|
Komentarze i pytania
merytoryczne do redaktora: Małgorzata Bonikowska webedytor@gazetagazeta.com
techniczne do webmastera: Tomek Kniat webmaster@gazetagazeta.com
|
| Poszukaj: |
|
|
 |
 |
Komentarze, opinie
Od lat w swoich felietonach jasno wyrażam swoje stanowisko w wielu sprawach, jak i swoje sympatie polityczne. Próbuję jednak zawsze tak dobierać słowa, żeby nie urazić ludzi, a tylko krytykować ich czyny. Dziś nadal będę usiłował zmieścić się w tych ramach, jednakże i u mnie emocje mają prawo wzbierać, bowiem sytuacja jest nabrzmiała i krytyczna. Tak więc, pewnych rzeczy nie da się wypowiedzieć w sposób ugrzeczniony, jeśli ta druga strona przyzwoitością bynajmniej się nie kieruje.
We wtorek 3 sierpnia polska demokracja poniosła dużą porażkę. Okazało się, że rządzi ulica, odgórnie sterowana politycznie, a podburzana przez małą grupę fanatyków, wśród nich osób wcześniej skompromitowanych haniebnymi ksenofobicznymi wypowiedziami. A władza okazała się być niezdolna do zdecydowanego działania, by ukrócić warcholstwo.
Nikt mi nie wmówi, że "obrońcy krzyża" kierują się patriotyzmem i wiarą. To jest zwykła akcja polityczna, której wtóruje i kibicuje mało świadomy, podburzany i rozfanatyzowany tłumek. Widziałem i słyszałem w Internecie rozmowy z nimi. Powtarzają, jak mantrę, wersję o "spisku". Padają tam wypowiedzi, że obecnej władzy, rzekomo potomkom luminarzy z okresu stalinowskiego, jeszcze jest za mało krwi spod Smoleńska i potrzeba jej więcej. Słyszałem oskarżenie o celowe poświęcenie swoich ludzi - pasażerów Tupolewa spoza kręgów PiS - żeby zamordować Lecha Kaczyńskiego i że przecież Stalin tak robił. Jak takie słowa licują z deklarowanym w każdym zdaniu przywiązaniu do Kościoła katolickiego? Ponadto, totalnym absurdem jest oskarżanie prezydenta-elekta Bronisława Komorowskiego o zamiar spowodowania, by pamięć o ludziach, którzy zginęli w katastrofie szybko przeminęła. Z jakiej racji miałoby mu na tym zależeć? Przecież pod Smoleńskiem zginęli również i jego przyjaciele polityczni i osobiści.
Wśród "obrońców krzyża" występował niejaki Eugeniusz Sendecki, ten sam, który dwa lata temu organizował akcję "wykopania Bronisława Geremka z Powązek". Pogratulować tylko wyboru autorytetu moralnego wśród przywódców wtorkowej akcji. Był on tam zresztą w doborowym towarzystwie. Jak doniosły media, wśród tłumu zjawili się Leszek Bubel i Kazimierz Świtoń i rozdawane były ulotki o "kryptożydach". Ciekawe, że ten wątek pojawia się zawsze tam, gdzie działają elementy obnoszące się ze swoim "patriotyzmem" i "katolicyzmem".
Wyraźnie na tych łamach pisałem, że nie wierzę w żadną autentyczną przemianę prezesa PiS. Dziś już nikt nie powie, że byłem w błędzie. Przedzierzgnięcie się w baranka potrzebne było na czas kampanii wyborczej. Ale szala zwycięstwa została przeważona głosami ponad miliona Polaków na korzyść Bronisława Komorowskiego, z czym prezes nie pogodził się do tej pory. I tutaj leży sedno burzy politycznej, jaka rozszalała w naszym kraju z siłą niespotykaną od czasu odzyskania niepodległości. To już nie jest zwyczajna opozycja patrząca rządowi na ręce. Wódz PiS przyjął nową strategię, polegającą na przedstawianiu rządu i demokratycznie wybranego prezydenta jako wrogów Polski, winnych przynajmniej moralnie, a może i bezpośrednio tragedii z 10 kwietnia. Publicznie głosi, że rząd ten jest niegodny i powinien ustąpić. Jego pretorianie powtarzają zupełnie haniebne i bezpodstawne oskarżenia, a doły partyjne celowo wytwarzają atmosferę niemalże antypolskiej, neokomunistycznej dyktatury, której Polacy-patrioci mają moralny obowiązek się przeciwstawić. "Obrona krzyża" jest elementem tej politycznej gry, zresztą jawnie popieranej przez PiS. Jest to gra nadzwyczaj niebezpieczna, bowiem godzi w same podstawy polskiej demokracji. Podburzanie tłumów służy obalaniu władzy, jeśli nie można zmiany dokonać na drodze procesu demokratycznego. Przypominają się rokosze z okresu I Rzeczypospolitej. Tyle że z patriotyzmem nie ma to nic wspólnego. W procesie podburzania wykorzystuje się symbole i hasła religijne i łatwo osiąga się rozhisteryzowanie tłumu.
