Robert Dziekański
Raport sędziego Braidwooda już znany
Oprac. Małgorzata P. Bonikowska
Jun 21, 2010 |
> Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem |
|
W piątek upubliczniono długo oczekiwany 470-stronicowy raport sędziego Thomasa Braidwooda w sprawie tragicznej śmierci na lotnisku w Vancouver Roberta Dziekańskiego. Komisja sędziego Braidwooda sporządziła go na zlecenie rządu Kolumbii Brytyjskiej.
|
20 maja raport został przekazany rządowi Kolumbii Brytyjskiej. W piątek został przedstawiony opinii publicznej. Jego zawartość jest bulwersująca i obnaża nieprawidłowości w kanadyjskiej policji.
Tytuł raportu, "Dlaczego? Tragedia Roberta Dziekańskiego" nawiązuje do ostatnich słów, które Dziekański zdążył wypowiedzieć przed śmiercią, do której przyczyniło się pięciokrotne użycie paralizatora przez policjantów.
Na konferencji prasowej, transmitowanej przez telewizję CBC, Braidwood powiedział, że z dochodzenia wynika, iż kiedy policjanci podchodzili do Dziekańskiego, Polak (który chwilę wcześniej zniszczył komputer i krzesło) stał spokojnie, z rękami opuszczonymi i nie zamierzał nikogo atakować. Początkowo, według oceny z raportu, policjanci zachowywali się właściwie, jednak następnie najstarszy z nich stopniem zmienił postępowanie.
Użycie paralizatora wobec polskiego imigranta Roberta Dziekańskiego na lotnisku w Vancouver przez policjantów było nieusprawiedliwione i przyczyniło się do jego śmierci - uznał w swoim raporcie sędzia Braidwood.
Braidwood podkreślił, że gdyby policjanci nie mieli paralizatora, zastosowaliby inne środki znane im ze szkoleń. Określił wydarzenia z Vancouver jako "haniebne zachowanie się kilku funkcjonariuszy".
Odnosząc się do zeznań policjantów, sędzia powiedział, że świadomie zniekształcali swoje relacje z wydarzeń na lotnisku, próbując racjonalizować swoje zachowania. Braidwood dodał jednak, że policjanci nie zmawiali się, by stworzyć swoją wersję wypadków.
W swoim raporcie sędzia Braidwood starał się wyjaśnić okoliczności i przyczyny śmierci Roberta Dziekańskiego. Podkreślił, że z kilku godzin pobytu Polaka na lotnisku po wyjściu z samolotu nie wiadomo, co działo się z nim aż przez pięć godzin.
Według sędziego, nie wiadomo dokładnie, co spowodowało śmierć Polaka, jednak w jego opinii użycie paralizatora doprowadziło do wzrostu ciśnienia krwi i przyspieszenia pracy serca, a pięciokrotne użycie tej broni odegrało olbrzymią rolę w śmierci zmęczonego i zdenerwowanego Polaka.
Całe zajście, sfilmowane przez jednego z pasażerów Paula Pritcharda (nagranie sędzia określił jako nieocenione dla swojego dochodzenia), trwało zaledwie 75 sekund. Tuż przed śmiercią Dziekański powiedział: "Zostawcie mnie... Czy wyście zwariowali?".
Na konferencji prasowej obecna była matka Dziekańskiego, Zofia Cisowska. Braidwood zwrócił się do niej, wyrażając nadzieję, że raport jest dla niej choćby niewielkim zadośćuczynieniem. Cisowska podziękowała za raport.
Sędzia Braidwood uchylił się od odpowiedzi na pytania, czy powinno zostać wznowione postępowanie karne wobec czterech funkcjonariuszy, którzy przyczynili się do śmierci Dziekańskiego.
W raporcie znalazły się także zalecenia dotyczące przyszłych zasad pracy policjantów. Komisja proponuje stworzenie specjalnego cywilnego urzędu, który miałby prowadzić postępowania w sprawach ewentualnych przyszłych przypadków śmierci czy poważnych obrażeń będących wynikiem działalności policji. Obecnie struktury policji konnej same prowadzą takie śledztwa. Szefem proponowanego urzędu miałaby być osoba, która nigdy nie pracowała w policji.
W piątek, kilka godzin po publikacji raportu, w komunikacie prasowym szef RCMP William Elliot przyznał, że w przypadku śmierci Roberta Dziekańskiego jego służby zawiodły na wielu poziomach. Powidział, że jest obecnie jasne, iż zasady obowiązujące w policji i wyszkolenie nie były wystarczające.
Przyznał, że funkcjonariusze nie poświęcili wystarczająco dużo czasu, by rozładować napięcie i nie zapewnili wystarczającej opieki Dziekańskiemu.
"W moim własnym imieniu i w imieniu RCMP chciałbym jeszcze raz przekazać nasze szczere kondolencje pani Cisowskiej w związku ze śmiercią jej syna Roberta i bezwarunkowo przeprosić za rolę, jaką RCMP - w tym jej poszczególni przedstawiciele - odegrali w jego tragicznej śmierci" - napisał Elliot w komunikacie. Zapewnił, że od tego czasu w policji zostało wprowadzonych wiele zmian, w tym nowe zasady dotyczące użycia paralizatorów.
Rząd Kolumbii Brytyjskiej postanowił wznowić dochodzenie w sprawie policjantów, którzy użyli paralizatorów przyczyniając się do śmierci Roberta Dziekańskiego.
Decyzję o wznowieniu dochodzenia podjął w piątek prokurator generalny Kolumbii Brytyjskiej Mike de Jong tuż po publikacji raportu sędziego Thomasa Braidwooda, który rząd Kolumbii Brytyjskiej znał od miesiąca. De Jong powiedział telewizji CBC, że decyzja zapadła w związku z bardzo istotnymi ustaleniami raportu.
Wcześniejsze dochodzenie w sprawie działań funkcjonariuszy RCMP zostało umorzone w 2008 roku.
Jak podały kanadyjskie media, nie jest jeszcze znane nazwisko prokuratora, który będzie prowadził dochodzenie.
W kwietniu tego roku policja przeprosiła publicznie matkę Roberta Dziekańskiego za spowodowanie użyciem paralizatora śmierci jej syna. Policja zdecydowała się też na wypłatę odszkodowania.
W grudniu ubiegłego roku niezależna komisja przedstawiła raport w sprawie działania czterech policjantów, w którym stwierdzono, że użycie paralizatora wobec Dziekańskiego było "przedwczesne i nieadekwatne".
Aby poznać okoliczności śmierci powołano kilka zespołów. Jednym z nich był zespół sędziego Thomasa Braidwooda. W czasie przesłuchań wyszło na jaw, że jadący na miejsce zdarzenia policjanci umawiali się, że użyją wobec Polaka tasera. Okazało się także, że policjanci ukrywali, ile razy razili gliwiczanina.
Wcześniej został opublikowany inny raport dotyczący postępowania policjantów z RCMP, którzy doprowadzili do śmierci Polaka. Raport ten bardzo krytycznie ocenił ich postępowanie, a także szerzej - postępowanie w podobnych wypadkach.
Kwesi Millington, jeden z funkcjonariuszy, który a na lotnisku w Vancouver poraził taserem Dziekańskiego, złożył pozew o zniesławienie przeciwko stacji telewizyjnej CBC. Twierdził w nim, że CBC przez emitowane materiały naraziła go na cierpienie i wystawiła na publiczne pośmiewisko. Żąda od stacji odszkodowania za utratę dobrego imienia.
27-letni Paul Pritchard, który utrwalił ostatnie chwile życia Dziekańskiego, został nagrodzony przez Canadian Journalists for Free Expression. Jego film został pokazany przez większość światowych stacji. Stowarzyszenie, które przyznało im nagrodę skupia ponad trzystu dziennikarzy, redaktorów, wydawców. Doceniło odwagę i obywatelską postawę Pritcharda, który nakręcił film mimo zakazu.
Sprawę bada także gliwicka Prokuratura Okręgowa. Sprawdza, czy kanadyjscy policjanci nie przekroczyli uprawnień. Śledztwo utknęło w miejscu, bo Kanada zawiesiła pomoc prawną. Jest szansa, że zostanie teraz wznowione.
Ambasada Polski w Ottawie wydała oświadczenie, w którym z zadowoleniem odniosła się do raportu komisji. "Uważamy, że rezultaty pracy komisji powinny mieć ciąg dalszy. Uważamy, że sąd karny prowincji Kolumbia Brytyjska powinien na nowo ocenić swoją decyzję z 12 grudnia 2008 roku i wznowić postępowanie karne, lub też do sprawy powinien zostać oddelegowany specjalny prokurator" - podkreśla ambasada w swoim stanowisku.
Ambasada podaje w swoim oświadczeniu, że prokuratura w Gliwicach jest gotowa do współpracy w dochodzeniu, istnieje też możliwość współdziałania na podstawie umowy między Polską a Kanadą o pomocy prawnej w sprawach karnych. W oświadczeniu ambasada podziękowała Kanadyjczykom za zainteresowanie i wsparcie.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|