Komentarze, opinie
Taki to już wiek, kiedy w liczbie lat zmienia się kolejna cyferka na początku, już nie 2, już nie 3, nawet już nie 4, ale 5... To przecież dalej niż półmetek, chyba że ktoś szybko wymyśli sposób na wydłużanie tej naszej ziemskiej przygody. Kto wie... Tyle już wydarzyło się za naszego życia rzeczy nie tak dawno uważanych za niemożliwe. Więc może...
Ale dopóki coś takiego się nie wydarzy, że będzie można myśleć o perspektywie 100-120 lat, mając 5 na początku, jesteśmy już za półmetkiem, nie ma co ukrywać.
Czytamy czasem, że jakieś zjawisko, np. astronomiczne, kolejny raz pojawi się dopiero za kilkaset lat. Nieprzyjemnie jest myśleć o tym, że coś już na pewno nie wydarzy się za naszego życia... Dlatego trudno mi zawsze było wykrzesać z siebie zapał do myśli o sadzeniu drzewek - wszak nie mam szans by zobaczyć je jako ogromne drzewa o grubych pniach. Na to potrzeba 50-60 lat, a przecież wtedy już mnie tu nie będzie.
Ostatnio znowu w podróżach po internecie natrafilam na film Marcela Łozińskiego, słynnego dokumentalisty, pt. "A gdyby tak się stało" (film ten był w 2008 roku o krok od nominacji do Oscara w kategorii krótkich dokumentów - znalazł się wśród ośmiu finalistów przed nominacją). To jakby część druga, coś w rodzaju kontynuacji jego obsypanego nagrodami dokumentu "Wszystko może się przytrafić" (1995), w którym jego 6-letni synek Tomek, jeżdżąc po skąpanym w słońcu parku na hulajnodze, zatrzymuje się przy siedzących na ławkach starszych ludziach i, w jakiś magiczny sposób zaskarbiając sobie ich zaufanie, staje się słuchaczem ich opowieści. Jego dziecięco szczere pytania o samotność rozmówców, o ich strach przed śmiercią, o przeszłość, przemijanie, znajdują równie szczere odpowiedzi. W drugim filmie Tomek ma 18 lat, jest człowiekiem już dorosłym i wraca w te miejsca, gdzie jako sześciolatek słuchał zwierzeń tych ludzi. Ma świadomość, że ich już nie spotka, że tych ludzi już nie ma. Zamiast nich spotyka siebie, tego sprzed 13 lat, pełnego ufności, beztroski, radości. Dzisiaj już nie jest taki - dzisiaj już wie, już ma za sobą refleksje, które nie napawają go wcale optymizmem.
No właśnie, tych ludzi, którym mały naiwnie szczery chłopczyk zadawał pytania: "Czy boi się pan śmierci?", "Czy będzie pani jeszcze żyć, jak ja będę miał tyle lat co pani?", "Dlaczego pani jest sama?"- już nie ma. W filmie "A gdyby tak się stało" spotykamy puste miejsca na ławkach, gdzie siedzieli. Tomek też ma w sobie pustkę po złudzeniach, które wtedy, przed laty jako dziecko, miał, wierząc, że "wszystko może się przytrafić".
Jakoś nie sposób nie myśleć o tym, kiedy jadąc smochodem po pozamiejskich drogach widzie sę już piewsze złotożcxzerwoen plamy na zielonych koronach drzew. Właśnie ten moment przechodzenia z rozbuchanego lata w melancholijną jesień jest dla mnie zawsze przypomnieniem przemijania. Schodzimy aleją w dół, w coraz bardziej ocienioną część ogrodu, zostawiając za sobą złudzenia, beztroskę i tę niepohamowaną ciekawość tego, co będzie za następnym zakrętem. Nie możemy już zawrócić, ani zmienić drogi, bo nie ma już bocznych alejek.
Czy to wszystko jest powodem do zmartwienia i smutku? To zależy, jak widzimy ten nasz spacer przez ogród, jakie nadajemy mu znaczenie, do jakiego stopnia pogodzeni jesteśmy z nieuchronnością jego zakończenia. Kiedy mijamy półmetek, uświadamiając sobie, że nie możemy już myśleć, iż ciągle jest przed nami - przynajmniej teoretycznie - "drugie tyle", to pierwszy moment, kiedy aleja zaczyna prowadzić w dół i rozświetlony słońcem ogród nabiera cienia. Ale przecież w cieniu rosną też piękne kwiaty, przypominamy sobie wiadomości z książek o ogrodnictwie. Czas przyjrzeć się tym właśnie, dotychczas zupełnie nie branym pod uwagę roślinom, zbadać ich odmiany, poznać ich bogactwo.
Tymczasem dalej, na co dzień, gramy w grę, której na imię "tu i teraz", jakby nie trzeba było myśleć o tym, że każdy krok oddala nas od wejściowej bramy do ogrodu i zbliża do tej dalekiej (a może całkiem bliskiej?), pogrążonej w cieniu, z której jest tylko jedna droga - na zewnątrz. I tylko chwile, kiedy ktoś wychodzi za tę zacienioną bramę, albo kiedy przeczytamy o tym, że już nigdy nie zobaczymy takiego czy innego zaćmienia słońca, bo następne będzie za 100 czy 200 lat, na chwilę każą nam przerwać to, co robimy i pomyśleć o tym, o czym rozmówcy małego 6-letniego Tomka mówili z trudem, z obawą, z wahaniem.
Najbardziej przerażające jest, kiedy przez bramę zostają przepchnięci bezpardonowo tacy jak filmowy Tomek, przed którymi powinny być jeszcze długie kilometry drogi w słońcu i jasności. Wymyka się to spod jakichkolwiek prawideł i racjonalnego rozumowania.
Z zatem nic nie gwarantuje nam spokojnego dobrnięcia do horyzontu. Pamiętajmy o tym, bo tylko pamiętając możemy prawdziwie doceniać każdy dany nam moment i nie marnować żadnego z nich.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|