Smoleńsk 2010
Uczestniczyłem w pogrzebie Pary Prezydenckiej
Janusz Szajna
May 8, 2010 |
> Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem |
|
Chociaż wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z bardzo trudnych warunków powietrznych nakazujących odwołanie przelotów do Polski na pogrzeb Pary Prezydenckiej delegacji z wielu krajów, chociaż było ono usprawiedliwione, jednak gdzieś podskórnie chyba większość z nas, Polaków w Kanadzie, czuła pewien zawód, że nie dotarła tam kanadyjska delegacja z premierem Harperem na czele.
|
W dodatku, gdy przyszła wiadomość o uczestnictwie w pogrzebie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, a tym bardziej prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, który leciał do Krakowa z wizyty w USA, zaliczając aż cztery przesiadki. Z podróży do Polski zrezygnował też prezydent Obama. I gdy wydawało się, że Kanady, a tym bardziej kanadyjskiej Polonii nikt z ważnych osobistości nie będzie reprezentował na pogrzebie, dostałem niespodziewaną wiadomość o uczestnictwie w całej ceremonii (zarówno w Warszawie, jak i w Krakowie) biskupa Sylwestra Bigaja z Polskiego Narodowego Katolickiego Kościoła w Kanadzie.
W tych okolicznościach czymś całkiem naturalnym było prosić Biskupa o chwilę rozmowy po jego powrocie. Niewiele czasu mógł mi poświęcić, gdyż zaraz po przylocie do Toronto zajął się przygotowaniami do tegorocznego synodu tego Kościoła w Płn. Ameryce, który ma odbyć się wczesną jesienią w Niagarze. Ale nawet tych kilka zdań jest cennych, gdyż na gorąco oddały przeżycia, a także refleksje Biskupa z tej smutnej uroczystości.
Janusz Szajna: Księże Biskupie, kiedy i kto podjął decyzję o Księdza uczestnictwie w tej uroczystości pogrzebowej i jak Ksiądz tam dotarł? Czy były jakieś problemy, przygody, chwile zwątpienia w powodzenie wyjazdu?
Biskup Sylwester Bigaj: Ta decyzja była czymś oczywistym, jakby nakazanym tą tragedią. Było dla mnie jasnym, że powinienem uczestniczyć w tych smutnych uroczystościach jako kapłan, biskup naszego Kościoła, obywatel Polski i Kanady. To w sposób naturalny dyktowało serce i świadomość. Zresztą dokładnie tak samo czuł i myślał Pierwszy Biskup naszego Kościoła ks. Robert Nemkovich oraz wszyscy inni nasi księża w całej Północnej Ameryce. Kilka telefonów całkowicie mnie w tym upewniło.
J.S.: No ale od takich rozważań przecież było jeszcze bardzo daleko do Polski.
B.S.B.: Znacznie bliżej, niż się komuś może wydawać. Najważniejsza była ta wielka potrzeba uczestnictwa w pogrzebie, oddania hołdu, ostatniego pokłonu tak wielkiemu Polakowi i jego Małżonce oraz wielu innym naszym wspaniałym rodakom, którzy zginęli w katastrofie. No a chcieć, jak to się mówi, to móc. Niestety nie wszystko poszło jak po maśle. Trzeba było szybko dograć dużo rzeczy od znalezienia przynajmniej w miarę dobrego połączenia z Warszawą zaczynając, na organizacji mego pobytu w Polsce i powrocie kończąc. Nie leciałem przecież jako prywatna osoba, w każdym razie nie tylko, lecz przede wszystkim jako przedstawiciel Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego.
J.S.: A na miejscu w dodatku okazało się, że jednocześnie jako jedyny swego rodzaju delegat nie tylko Kanady, ale nawet całej Północnej Ameryki.
