Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 stycznia, 2013
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 

Historia mało znana

Proces inżyniera Adama Doboszyńskiego
Tomasz Serwatka
Jul 7, 2010
 > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Rocznice, o których warto wiedzieć i pamiętać


18 czerwca 1949 r. rozpoczął się przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie głośny, pokazowy proces polityka endeckiego Adama Doboszyńskiego. Postawiono mu fałszywe i absurdalne zarzuty agenturalnej działalności na rzecz służb specjalnych III Rzeszy (przed wojną) oraz Anglii i USA (w czasie i zaraz po wojnie).

Oczywiście samo "śledztwo", jak i proces były z prawnego punktu widzenia (i nawet z punktu widzenia elementarnej logiki) farsą, a raczej tragifarsą. Wyrok śmierci zapadł 11 lipca. Został on skwapliwie wykonany 29 sierpnia. Jaką satysfakcję wywołało to u ubeków, niech świadczy fragment wspomnień bp. Czesława Kaczmarka z okresu, gdy sam przebywał on w czerwonych kazamatach. Mianowicie przesłuchujący go funkcjonariusz "zachęcał" go do składania idących po linii UB zeznań, grożąc, że inaczej "będzie rychło ksiądz biskup popychał chmurki razem z Doboszyńskim".

Wśród najciężej torturowanych, a potem zamordowanych ofiar powojennej komunistycznej bezpieki byli trzej wybitni liderzy polityczni - każdy z innej opcji - którzy postanowili aktywnie walczyć z totalitarnym systemem w kraju, a nie na emigracji: piłsudczyk płk Wacław Lipiński (1896-1949), ks. Zygmunt Kaczyński (1894-1953) z chadeckiego Stronnictwa Pracy oraz narodowiec inż. Adam Doboszyński (1904-1949).

Ludzie ci wykazali niesamowitą odwagę, jako zdeklarowani antykomuniści decydując się albo na powrót po wojnie z Londynu do kraju (Kaczyński, Doboszyński), albo z Polski w ogóle nie wyjeżdżając (Lipiński). W przeciwieństwie do większości pozostałych "niezłomnych", którzy woleli wygrzewać ciepłe foteliki przed kominkiem w Londynie, zaznali oni ostatecznie katowania na zimnym betonie Mokotowa czy Wronek...

Inżynier Doboszyński był politykiem znanym jeszcze grubo przed II wojną światową. Krakowianin, syn adwokata i ziemianina, w wojnie bolszewickiej 1920 r. uczestniczył jako 16-letni ochotnik. Potem podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, rychło wszak przeniósł się do Wyższej Szkoły Technicznej (późniejszej Politechniki) w Gdańsku, którą ukończył w 1925 r. uzyskując dyplom inżyniera budownictwa. Na terenie Wolnego Miasta Gdańska działał w polskich organizacjach studenckich. Potem przez dwa lata studiował w paryskiej Szkole Nauk Politycznych. Jako dwudziesto-, trzydziestolatek nie był oczywiście działaczem "pierwszego garnituru", nawet w skali Stronnictwa Narodowego (gdzie przystąpił formalnie w 1931 r.).

Mimo młodego wieku opublikował wszak kilka ciekawych książek (m. in. "Słowo ciężarne" w 1928 r., "Szlakiem Malthusa", czy "Gospodarka narodowa" w 1934 r.) i pracował sumiennie w lokalnych strukturach partyjnych w Małopolsce.

Stał się postacią głośną i kontrowersyjną nie tylko z powodu swych koncepcji teoretycznych (sprzeciwiał się m. in. liberalizmowi gospodarczemu oraz rządom "sanacji"), lecz przede wszystkim po mającym wszelkie znamiona incydentu antysemickiego tzw. najeździe na Myślenice w czerwcu 1936 r. Zaatakował bowiem na czele wiernych mu ludzi władze tego powiatowego miasteczka (miał zamiar pojmać i wychłostać tutejszego starostę) oraz rozbroił posterunek lokalnej policji. Władze sanacyjne wsadziły go za ten "antypaństwowy" wybryk do więzienia, ostatecznie został wszak przez sąd w Krakowie uniewinniony. Dopiero Sąd Apelacyjny we Lwowie (luty 1938 r.) skazał go na 3,5 roku więzienia, z czego odsiedział tylko rok.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy przed II wojną światową stał się 35-letni Adam Doboszyński jednym z liderów Stronnictwa Narodowego, kandydując nawet na stanowisko wiceprezesa partii. Rywalizację tę wszak przegrał, nie ciesząc się poparciem "namaszczonego" przez samego starego Dmowskiego prezesa SN, dr. Tadeusza Bieleckiego (1901-1982).

Wzywał społeczeństwo do twardej obrony przeciwko III Rzeszy. W kampanii wrześniowej walczył ochotniczo (władze nie przyjęły go do regularnej armii jako karanego) w randze porucznika. Pode Lwowem trafił do niewoli niemieckiej, skąd uciekł był na Węgry i przez Włochy dostał się do Francji. Od 1940 r. przebywał w Wielkiej Brytanii.

