Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 9 stycznia, 2012
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Nie dajmy zwyciężyć terrorystom
Małgorzata P. Bonikowska
Aug 6, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Zapiski na gorąco


Liczby nie mają znaczenia, kiedy chodzi o ludzkie tragedie. Koszmar 9/11 pozbawił życia ponad 3 tysiące ludzi, potem zamach w Londynie około 50. Jakiś samobójca-terrorysta pozbawił życia 32 dzieci. To naprawdę nieważne, czy mówimy o kilku czy kilku tysiącach ludzkich istnień. Życie jest wartością ponad wszystko inne - toczy się nawet walkę o jego ochronę jeszcze przed poczęciem. Przypomnijmy sobie dyskusje o Jedwabnem. Przerażający w swojej istocie argument mający rzekomo obalić potwierdzone jednoznacznie przez IPN tezy Tomasza Grossa polegał na wytknięciu nieścisłości liczbowej. Odpowiedzialność miejscowej ludności za popełniony na jej sąsiadach pogrom miała zostać zniwelowana dlatego, że owego przerażającego lipcowego dnia nie zmasakrowano i spalono żywcem 1600 Żydów, lecz "zaledwie" 400. A CO TO ZA RÓŻNICA?!

Terroryzm przeraża niezależnie od liczby unicestwionych ludzkich istnień. Zabici w każdej tego rodzaju tragedii to nie jedyne jej ofiary. Są też ludzie, którzy przeżyli, lecz pozostali na zawsze okaleczeni fizycznie i psychicznie, ludzie, którym nic już nie wróci normalnego życia. Mało wspomina się ich później - ich indywidualne tragedie są wtopione w jedną wspólną liczbę schowaną pod etykietą "ranni". Są też, niewspominani zbyt często najbliżsi i bliscy ofiar. Wokół każdego, kto zginął, ból poraża krąg krewnych, przyjaciół, kolegów z pracy, sąsiadów, kumpli ze szkoły czy klubu. Pozostają oni z niezabliźniającymi się ranami w sercach, często z poczuciem winy za jakieś niewypowiedziane słowa, zapomniany akurat wtedy pocałunek na do widzenia, czy niepotrzebną i błahą kłótnię.

I jest też strach. Każde kolejne uderzenie czy to dawniej w Irlandii, czy później w Nowym Jorku, na Bali, w Madrycie, w Londynie, rodzi przerażenie, rozbija w drzazgi poczucie bezpieczeństwa, bez którego bardzo trudno żyć. To może zdarzyć się wszędzie, w każdej chwili, słyszymy. I zaczynamy tak myśleć. Wiemy, że w skali kraju czy nawet miasta, próby zapobieżenia takim zamachom to w zasadzie porywanie się z motyką na słońce. Czytać prywatne e-maile i SMS-y, podsłuchiwać prywatne rozmowy telefoniczne? Co to da? Terroryści wiedzą, jak modyfikować swoje strategie.

Nie można nie zadawać sobie pytania: jak możliwe jest widzenie świata, według którego takie czyny są możliwe i nie tylko usprawiedliwione, ale wręcz uzasadnione? Nie możemy do końca wniknąć w mentalność i system wartości seryjnego mordercy czy pedofila-gwałciciela, gdyż jego wizja świata jest nam tak obca, że nie potrafimy jej pojąć. Tak samo jak zrozumieć, że atak na WTC był w oczach atakujących spełnieniem misji, zbliżającym ich do świętości? Że ludzkie życie, ich własne także, nie ma w tym kontekście znaczenia?

Trudno wymagać od przeciętnych ludzi, okaleczonych na zawsze tym czy innym zamachem terrorystycznym, by starali się wnikać, rozumieć, uzasadniać motywy sprawców. Ale warto o tym pomyśleć, by zrozumieć, że nie da się stosować wobec nich i ich organizacji naszych własnych kategorii rozumowania. Może właśnie w tym jest odpowiedź na pytanie, jak specjaliści do spraw terroryzmu na wysokich szczeblach powinni działać? Może obok tego, co jest robione w ramach wzmożonej kontroli, warto, by zajęli się bardziej zgłębianiem psychologii i socjologii terroryzmu i starali się dotrzeć do odpowiedzi na pytanie - jak porozumieć się z tymi ludźmi?

Odpowiedzią na terroryzm, słyszymy zawsze, jest opór, nieakceptowanie go. Nie ma dialogu, nie ma ustępstw. Jasne, słusznie. Ale nie da się chyba iść dalej, nie myśląc perspektywicznie. A myślenie takie oznacza jedno - trzeba próbować znaleźć różne sposoby na to, by zjawisko to zlikwidować i zapobiec jego eskalacji. Na pewno warto zastanowić się i nad tym, jak myślą terroryści i dlaczego. Bez odpowiedzi na drugie z tych pytań nie uda się odpowiedzieć na pierwsze. Może warto zrewidować nasze własne widzenie świata, nie dlatego, by ulegać ich wizji, ale by pomyśleć, co warto zmienić, by udało się osiągnąć jakieś porozumienie. To zadanie nie dla nas, lecz dla polityków i tych, którzy na politykę globalną mają wpływ.

A my, zwykli ludzie? Co możemy zrobić? Na pewno nie dać się kierować prymitywnymi impulsami. Były płonące meczety, podpalane przez ludzi żądnych zemsty. A ostatnio padały bolesne, ostre słowa wobec tych, którzy chcą, aby nie stawiać znaku równości między nimi, wyznawcami umiarkowanego Islamu, a ekstremistami z 9/11. Dlatego chcieli, by meczet powstał właśnie niedaleko Strefy Zero i by był miejscem wspólnoty, zrozumienia i niezgody na przemoc, otwartym gościnnie dla wszystkich Amerykanów, którymi oni także są i którymi się czują.

W takich chwilach boli mnie nasza ludzka ślepota. Bo ślepotą jest niedostrzeganie różnic i generalizowanie. Jeżeli nienawiść ludzka kieruje się przeciwko muzułmanom jako grupie, niezależnie od tego, kim są i jaką opcję reprezentują, to znaczy, że terroryzm zwyciężył. Zwyciężył z naszym człowieczeństwem, które powinno nakazywać nam miłować bliźniego i nie krzywdzić niewinnych ludzi podobnych do sprawców gwałtu, lecz nie tożsamych z nimi. Jaką winę za przerażające czyny Al-Kaidy ponosi pochodzący z Afganistanu muzułmanin pracujący na stacji benzynowej czy w otwartym 24 godziny sklepiku na Manhattanie? Jego ból z powodu tego, co się stało tego wrześniowego dnia jest być może niewiele mniejszy niż białego Amerykanina innej niż on wiary.

Odwet to rzecz ludzka, acz prymitywna i niewiele mająca wspólnego z refleksją czy rozwagą. W każdej tragedii warto się zadumać chociaż na chwilę, nie dając się ponieść atawistycznej żądzy krwi i nienawiści.

Może gdyby świat spróbował pamiętać, że w różny sposób możemy przeciwstawiać się przemocy i terroryzmowi, może wtedy nasza walka z nimi miałaby większe szanse powodzenia... 


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy