Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 9 stycznia, 2012
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Polonia

WIELKA SZTAFETA POLONIJNA - Od Atlantyku po Pacyfik
Aleksander Bąk
Apr 9, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Podczas grudniowej wycieczki narciarskiej w Calgary (sic, my nie musimy wyjeżdżać w góry na narty…) szedłem na Bow River Pathway (poniżej Inglewood Bird Sanctuary). Był piękny, słoneczny, ale i bardzo mroźny dzień.


W tych warunkach rzeka intensywnie parowała, wzdłuż jej brzegów ośnieżone drzewa, słońce przeświecało przez opary, miejscami mnóstwo ptactwa wodnego, tu dwa orły-rybołowy siedzą na suchej gałęzi, istny zimowy czar. My nie zawsze zdajemy sobie sprawę, w jakim wyjątkowym dla miłośników przyrody mieście mieszkamy; tu nie potrzeba wyjeżdżać w góry, by udać się na wycieczkę narciarską… I nagle zauważyłem, że przecież idę po Trans Canada Trail.

Autor na trasie


Albo Sentier TransCanadien. Najdłuższa na świecie sieć dróżek turystycznych. Kiedy zostanie już zakończona jej budowa, dróżka przebiegać będzie od Atlantyku po Pacyfik, z odgałęzieniem na Arktykę, niebagatelne 22.000km. Wędrówka po niej, przez wszystkie prowincje, przez parki narodowe i prowincyjne, daje wyjątkową wprost możliwość zapoznania się z krajobrazami Kanady, z jej jakże zróżnicowaną przyrodą, a również i z ludźmi na jej trasie zamieszkującymi. A więc również możliwość zapoznania się z historią Kanady, m.in. Quebecu, tam, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie jeszcze na świecie mamy coś podobnego? 

     Rok 2009 zbliżał się już do końca i wtedy właśnie wpadła mi do głowy myśl na “noworoczne postanowienie” (New Year’s Resolution); dokonać samotnego przejścia Trans Canada Trail. Pominę jednak ten odskok w bok na Arktykę, bo tam jeszcze jakiś niedźwiedź polarny, niczym tygrys, coś by mi wygryzł. A wtedy dystans będzie krótszy, jakieś kilkanaście tysięcy kilometrów, zasadnicza różnica. Nie zdążę tego zrobić w zimie na nartach, ale jeśli rozłożę to na sezon wiosenno-letni (na piechotę, na rowerze…), a potem na następną zimę… Hej! 
   
Tak, trzeba przecież, aby coś po mnie zostało dla Historii. Wyobrażam sobie, że wyczyn mój zostałby w jakiś sposób upamiętniony np. przez umieszczenie dwóch tablic pamiątkowych; jednej nad Atlantykiem, że tam zacząłem, drugiej nad Pacyfikiem, że tam zakończyłem przejście. A napis w trzech językach, angielskim, francuskim i polskim, informowałby wszystkich poddanych miłościwie nam panującej Jej Królewskiej Mości, jak również zagranicznych turystów, o wielkości mojego wyczynu.Olek Bąk, z krakowskich Grzegórzek, jako pierwszy… itd. Czy wtedy moja sława będzie równie wielka, jak ta mojego krajana, też z Grzegórzek, Roberta Kubicy z wyścigów samochodowych Formuły #1? Cokolwiek by nie było, będzie Mea maxima gloria, moja wieczna chwała - tak już siebie widzę…   

Aliści po tej wycieczce, przy wchodzeniu do domu po schodach, moje bojowe zamiary znacznie przygasły. Ej, ej, coś tam teraz w nogach poczułem. A przecież było to najwyżej może 20 kilometrów na trasie (praktycznie płaskiej), i dwa i pół piętra po schodach.
    
Wyszedłem na balkon. Na zachodzie rysowały się ostro Góry Skaliste. Niby tak blisko … kiedy tam jechać samochodem, ale tak dojść tam na piechotę, czy na nartach? A nawet i na rowerze też mi się już nie będzie chciało. A przecież to tylko maleńka cząstka Trans Canada Trail.  
 
Spożyłem sutą kolację. Miałem do tego logiczne uzasadnienie, bo przecież ta wycieczka i to wychodzenie po schodach kosztowało mnie trochę wysiłku fizycznego. Po kolacji ogarnął mnie naukowy nastrój, inspirujący medytację praw grawitacji. Poddając się jej prawom, przyjąłem poziomą pozycję na sofie. Postanowiłem też oglądnąć sobie w TV te pejzaże, które mógłbym podziwiać z Trans Canada Trail, tak jest łatwiej. I tak medytując i oglądając, i po golnięciu sobie kieliszeczka krajowej siwuchy (albo może to była żubrówka?), słodko mi się zasnęło. Przegapiłem wieczorny dziennik TV. Sic transit [wydumana] gloria mundi! Albo raczej Vanitas vanitatum…    

Podczas jednej wycieczki narciarskiej w styczniu, tym razem już w górach, zdrowo wywinąłem orła na zjazdowym odcinku (nie takim bynajmniej stromym). No tak, chciałem tu zaimponować moim przyjaciółkom, bo z moją piegowatą facjatą, krzywym nosem i dobrze już zaawansowaną łysiną, na co jeszcze mogę w życiu liczyć? I wtedy, zapewne w rezultacie lekkiego wstrząsu mózgownicy, nasunęła mi się taka myśl: a jakby tak zorganizować polonijną sztafetę na Trans Canada Trail? Teraz właśnie jest okazja, bo znicz olimpijski przenoszony przez Kanadę, niedawno zawitał do Calgary. I przy okazji nastąpiłaby mobilizacja naszej Polonii, co przyczyniłoby się do ożywienia naszych narodowych więzi i patriotycznego ducha. Eureka!  
 
Wyobrażam sobie, że na inaugurację tej sztafety nasz ambasador przybyłby z Ottawy. A może by on zechciał przejść, lub na rowerze przejechać początkowy odcinek? A gdyby tak jeszcze był w smokingu i w meloniku na głowie? Start powinien się odbyć przy asyście mediów informacyjnych z Kanady i z Polski. Błyskają flesze aparatów fotograficznych, kamery TV, jakiś chór polonijny głośno śpiewa "Marsz, marsz Polonia", sztafeta rusza.
 
Na trasie uczestnicy sztafety witani by byli przez prezesów naszych organizacji polonijnych. Oj, ale w Ottawie szef jednej z nich jest na indeksie naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, więc niechby on tam był obecny incognito, w głęboko na czoło nasuniętym kapeluszu, w ciemnych okularach i z podniesionym kołnierzem płaszcza. A gdyby był silny mróz, usprawiedliwiona byłaby narciarska maska na twarz. Albo może lepiej nie, bo jeszcze jakiś policjant pomyślałby, że ten osobnik jest terrorystą i zostałby on zatrzymany do przesłuchania. MSZ byłoby nawet z tego całkiem zadowolone.  
 
Trawers prerii… Oj, tu mogą być kłopoty ze znalezieniem chętnych, bo to taki długi dystans i raczej niezbyt interesujący krajobraz. Mamy tu jednak w Calgary pewnego twardego kolarza, który w ubiegłym roku odfajkował 800-kilometrową pętlę w Górach Skalistych, więc on mógłby tu zaliczyć lwią część trasy. Aha, tam na prerii mocno dmucha, więc może ktoś zechciałby użyć deskorolki lub wrotek, a w rękach trzymać wysoko żagiel? Mamy tu w Calgary pewnego żeglarza w zaszczytnym stopniu  kapitana żeglugi  dalekomorskiej, więc on mógłby w ten sposób mknąć przez prerie. Tam jednak wieją przeważnie wiatry zachodnie, a halsowanie na takim sprzęcie i na takim terenie może być trudne. Trzeba więc czekać na sprzyjający wiatr. A dla zachęty może Monique Leyrac zechciałaby zaśpiewać, tak pięknie, jak ona umie… par le chemin de prairies, au bout d’un galaxie… Ale ona jest separatystką, chyba nie zechce.
 
 Sztafeta przybywa do Calgary. Honorową rolę mógłby tu odegrać nasz  konsul honorowy, może też w smokingu i meloniku przebiegający, lub na rowerze przejeżdżający przez Olympic Plaza. A dalej sztafetę mogliby kontynuować szefowie naszych organizacji polonijnych, zarówno tych pobożnych (zawsze), jak i tych świeckich (czasami figlarnych). Od naszego konsula mógłby przejąć pałeczkę szef tej największej pobożnej organizacji, który na tę okazję - będąc świadomy, że zobaczy to miliony telewidzów pewnej pobożnej stacji TV  w Polsce - wreszcie wyciągnąłby z szafy swój strój góralski. A teraz na metę kolejnego odcinka trasy przybywa szefowa jednej z naszych świeckich organizacji; głęboko oddycha po solidnym wysiłku fizycznym, co skrzętnie rejestruje nasza calgaryjska TV. Mnie tu nie ma w Calgary, bo ja, będąc szczególnie uwrażliwionym na piękno wysokogórskiej scenerii, rezerwuję sobie odcinek na jazdę rowerową od Przełęczy Kopiącego Konia (a kogo to, za co i gdzie on kogoś kopnął?) do Field w Brytyjskiej Kolumbii. Nie jest to, jak na rower, zbyt długi odcinek, a to, że jest tam prawie cały czas zjazd (z wysokości 1643 m) jest już czystą geograficzną koincydencją. Finale Grande sztafety nad Pacyfikiem. Kiedy już nasz ostatni uczestnik  (może nasz konsul w Vancouver?) przybywa na metę, rozlegają się triumfalne wystrzały, niestety tylko z korkowców, bo na armaty nam nie pozwolą, jako że mogliby nimi zawładnąć terroryści. Żwawo gra orkiestra dęta, specjalnie na ten cel z Polski sprowadzona (sugeruję tę strażacką z Ochlapkowic; ostatnio - jak doniosło CNN - dali bardzo udany koncert na moście w Zawichoście), a jakiś chór polonijny (może nasz parafialny, bo to marka wysoka …) śpiewa głośno "Gaude Mater Polonia".  
 
Uroczystość zakończeniowa miałaby pokrycie w polskich i kanadyjskich mediach informacyjnych. (Dobrze by też było i w chińskich, jako że już za jakieś 30 lat Chiny będą potęgą gospodarczą #1, trzeba mieć przyszłościową wizję geopolityki …). A więc byliby tam reporterzy z różnych krajowych pism, rozgłośni radiowych i stacji TV. Otarlilby się tam wtedy o siebie łokciami np. o.dyrektor Radia Maryja i TV Trwam i redaktor naczelny Gazety Wyborczej. I potem spotkaliby się oni na Grand Bal Brilliant zorganizowanym z okazji zwycięskiego zakończenia sztafety. Jakież to zrobiłoby wrażenie w Polsce i wśród rozsianej na świecie Polonii ich zdjęcie (np. w krajowym Naszym Dzienniku i w torontonskim Głosie Polskim), lub reportaż na żywo, jak przyjacielsko, radośnie trącają się oni kielichami. Wiwat król, wiwat naród, wiwat wszystkie stany! 
   
A więc drodzy Rodacy i (Wasze) Rodakow dzieci: kto zdrów i krzepki, niech w Sztafecie leci!

Aleksander Bąk, Calgary
Tel.: (403) 245-4667 
publ. www.poloniawcalgary.com

•••

PS Początkowo planowałem, by na to  Finale Grande zaprosić… ha, właśnie kogo? Prezydenta, czy premiera? Nasza konstytucja posiada, niestety, niemałą "szarą strefę" jeśli chodzi o państwowe kompetencje, więc zapewne byłaby w sejmie przydługa (i potencjalnie gwałtowna) debata nt. kto miałby dostąpić tego zaszczytu. Wyjściem z tej kłopotliwej sytuacji mogłoby być wysłanie ich obydwu, ale znów doszłoby do powtórki pamiętnej wojny samolotowej przed szczytem w Brukselii w 2007 roku. Jest prawie pewne, że chcieliby udać się w podróż osobnymi samolotami, a to niepotrzebnie obciążyłoby polskiego podatnika. Na to jednak nie możemy sobie pozwolić, nawet w sytuacji, kiedy nasza gospodarka ma się całkiem nieźle, podczas gdy w finansowych kręgach na świecie pojawiła się parafraza hasła Marksa, czyli Bankiry wsiech stran sojedinjajties’ (Marks jeszcze w modzie…). Niech więc już lepiej panowie prezydent i premier pozostaną w kraju i skupią się na transcendentnej medytacji, że na skutek osobistych animozji przegapili taką niepowtarzalną okazję.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Polonia
Jan Zieleniewski - więzień polityczny, filozof, malarz, poeta, pisarz
Panteon Gazety Gazeta 2011 - 2012
Świąteczne spotkanie z polonijnymi posłami GTA
Dzieci seniorom na Boże Narodzenie
Serce za Serce
Święto Niepodległości w Toronto
W święto Niepodległości Polski - śladami Trzech Ołtarzy...
XII Festiwal Chórów Polonijnych w Ontario
Polonijni olimpijczycy w Konsulacie
Sprawozdanie z kempingu Polskiej Inicjatywy Studentów w Kanadzie