B.S.B.: Tak wyszło, chociaż leciałem przekonany i zadowolony, że delegacja kanadyjska, a tym bardziej całej Ameryki Północnej będzie duża, z czego byłem bardzo zadowolony. Przykro, że delegacje amerykańską i kanadyjską zatrzymały dymy wulkaniczne. Byłoby nas znacznie więcej. No ale dziękuję Bogu, że chociaż mnie się udało, co wcale, proszę mi wierzyć, nie wbija mnie w pychę.
J.S.: Czy Ekscelencja miał podobne problemy w podróży jak prezydent Gruzji?
B.S.B.: Nie, Bóg mi tego oszczędził. Po prostu wybrałem się w tę podróż praktycznie w ostatniej chwili przed odwołaniem większości lotów. Chciałem być wcześniej, no i dzięki naszym księżom w Kanadzie i USA mogłem sobie na to pozwolić. Prezydentów obowiązują inne procedury i przecież oni mają zupełnie inne zajęcia codzienne oraz zadania do spełnienia. Ponieważ nie leciałem prywatnie, więc konieczne były do załatwienia pewne formalności, dzięki którym mogłem dołączyć do grupy, jak to się dziś określa, vipów i być w "pierwszym szeregu". Szczera, prawdziwa modlitwa dociera do Boga z każdego miejsca, ale chciałem też znaleźć się w gronie hierarchów wszystkich kościołów, które wysłały do Polski swoich przedstawicieli. Na miejscu, w Warszawie i w Krakowie bardzo dobrze zaopiekowali się mną księża i klerycy naszego Kościoła, za co jestem im bardzo wdzięczny
J.S.: Czyli wszystko udało się dograć, tak? Czy miał Ksiądz Biskup w Polsce możliwość rozmawiania z przedstawicielami innych kościołów oraz z politykami?
B.S.B.: Tak. Byłem w Polsce w tej grupie osób, nad którymi pieczę trzymała Kancelaria Prezydenta oraz Premiera. Rozmawiałem z hierarchami chyba wszystkich Kościołów, które wysłały swych przedstawicieli, z rzymskokatolickim na czele. Między innymi z kardynałem Dziwiszem. Notabene jestem umówiony z nim na specjalne spotkanie. Rozmawiałem także z wieloma polskimi politykami. Okazji ku temu było sporo. Z Warszawy do Krakowa jechaliśmy specjalnym pociągiem dla vipów, a po pogrzebie uczestniczyłem w obiedzie, w którym brali udział wszyscy członkowie rządu uczestniczący w uroczystościach żałobnych. No i spędziłem w Polsce tydzień, więc miałem możliwość i uczestnictwa we wszystkim, co w tym czasie wiązało się z tą tragedią, a było mi dostępne, i przeprowadzenia wielu rozmów.
J.S.: A co najbardziej utkwiło w pamięci z tego wyjazdu?
B.S.B.: Chyba te niesamowite ilości ludzi autentycznie przeżywających tę tragedię. W bardzo różnym wieku, różnych profesji, z wszystkich stron Polski zjeżdżających do Warszawy, a później do Krakowa. Ich szpalery wzdłuż tras przejazdów samochodów z trumnami i przejścia konduktu żałobnego w dzień pogrzebu Pary Prezydenckiej. Ten kolejny wyraz solidarności polskiego narodu, jego zjednoczenie, które może narodzi coś bardzo pozytywnego.
No i tę polską wiarę w Boga, to polskie chrześcijaństwo. Także zaangażowanie młodzieży pokazującej swe prawdziwe wartości. Myślę, że ta wielka tragedia zaowocuje w naszej ojczyźnie czymś bardzo szlachetnym, co nakazywał nam Chrystus nauczając byśmy się wzajemnie miłowali. Może po opadnięciu wielkiego smutku wywołanego taką narodową traumą będziemy widzieli powrót do starych przyzwyczajeń, ale sądzę, że wszyscy staliśmy się lepsi. A przy tym poczuliśmy potrzebną nam jedność, polskość, patriotyzm. Coś z tego wszystkiego na pewno zostanie.
J.S.: Oby te nadzieje się spełniły. Dziękuję za rozmowę.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|