa kreują pomiędzy ludźmi więź, empatię, tworzą jakże cenną intymność. Nie żałujmy więc słów, nie skąpmy naszych myśli i odczuć w kontaktach z partnerem, bo tworzy to jedyną w swoim rodzaju więź, cementującą związek.
Proszę pani, usłyszałam kiedyś w swoim gabinecie, kiedy mój mąż po raz pierwszy opowiedział mi bardzo smutną historię swego dzieciństwa, nie tylko zrozumiałam niektóre jego raniące mnie zachowania, ale zobaczyłam w nim tego maltretowanego przez życie i dorosłych chłopca. Płakałam słuchając go i jeszcze nigdy przedtem nie czułam takiej bliskości z nim, mimo że za nami 35 lat pożycia i trójka odchowanych dzieci.
Dobrze jest stworzyć sobie własny zwyczaj otwartej rozmowy, nie muszą to być wcale te ważne i bolące sprawy, może to być poranna kawa w niedzielę, gdzie jest miejsce i czas na serdeczną rozmowę o tym wszystkim, czym wypełniony był nasz tydzień.
Inny ważny punkt programu udanego związku to regularny "przegląd techniczny". Jak i każda inna maszyna by pracować bez zarzutu, związek wymaga pewnej troski, zadbania o ewentualne nawarstwiające się małe usterki.
Terapeuci małżeńscy zalecają ustalenie czasu, może raz na kwartał, kiedy to oboje z partnerów będą mieli szanse wyrazić swoje opinie na temat tego co zdaje egzamin i działa dobrze, a co wcale nie.
Nie ma nic gorszego dla związku jak nawarstwiające się całymi latami nierozwiązane konflikty, kiedy czujemy się ignorowani, niedoceniani, odsuwani od tego, co ważne dla partnera, a co z czasem narasta do poważnej kwestii. Pytanie "jak nam się udaje nasze małżeństwo?" zadawane sobie nawzajem raz na jakiś czas pozwoli uchwycić kwestie zapalne nim jeszcze ogień nieporozumienia nie zniszczy czegoś nieodtwarzalnego. Proszę wszystkiego nie zbywać brakiem czasu i pośpiechem życia, zbyt ważne jest to co dzieje się w naszych związkach, wyznaczmy sobie czas, stwórzmy przestrzeń, w jakiej możemy sobie szczerze i otwarcie opowiedzieć o tym, jak postrzegamy nasz związek.
Oto inny z życia wzięty przykład: żona zawsze znalazła okazję, by poważne sprawy naszego związku zostały gruntownie omówione, nie miałem nic przeciw, ale kiedy do tego dochodziły jej kobiece uczucia i emocje, to wszystko traciło sens. Nie umiałem tak rozmawiać, dopóki trzymaliśmy się faktów, rozmawiałem, ale kiedy przychodziły łzy, odwracałem się i wychodziłem z domu. Jednego takiego dnia żona powiedziała: nie odchodź, muszę ci powiedzieć co ja czuję, nie odchodź, bo nie będziesz miał do kogo wrócić. Zignorowałem to i wyszedłem z domu. Kiedy wróciłem po paru godzinach, jej już w domu nie było, wyjechała do swojej siostry, zobaczyliśmy się dopiero na sprawie rozwodowej w sądzie.
Nie szkodzą wcale małżeńskim konwersacjom emocje i uczucia, lepiej być uczuciowym niż racjonalnym. Z zasady przecież swojej związki międzyludzkie są związkami uczuć, jakie żywimy do siebie nawzajem.
Nie wzbraniajmy się przed stwierdzeniami: czuję się zagrożona, kiedy ty..., zaczynam się bać, kiedy ty..., martwi mnie bardzo kiedy ty... a dopiero potem wytoczmy argumenty faktów.
Jednym z podstawowych zadań, jakie sobie stawiam w pracy z parą, to pokazanie im, że żaden z konfliktów małżeńskich nie będzie rozwiązany, jeśli dialogom towarzyszyć będzie myśl przewodnia: to ja muszę wygrać, to moje musi być na wierzchu. Ponieważ kwestią podstawową związku są nasze ludzkie uczucia, nie ma uczuć złych i dobrych, nie ma też sensu "wygrywanie", bo zupełnie przecież nie o to chodzi!
Kiedy takie współzawodniczenie zdominuje związek przegrać muszą obie strony, nie ma innego rozwiązania. Wygrana jest tylko wtedy, kiedy wygrywają oboje i trzeba to sobie dobrze, oj, bardzo dobrze uświadomić.
Proszę jednak nigdy nie stracić z punktu widzenia i z punktu odniesienia oczywistego faktu: to my sami odpowiedzialni jesteśmy za to, jak odczuwamy zdarzenia życia i zdarzenia naszego związku. To nie wydarzenia, ale nasze ich interpretacje determinują nasze uczucia, to, jak się czujemy.
Nie oczekujmy od naszych partnerów, że spełnią wszystkie nasze oczekiwania, wypełnią sobą i swoją obecnością cały nasz osobisty świat ze wszystkimi jego zakamarkami. Nie może całość naszego życia sprowadzać się tylko do relacji z partnerem. Dla zdrowia i higieny związku miejmy trochę życia dla siebie tylko, dbajmy o przyjaźnie, pielęgnujmy własne zainteresowania.
W niedawno przeczytanej książce "First Come Marriage" autorstwa Revy Seth, znalazłam godną polecenia myśl: "Dlaczego twój partner miałby być twoim najlepszym przyjacielem? Czyż nie lepiej jest mieć i męża i przyjaciela?" Myślę, że jest to dobra rada dla każdej pary.
Wanda Kasprzycka - psychoterapeuta
Tel./faks 705 898-2994. Adres e-mailowy: kasprzycki@rogers.ca. Zapraszam do dyskusji, dzielenia się swoimi przemyśleniami, proszę o sugerowanie tematów.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|