Historia mało znana
Che (dokończenie)
Władysław Pomarański
Aug 12, 2010 |
> Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem |
|
Skąd ta pamięć, ba, szaleńcze zafascynowanie tym człowiekiem nawet dzisiaj, w prawie pół wieku po jego śmierci?
|
Chyba adekwatnej odpowiedzi na to pytanie nie da się znaleźć. Jakiś wgląd w to zjawisko może nam dać analiza lat sześćdziesiątych XX w. Odstawiając lata wojen światowych na bok, lata sześćdziesiąte prawie na całym świecie były latami najbardziej burzliwymi w 20. stuleciu. To lata triumfu rewolucji na Kubie, dekolonizacji Afryki, wojny w Kongo i w Wietnamie, interwencji wojsk komunistycznych w Czechosłowacji, zakończenia II Watykańskiego Soboru, który znacznie zmienił oblicze Kościoła katolickiego. Tym dramatycznym wydarzeniom politycznym i religijnym towarzyszy rewolucja obyczajowa, jakiej świat dotychczas nie widział. Radio i telewizja wreszcie obalają bariery komunikacyjne, więc to co dzieje się na świecie, dzieje się na oczach wszystkich. To czas swobody seksualnej, kuntrkultur, narkotyków, mocnego uderzenia The Rolling Stones i The Beatles. Młodzież po raz pierwszy masowo wyrwała się ze shierarchizowanego świata dorosłych z własną obyczajowością, kultem młodości, językiem, muzyką, modą, stylem życia i własnym pojmowaniem wartości życiowych. Ta niesforna młodzież szukała swego idola, swej osobowej personifikacji. Znalazła go w Che. Chociaż miał 39 lat, w chwili śmierci wyglądał dużo młodziej, bo to twarz z zarostem prawie dziecięca, zawadiacki i niechlujny styl noszenia się, pogarda dla wody do mycia się (już w szkole podstawowej nosił przydomek chancho - wieprzek - z tego powodu), rozchełstana oliwkowa bluza, czarny młodzieżowy beret wszystko to go upo-dobniało do młodych, był akceptowany jako jeden z nich. Myślę, że odszedł z życia w odpowiednim momencie, zanim nabrał nawyków aparatczyka, że jego rozstrzelanie bez udowodnienia winy i niemrawe skrywanie tego faktu dodało mu auroli męczennika idei. Odszedł wcześniej nim zaczęła narastać świadomość ideologicznej klęski komunizmu na Kubie. Za krótko tam rezydował, by zebrać majątek i wpaść w w rutynę typowego bogatego kapitalisty, jak to się stało z braćmi Castro. Przy takim stopniu idealizacji zapominano o jego zbrodniach, mordowaniu wszy-stkich, którzy nie myśleli tak jak on. Zresztą te fakty były kryte przed światem w hermetycznie zamkniętym kraju. Do dziś w kilku małych społecznościach w Południowej Ameryce uważa go się za świętego i ludzie modlą się do niego. A więc w mentalności młodych zapisał się jako ofiara wzniosłej sprawy, męczennik ideowy, apostoł wolności, szlachetny buntownik, idealista, lekarz pomagający bezinteresownie najbiedniejszym. Był Argentyńczykiem, związał się z Kubą, a więc był internacjonalitą, sam identyfikował się jako "proletariusz świata", a to był bardzo chwytliwy dla młodych uszu slogan. Na barykadach studenckich nowych czasów jego portret i jego powiedzenia jak np. "bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego", choć dość idiotyczne, były nośnymi hasłami. Nawoływał do nienawiści, co też chwytało młodzież, szczególnie dzieci ludzi bogatych, którzy identyfikując się z nim, robili na złość mamie i tacie. Fenomen tego szaleństwa na punkcie Che jest największą mistyfikacją epoki, mistyfikacją, która się jeszcze nie skończyła i przelała się na XXI wiek. To jedno z największych kłamstw czasów współczesnych.
W Polsce Che nigdy nie był tak popularny jak na Zachodzie. Nasza młodzież była w latach 60-tych podobna do zachodniej, walczyła jednak o swoją niezależność nie z ideami, ale z realem: komunizm w Polsce kruszył się i zaczął po prostu śmierdzieć. Młodzi, a szczególnie studenci, uznali, że muszą mu się mu przeciwstawić, by zachować godność własną. W roku 1968, gdy młodzież świata szalała, polscy chłopcy i dziewczyny zakrywali głowy przed pałkami władzy ludowej. Był to rok przełomu, był to rok, kiedy cały naród wreszcie zrozumiał, że władza jest wrogiem narodu i prędzej czy później musi upaść. Tylko niektórzy, którzy mieli kontakty zagraniczne, legalne czy nielegalne, słyszeli o Che, gromadzili jego portrety, plakaty, niekoniecznie z miłości do niego, ale ze snobizmu. Było ich wielu, ale nie tłum. Jednym z nich był młody magister wykładowca na Uniwesytecie Warszawskim, obecny ideolog PiS-u złotousty Antoni Macierewicz. Jego kolega Adam Michnik wspomina, że Macierewicz nie tylko uwielbiał Che, ale był także entuzjastą skrajnej lewackiej organiracji MIR w Chile, chwalił akcję Czarnego Września, w której wymordowano izraelskich sportowców w czasie olimpiady w Monachium w 1972 r. Będąc asystentem iberystyki na UW, co ładniejsze studentki zapraszał na oględziny (czy tylko?!) swojej sypialni obwieszonej plakatami z Che, tym bardziej miłym dawał takie plakaty, by rozwieszały je nad swoimi łóżkami. Tę fascynację Macierewicza postacią Che potwierdza inny jego kompan z uniwersytetu, znany dziennikarz Tomasz Wołek i kilka innych osób.
Od dwudziestu lat jestem prawie codziennie w siłowni. W przebieralni u kilkunastu osób widziałem słynne zdjęcie Che wytatułowane na plecach, barkach, piersiach, i to u ludzi zarówno młodych jak i starszych. Nie prowadzę stytystyk, ale tatuaż twarzy człowieka jest raczej rzadkością na ciałach mężczyzn: niekiedy tylko jest to twarz Chrystusa w cierniowej koronie u osób bardzo pobożnych, niekiedy twarz dziewczyny tatuowanego. Twarz Che jest najczęstszym przypadkiem. Raz wpadła mi w oko twarz Che na pośladku jakiegoś faceta. Zapytałem czy go tak nie znosi, że aż tam go umieścił. Odpowiedź była, że to najpiękniejsza część jego ciała i że wytatułował go, bo to najwspanialszy człowiek pod słońcem. Rzuciłem okiem jeszcze raz na włochate i pryszczate ciało delikwenta i nie miałem wyjścia, musiałem się zgodzić z jego odpowiedzią odnośnie miejsca tatuażu.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|