Prezes PiS wyszukuje i stwarza konflikty, chcąc jak najdłużej utrzymać stan wrzenia i wzburzenia "prawdziwych Polaków" na rzekomo antypolski rząd. Zapomniał on jednak, że to właśnie ten rząd, ten Tusk i ten Komorowski po tragedii smoleńskiej zrobili wszystko, by zorganizować godne uroczystości pogrzebowe, że to oni, aby uniknąć konfliktów w momencie szoku i przerażenia, nie podnieśli sprzeciwu, kiedy Jarosław Kaczyński zażyczył sobie, by zmarły prezydent był pochowany na Wawelu, co wzbudziło wiele kontrowersji. To właśnie Platforma Obywatelska zachowywała się zgodnie z atmosferą żałoby, natomiast PiS od pierwszego dnia przystąpił do zagospodarowywania katastrofy dla celów politycznych. Chyba nikt nie zapomniał o filmie Jana Pospieszalskiego, w którym już w dzień po tragedii oskarżano polskie władze o spisek i nie pokazano ani jednej wypowiedzi przeczącej temu.
Rozumiem, bo sam podzielam frustrację z powodu trudności napotykanych przez polskich śledczych we współpracy ze stroną rosyjską. Trzeba jednak spojrzeć trzeźwo. Może były niesprawne urządzenia na wieży w Smoleńsku, może nie działały wszystkie oświetlenia na pasie startowym, na pewno były inne zaniedbania. Ale bezpośrednią przyczyną tragedii była mgła i fakt, że samolot jednak, pomimo ostrzeżeń z wieży, podjął próbę lądowania. Wszystkie inne czynniki mają przy tym fakcie znaczenie drugorzędne. Ale do fanatyków fakty nie docierają.
Krzyż ustawiony przez harcerzy bezpośrednio po katastrofie miał jednoczyć ludzi. W tamtych dniach było autentyczne skupienie, powaga, szok i wierzę, że szczera modlitwa. Ale od wielu tygodni pod tym krzyżem odbywały się wiece z okrzykami "Jarosław!", "Zwyciężymy!" i pokazywaniem znaku V palcami. Czyli wykorzystanie miejsca i krzyża do manifestacji politycznej jednej z opcji, w dodatku nastawionej nienawistnie do demokratycznie wybranego rządu i nowego prezydenta. Żałoba oficjalna minęła. Żałobę nosi się w sercu, a nie manifestuje na pokaz. Charakterystyczne jest, że rodziny osób spoza kręgów PiS, które zginęły w Tupolewie, jakoś nie potrzebują utrzymywania tego krzyża na ulicy, która w końcu jest miejscem publicznym. Sam jestem za wmurowaniem tam jakiejś tablicy upamiętniającej tragedię i wszystkie osoby, które w niej zginęły. Ale nie można w nieskończoność okupować chodnika i odstawiać tam mityngów politycznych, polegających na manifestacji nienawiści, pod pozorem religii i patriotyzmu. Nawet Kościół katolicki stwierdził, że krzyż ten wykorzystywany jest w celach zgoła niereligijnych.
Napisałem, że demokracja poniosła porażkę. "Obrońcy" podkreślają, że Bronisław Komorowski jeszcze nie został zaprzysiężony i że nie jest godny tego urzędu. Zachłyśnięci "zwycięstwem" organizatorzy awantur na Krakowskim Przedmieściu mogą pokusić się o przystąpienie do realizacji następnego etapu, czyli dalszych żądań politycznych, wymuszanych siłą ulicy. I taka wizja jest przerażająca.
(8 sierpnia)
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|
|
 |
|