Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Powódź 2010

Polska walczy z Wielką Wodą
Na podst. serwisów
May 21, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Trzeba będzie ewakuować kolejne grupy ludności na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i w Świętokrzyskiem - poinformował premier Donald Tusk po czwartkowym nadzwyczajnym posiedzeniu rządowego zespołu zarządzania kryzysowego.


Tusk podkreślił, że zagrożenie powodziowe dla Warszawy "wydaje się małe". "Woda nie powinna osiągnąć korony wałów" - powiedział premier. Dodał, że jest mało prawdopodobne, by woda przerwała wały. Zaznaczył jednak, że wszystko zależy od ich odporności na długotrwały napór wody.

Premier zapowiedział, że w piątek rano "postara się być" we Włocławku. Jak mówił, obecnie powodzią zagrożone są województwa pomorskie i kujawsko-pomorskie.

Zespół rządowy obradował w Krajowym Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności. W spotkaniu uczestniczyli m.in. minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller, szef MON Bogdan Klich, wicepremier Waldemar Pawlak i szef BBN Stanisław Koziej.

Premier powiedział też, że na chwilę obecną nie ma dużych strat, jeśli chodzi o zwierzęta hodowlane. - Z reguły ludzie pozwalają ewakuować zwierzęta, a sami chcą zostać w domach - stwierdził.

- We wszystkich miejscach, w których byłem, w większości przypadków kłopoty zaczynają się wtedy, gdy mieszkańcy z różnych powodów nie przyjmują do wiadomości, że istnieje zagrożenie i potrzeba ewakuacji - ocenił premier.

Dodał, że w Sandomierzu - gdzie był w środę - miał do czynienia "z typową, przykrą sytuacją". - Z jednej strony miałem mieszkankę Sandomierza, która zrozpaczona, miała pretensje do władz lokalnych, że nie została ostrzeżona. Z drugiej strony stali ludzie, którzy przysięgali, że pukali do każdego mieszkania i między innymi u tej pani byli dwa razy w nocy - powiedział szef rządu.

Jak mówił, w wielu przypadkach "podstawione autobusy przyjeżdżały i wracały puste". - A potem przychodzi moment, kiedy już jest woda i każdy oczekuje natychmiastowej pomocy, ale jak już jest woda, to każdy nie będzie miał amfibii do dyspozycji - dodał premier. Zaapelował do powodzian, aby słuchali apeli straży, policji o ewakuację. - Ułatwicie sobie życie i ułatwicie pracę służbom - prosił szef rządu.

Tusk ocenił, że "wysokość wody i skala zjawiska powoduje, że informacja (o ewakuacji) dochodzi często tuż przed zdarzeniem". - Szczególnie na południu, gdzie woda schodzi z gór, niektóre ze zdarzeń miały tak szybki charakter, że ostrzeżenie przychodziło na godzinę czy dwie przed przyjściem wody - zaznaczył.

Premier zapewnił, że ma pełne zaufanie do działania straży pożarnej. - Wszędzie, gdzie byłem widzę wielkie oddanie, ludzie pracują do utraty sił i naprawdę robią wszystko, żeby pomóc - podkreślił.

Rządowy zespół zarządzania kryzysowego przygotowywał w nocy ze środy na czwartek działania na wypadek konieczności ochrony Wrocławia przed powodzią; rozmawiał też o zabezpieczeniach dla Warszawy - poinformował premier Donald Tusk. Zespół mówił też o sposobach pomocy dla poszkodowanych w powodzi.

Podczas briefingu prasowego, który odbył się po północy, po zakończeniu posiedzenia zespołu, premier powiedział, że trwa walka o hutę w Sandomierzu; uwaga służb koncentruje się także m.in. na sytuacji wokół elektrowni w Kozienicach. Zdaniem Tuska wydaje się, że lepsza jest już sytuacja elektrowni w Połańcu.

Premier podkreślał, że "musimy się liczyć z bardzo dramatycznymi skutkami" powodzi. Jak mówił, wysokość wody na Wiśle w wielu miejscach jest największa od blisko 160 lat, dlatego zespół rozmawiał jak zapobiec "nieszczęściu na wielką skalę" wzdłuż biegu Wisły i jak chronić m.in. Warszawę przed powodzią czy potrzebą częściowej ewakuacji.