Na emigracji w Londynie stał się A. Doboszyński - obok piłsudczyka Stanisława Cata Mackiewicza (którego poglądy częściowo podzielał) - najgłośniejszym publicystycznym przeciwnikiem polityki gen. Sikorskiego, a potem St. Mikołajczyka. Jak wiemy, na londyńskim bruku nastąpiło w latach 1941-45 zbliżenie stanowisk piłsudczyków i endeków, głównie na tle ich negatywnego stosunku do komunizmu i Rosji Sowieckiej, a potem także do PSL. Doboszyński stanowczo sprzeciwiał się tzw. linii Curzona i ustępstwom wobec Stalina. Dlatego sikorszczycy a potem mikołajczykowcy chętnie poddaliby go surowym represjom (okresowo, od kwietnia 1941 do stycznia 1942 r. był internowany na wyspie Bute). Na szczęście z większej opresji ratowali go gen. Sosnkowski czy biskup polowy WP Józef Gawlina. Z powodu intryg wrogich mu Polaków, Brytyjczycy często nie chcieli dać papieru na publicystyczne publikacje Doboszyńskiego (w periodykach "Jestem Polakiem" oraz "Walka").

Gdy idzie o jego wizje powojennej Polski, to był zwolennikiem szerokiej federacji środkowoeuropejskiej pod batutą Polski, zdolnej do oparcia się po wojnie tak Niemcom, jak i Rosji. Widzimy tedy, że Doboszyński był nie tylko wrogiem ZSRS, lecz i III Rzeszy. Sceptycznie odnosił się też do polityki zagranicznej Anglii. Z uwagi na to oskarżenia bezpieki na procesie z lata 1949 r. o jego związki z Niemcami czy Anglią były kompletnie wyssane z palca... Ponadto należy zaznaczyć, że Doboszyński (podobnie jak Cat czy Sosnkowski) opowiadali się przeciwko jakimkolwiek powstaniom zbrojnym w Polsce, w tym powstaniu warszawskiemu. Chodziło im o oszczędzanie krwi polskiej i nieuleganie prowokacjom obcym.

Od zakończenia wojny w maju 1945 aż do końca 1946 r. przebywał inż. Doboszyński jeszcze w Londynie, acz stopniowo szykował się do konspiracyjnego przejazdu do Polski. Tam miał przygotowywać kadrę przyszłej walki politycznej z komunistami. Był naturalnie przeciwnikiem antysowieckiego powstania zbrojnego, a chodziło mu raczej o formowanie patriotycznej i narodowej elity, zdolnej do przeciwstawienia się wszechstronnemu czerwonemu naporowi. Prezes SN na emigracji dr Tadeusz Bielecki kategorycznie przestrzegał go przed powrotem i wpadnięciem w krwawe ramiona ubecji. Doboszyński nie znając wszak od 6 lat brutalnych realiów krajowych, a także - wedle opinii części badaczy- w jakiś sposób podstępnie zmylony przez agentów służb specjalnych PRL, postanowił podjąć tak wielkie ryzyko.

Prowokacja (jeśli takowa w ogóle była) polegała najpewniej na kierowaniu go w kraju po fałszywych tropach i ku ludziom, który zdecydowali się z różnych względów współpracować z bezpieką. Ubecy nie wiedzieli jednak chyba o Doboszyńskim wszystkiego, gdyż -po jego przybyciu z Londynu w grudniu 1946 r.- nie potrafili namierzyć jego kolejnych kryjówek. Udało się im to dopiero po pół roku, ale dotąd dokładnie nie wiemy, gdzie go pojmali w dniu 3 lipca 1947 r., czy na dworcu PKP w Poznaniu, czy też na Podlasiu. Torturowany był przez oprawców wymyślnie i złośliwie, m. in. aplikowano mu środki na przeczyszczenie a potem nie pozwalano wyjść do ubikacji. Był też zwyczajnie bity i poniżany słownie. Pod wpływem strasznych tortur, gdy zdał sobie sprawę, że zdrowie jego ulegnie w końcu całkowitej ruinie (a miał dopiero 45 lat), złożył pod dyktando katów owe wspomniane wyżej absurdalne i fantastyczne zeznania.

Męki Doboszyńskiego, szczerze znienawidzonego przez komunistów, budziły cyniczny śmiech funkcjonariuszy nadzorujących śledztwo z osławionym Józefem Różańskim na czele. Podczas procesu pokazowego, widząc przed sobą mikrofony radiowe, inż. Doboszyński zdobył się wszak na ostatni akt odwagi i desperacji, i całkowicie odwołał swe uprzednie zeznania w śledztwie.


Realnie nie pomogło mu to wiele, bo wyrok śmierci i tak wydano oraz szybko wykonano (Bierut nie skorzystał tu z prawa łaski), ale sprawa była przynajmniej jasna dla potomnych i historyków. Notabene w kwietniu 1989 r. Sąd Najwyższy całkowicie "zrehabilitował" Doboszyńskiego. Tak to zakończył się jeden z najdramatyczniejszych epizodów walki antykomunistycznej opozycji z czerwonym reżimem zaraz po wojnie.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adreslisty@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Historia mało znana
Odszedł kolejny bohater
Profesor Juliusz Bardach (1914-2010)
67 lat temu do zniszczonej Warszawy wkroczyli żołnierze 1. Armii WP
Vaclav Havel (1936-2011): szkic w siedmiu odsłonach
70 lat temu naziści przyjęli plan eksterminacji Żydów
Fotograficzny portret powstańców styczniowych
Skok stulecia (dziewiętnastego)
65.rocznica śmierci gen.Leopolda Okulickiego i Rok Konstantego Wolnego
Powstanie styczniowe na żelaznych drogach
Najniebezpieczniejsze zajęcie (2)