Finanse
Skutki ostatniej recesji są dość dobrze znane. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Miliony utraconych miejsc pracy, krach na rynku nieruchomości i wymazanie z mapy instytucji finansowych. To wszystko to jeszcze całkiem niezbyt odległa przeszłość. Przynajmniej nie na tyle, że można by o niej mówić jako o niemal całkowicie zapomnianej.
Ogromne pakiety interwencyjne w USA, Kanadzie i innych krajach miały za zadanie pomóc tak biznesoam jak i zwykłym obywatelom uporać się z trudami, jakie przyniosła ze sobą największa od czasów drugiej wojny światowej stagnacja ekonomiczna.
I mimo wielu głosów przeciwnych jakiejkolwiekinterwencji państwa, a zwłaszcza upaństwowieniu (przynajmniej częściowemu) niektórych przedsiębiorstw, wydawać się zaczęło, że owa niespotykana do tej pory ingerencja rządowa zaczyna przynosić skutki.
Jednym z pierwszych objawów było zachowanie się giełdy. Po katastrofie roku 2008 inwestorzy z ulgą przyjmować zaczęli wiadomości o poprawie sytuacji ekonomicznej (a przynajmniej o powstrzymaniu dalszej erozji) i pomału zaczęli ponownie inwestować. Zaczęto nawet mówić o kolejnej hossie giełdowej.
Tymczasem dość niespodziewanie zaczęły docierać wiadomości z Europy. I choć trudno uwierzyć, że tak niewielkie stosunkowo kraje jak Grecja swoimi kłopotami są w stanie zaniepokoić suermocarstwa gospodarcze, to nie tylko sytuacja ekonomiczna w Grecji (również w Hiszpanii, Włoszech i Portugalii), ale przede wszystkim negatywny ton wiadomości zachwiał nadwątlonym już zaufaniem inwestora-konsumenta.
Pojawiać się zaczęły więc pytania: na ile wzrost aktywności ekonomiczno-gospodarczej jest w stanie wyprowadzić nas szybko z recesji?
Później zaś zaczęły pojawiać się wątpliwości - jeśli Europa ma kłopoty, to pewnie są one i gdzie indziej. A gdzie - oczywiście zaczęto przyglądać się coraz dokładniej Chinom. Bo to właśnie na wzroście gospodarki chińskiej opierano wszystkie niemal założenia co do wyjścia z kryzysu. Chińska gospodarka miała rozwijać się w tempie bliskim 10 procentom. I strach przed spowolnieniem przyniósł właśnie wątpliwości co do przyszłości gospodarczej świata. Przynajmniej na najbliższy rok.
Pesymiści zapominają jakby, że spowolnienie, o którym się mówi - być może wzrost o 7 lub 8 procent, a nie o 10, jak przewidywano - to sytuacja, o jakiej w Europie Zachodniej i w USA można tylko marzyć. Więc na razie wszystko wskazuje na to, że recesja jest stosunkowo mało prawdopodobna (jej szanse ocenia się na 12 procent), a wychodzenie z kryzysu trwa, tylko w nieco spowolnionym tempie.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|