Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 9 stycznia, 2012
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Historia mało znana

Antoine i ja (4)
Władysław Pomarański
May 26, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Fryzjer - światowa legenda, z polskiej prowincji


Antoine miał hopla na punkcie swojej śmierci. Przed wyjazdem do Polski, tak na wszelki wypadek, kazał się ucharaktektyzować na nieboszczyka, położył się w swym łóżku-trumnie i zamówił serię profesjonalnych zdjęć. Zaaranżował dużo wcześniej przed śmiercią swój pogrzeb opłacając orkiestrę Olimpii za udział w nim, nagrał własną mowę pogrzebową przy dźwiękach muzyki Chopina. Trumnę miały nieść kobiety, jego dawne klientki.

Powoli traci swoje salony, bo nie mając zdolności menadżerskich, czy osoby menadżera, nie wytrzymuje konkurencji. Sachs z Nowego Jorku zrywa z nim kontrakt. Wykształcił dziesiątki uczniów, niektórzy stali się sławnymi fryzjerami i ci teraz brali mniej za usługi, odciągając jego klientki. W latach sześćdziesiątych XX w. Paryż staje sią stolicą mody świata. Fabryka perfum, pracownia kapeluszy i strojów teatralnych też nie wytrzymując konkurecji upadają. Jeszcze strzyże i czesze sławne kobiety jak Jeanne Moreau czy Brigitte Bardot, ale praktycznie w roku spotkania ze mną jest bankrutem, o czym na razie wie tylko on. Planuje powrót na stałe do Polski, nie dlatego, jak jego biografowie piszą, że był jak słoń, który umiera w miejscu swego urodzenia, ale dlatego że bez większej kasy nie dałoby się już brylować w Paryżu, czy gdziekolwiek na Zachodzie. To chyba był główny powód, a nie moje gardłowanie na spotkaniu, że St-Eustache nie dostał trzeciego zastrzyku finansowego.

Nie jestem psychologiem, ale w czasie naszego spotkania natychmiast zauważyłem, że ma kompleks niższości, bo nie mógł zapomnieć i ciągle w rozmowie wracał do swego nędznego życia w Sieradzu i Łodzi. Swój brak wykształcenia świetnie ukrywał. Uczył się sam. Stąd nauka gry na organach, nauka rzeźby pod okiem Dunikowskiego, nauka rysunku technicznego, co mu było bardzo potrzebne w jego zawodzie. Gdzie on na to wszystko znajdował czas? - wiadomo, doba ma tylko 24 godziny. Zabiegał o kontakty z wielkimi tego świata, znał ich wielu, z wieloma był na ty. Wkuwał na pamięć teksty Szekspira i wiersze poetów francuskich by móc komu trzeba zaimponować. Imponował - użyjmy lepszego słowa - szokował tym swoich uczniów. Musiało to być śmiesznym widowiskiem kiedy przed lekcjami nauki strzyżenia i czesania darzył ich recytacją poezji po angielsku czy francusku.

Do swego Sieradza wrócił w 1970 r. Oddał muzeum teatralnemu w Warszawie 102 peruki i 14 historycznych strojów zaprojektowanych i wykonanych przez siebie. Zamieszkał w domu po rodzicach. Miał początkowo plany zbudowania na wzgórzu nad miastem "Gniazda Orląt": szkoły i internatu dla biednej młodzieży. Przygotował plany budowy w formie jakiegoś średniowiecznego zamku z wieżami obronnymi, nie miał jednak pieniędzy na finansowanie tego przedsięwzięcia, a rząd PRL-u nie kwapił się do spełnienia jego ostatniego marzenia. Żył jak samotnik. Przyjaźnił się tylko z księdzem proboszczem i rodziną fryzjera, bo wreszcie Sieradz zafundował sobie taki luksus. Uprawiał ogród, wysypywał żwirem ścieżkę od domu do ulicy, żywił się sam. Stodołę własnoręcznie przerobił na salon, gdzie umieścił fortepian sprowadzony z Paryża. Dość surrealistycznie dla mieszczan-wieśniaków brzmiały jego dzwięki, gdy pracowali w polu, a jeszcze bardziej gdy spacerował wśród nich recytując na głos wiersze w języku francuskim (angielskie chyba już zapomniał). Gdy się chwila realnej śmierci zaczęła nieuchronnie zbliżać Antoine wyreżyserował w Sieradzu próbę swego pogrzebu. Telewizja łódzka nakręciła ten trochę makabryczny ceremoniał. Miałem okazję oglądać w programie telewizyjnym jak go zamykają żywcem w trumnie, potem widziałem jak maszeruje za tą trumną - chyba brakowało mu powietrza w niej, więc wyszedł z niej w czasie drogi na cmentarz, czym jeszcze bardziej udramatyzował to makabryczne widowisko.

Zmarł w lipcu 1976 r. Nie było pieniędzy, by spełnić jego ostatnią wolę i wysłać ciało do jego mogiły w Paryżu. Pochowano go na cmentarzu w Sieradzu. Jego polscy uczniowie i stypendyści zrobili zbiórkę pieniężną wśród fryzjerów polskich i u nieznanego mi z imienia i nazwiska polskiego rzeźbiarza zamówili kopię jego pomnika grobowego. Artysta jeszcze bardziej niż w oryginale wyeksponował żeńskie pośladki “duszy” pana Antoniego. Pomnik wywoływał zgorszenie od momentu erekcji do dzisiaj. Nie zdziwiłbym się, gdyby dzisiejsi stróże moralności narodowej, panie w beretach moherowych, zdemolowały go. Jan Pietrzak, historyk nie kabareciarz, był w Sieradzu na uroczystości odsłonięcia pomnika w 1984 r. Wspomina: "Stare dewotki szły i "tfu, tfu" w stronę tego pomnika - co za plugastwo!" Jeden z francuskich uczniów Antoine’a Alexandre Raimon, który obiecał kiedyś mistrzowi zajęcie się jego pogrzebem, poczuł wyrzuty sumienia, że w tej sprawie nic nie zrobił, przyjechał do Polski, otrzymał od władz polskich pozwolenie na ekshumację zwłok, odcięto nieboszczykowi prawą dłoń, zawiózł ją do Paryża i tam ją pochował w grobie na Passy w 1992 r. Dzisiaj, jak już wspomniałem, nie ma tam nawet śladu po p. Cierplikowskim, nie wiemy co stało się z jego pomnikiem i jego ręką.

Takie są dzieje tego niezwykłego człowieka, prawdziwego kameleona, Salvadora Dali fryzjerstwa i, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, dość smutne i samotne ostatnie lata życia. Pomijając dziwactwa Antoine’a trzeba przyznać, że był to niezwykły człowiek, który dużo zrobił dla swych klientek, uczynił z zawodu fryzjerskiego swoistą sztukę. Jego długoletni przyjaciel, znany poeta i dramaturg francuski Jean Cocteau, tak charakteryzuje życie tego człowieka: "Antoine jest poetą i ten zapewne jego dar pozwolił mu ze sztuki fryzjerskiej uczynić sztukę prawdziwą". Nie będę konkurował z wielkim poetą, nic piękniejszego nie wymyślę, niech te jego słowa zakończą moją opowiastkę.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Historia mało znana
Odszedł kolejny bohater
Profesor Juliusz Bardach (1914-2010)
67 lat temu do zniszczonej Warszawy wkroczyli żołnierze 1. Armii WP
Vaclav Havel (1936-2011): szkic w siedmiu odsłonach
70 lat temu naziści przyjęli plan eksterminacji Żydów
Fotograficzny portret powstańców styczniowych
Skok stulecia (dziewiętnastego)
65.rocznica śmierci gen.Leopolda Okulickiego i Rok Konstantego Wolnego
Powstanie styczniowe na żelaznych drogach
Najniebezpieczniejsze zajęcie (2)