- Wydaje się, że fala, która biegnie szybciej niż można było się spodziewać, jest wyższa niż kiedykolwiek i zapowiada się na tzw. falę długą (...), to bardzo naraża wały na przemakanie i zniszczenie - mówił Tusk.

Dlatego, jak dodał, prezydent Warszawy i wojewoda mazowiecki będą w czwartek zastanawiać się nad tym, które odcinki wałów trzeba zabezpieczyć.

- Nie przewidujemy, by gdziekolwiek fala przelała się ponad wałem, ale na pewno będzie dochodziło do miejscowych przecieków czy przełamań i tam trzeba będzie najszybciej reagować - mówił premier.

Tusk ocenił, iż fakt, że w wielu miejscach udało się ochronić ludność od podtopień i zalań wynika także z tego, że od czasu powodzi w 1997 roku wiele zrobiono jeśli chodzi o wyszkolenie służb i infrastrukturę. - Wszystkie poprzednie rządy, łącznie z moim, wkładały rzeczywiście dużo wysiłku, aby skutki powodzi były jak najmniejsze - powiedział.

Dodał, że sytuacja na Odrze jest także ciężka. - Musimy dzisiaj szczególnie zadbać o bezpieczeństwo Wrocławia - zaznaczył.

Premier ocenił, że stan energetyki "nie jest dramatyczny". - Połaniec jest najprawdopodobniej uratowany (...), koncentrujemy swoją uwagę w tej chwili na elektrowni w Kozienicach - mówił.

Premier podkreślał, że rząd ma świadomość, iż mamy do czynienia ze stanem klęski żywiołowej, ale - jak mówił - inną kwestia jest formalne wprowadzenie takiego stanu. Zaznaczył, że pytał służby, strażaków, czy wprowadzenie stanu klęski żywiołowej pomogłoby im prowadzić akcję ratowniczą i w odpowiedzi słyszał, że nie.

- Jedyny aspekt, który rozważaliśmy, to że można przymusowo ludzi ewakuować wtedy, kiedy jest stan klęski, jako stan prawny. Ale w praktyce to jest dla strażaków niewykonalne; paradoks polega na tym, że ewakuacja na siłę może być trudniejsza niż ewakuacja przez perswazję - mówił Tusk.

Formalne wprowadzenie stanu klęski żywiołowej pociągnęłoby za sobą konieczność przełożenia wyborów prezydenckich, wyznaczonych na 20 czerwca.

- Mam wrażenie, że dziennikarze i niektórzy politycy są podekscytowani możliwością wprowadzenia stanu klęski żywiołowej tylko dlatego, że to przesunie na dość daleką przyszłość wybory prezydenckie - powiedział Tusk.

Dodał, że po to, by dać satysfakcję osobom, które szukają "takich przygód politycznych" nie będzie ogłaszał stanu klęski żywiołowej.

Każda poszkodowana przez powódź gmina lub powiat dostanie do 100 tys. zł na działania przeciwpowodziowe - zapowiedział minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller. Wojewodowie przekazali do MSWiA informacje, ile pieniędzy potrzebują.

Najtrudniejsza sytuacja powodziowa jest na południu Polski w województwach: małopolskim, podkarpackim, śląskim, opolskim i świętokrzyskim.

Stan alarmowy na rzekach Małopolski przekroczony jest w 27 miejscach (poprzednio był przekroczony w 32), a stan ostrzegawczy w dziewięciu miejscach (poprzednio w 16). Alarm powodziowy obowiązuje w 21 powiatach, a pogotowie powodziowe w 13.

W województwie śląskim ewakuowano 1400 osób. Zalanych jest 4700 budynków. Nieprzejezdnych jest 168 dróg. Uszkodzonych - 113 wałów.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Powódź 2010
Tutaj powódź nadal trwa
Dramatyczny bilans strat po powodzi w Małopolsce
Pomoc dla powodzian nie tylko od państwa
Premier ogłasza koniec drugiej fali powodziowej
Co ma powódź do alkoholizmu?
Trzecia fala powodziowa zadecyduje
Rząd o usuwaniu skutków powodzi
Rząd o usuwaniu skutków powodzi
Kolejna powódź tysiąclecia? - raport z zalanej Polski
Wisła groźniejsza niż dwa tygodnie temu