Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 9 stycznia, 2012
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Powrót do codzienności
Witold Liliental
Mar 12, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


No i mamy już za sobą emocje związane ze złotem Justyny, srebrem Adama i brązem naszych panczenistek. Jeszcze dogasają emocje z ostatnich chwil meczu hokejowego, kiedy to Amerykanie wyrównali na 2-2 i już prawie, prawie spokój zamienił się w nowe napięcie. Słyszałem, że jakaś pani w Hamilton tak emocjonalnie przeżyła ten mecz, że swoją radość po ostatecznym zwycięstwie Kanady zademonstrowała… rozebraniem się do naga na ulicy. Jeszcze przez kilka dni telewizja Polonia pokazywać będzie powtórki z finiszów i ze skoku. Długo pamiętać będę swoje własne wzruszenie, kiedy oglądałem, jak Biało-Czerwona unosiła się w górę przy dumnych dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego, a nasza Justyna Kowalczyk stała na baczność dumna i uśmiechnięta. Olimpiada zimowa w Vancouver, ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami, tryumfami i porażkami, radością, ale czasem i z gorzkim smakiem, przeszła do historii. Jesteśmy dumni zarówno z Polski, jak i z Kanady. A ja jeszcze dumny jestem z naszego wspaniałego Kabaretu pod Bańką, który swoim występem podbił serca widowni sportowców, działaczy, kibiców i polonii vancouverskiej. Oby ten występ zaowocował nowymi kontaktami i nowymi zaproszeniami. Nasi artyści są tego warci.

Wracamy zatem do codzienności. Na terenie kanadyjskim ta codzienność rzeczywiście nie wydaje się być najeżona jakimiś szczególnymi skandalami. Co się zaś tyczy Polski, przywykliśmy już od wielu lat do tego, że ta codzienność, to niekończące się pasmo nieparlamentarnych wystąpień parlamentarzystów, wzajemnych oskarżeń i kontroskarżeń, obraz i pozwów sądowych zakładanych przez tych, którzy się poczuli obrażeni. Nie można, rzecz jasna, mieć demokratycznego państwa bez sądów, które rozstrzygają spory i których werdykty szanowane są przez obie strony, zwłaszcza przez stronę przegrywającą. Ale też trzeba wziąć pod uwagę, że te sądy utrzymywane są przez podatnika (tzw. koszty sądowe, płacone przez stronę, która przegra, nie pokrywają przecież w pełni rzeczywistych kosztów utrzymania biur sądowych, budynków, płac sędziów itd). A u nas sądy oblegane są bez przerwy pozwami i kontrpozwami. Polityków przeciwko innym politykom za wyrażenia "naruszające dobra osobiste", rodzin prominentów kultury przeciwko wydawcom książek, w których napisało się coś szokującego, albo przeciwko reżyserom filmów, w których znaną postać przedstawiło się w niekorzystnym świetle. Są też pozwy organizacji społecznych przeciwko osobom, grupom, a nawet instytucjom, które dopuściły się wypowiedzi rasistowskich i ksenofobicznych, ubliżających mniejszościom etnicznym, wyznaniowym, czy innym. Akurat te występki, które, moim zdaniem, powinny być bezwzględnie tępione przez społeczeństwo i karane przez sądy, nazbyt często bywają umarzane przez prokuratury, albo sądy, jako charakteryzujące się "minimalną szkodliwością społeczną". Charakterystycznym zjawiskiem jest, w takich przypadkach, obleganie sali sądowej przez krzykliwe tłumy demonstrantów, nierzadko wymachujących figurami i obrazami świętych i usiłujących źle pojętą religią wpływać na orzeczenie.

Są przypadki, kiedy rzeczywiście nie ma innej drogi szukania zadośćuczynienia, jak zaskarżenie czyjejś wypowiedzi do sądu. Gorzej jednak gdy strona przegrana totalnie lekceważy wyrok nakazujący przeproszenie i nie ma w Polsce sposobu wymuszenia wykonania wyroku nałożonego na niektóre osoby wysoko postawione, uważające się za święte krowy. Wypracowały one sobie zresztą pewne formułki, w myśl których wszelka krytyka ich dotycząca, to "zamach na Polskę", albo "zamach na kościół". I sądy mogą orzekać, ale nie ma odważnych, którzy próbowaliby wyrok wyegzekwować. Po co narażać się "idolom"? I tak cała kosztowna i długotrwała procedura sądowa idzie na marne.

Ale w Polsce wzajemne sądzenie się stało się właśnie tą codziennością. Prawa i przepisy zbyt często nie są tworzone przez wyniki głosowania w Sejmie, co byłoby normalną drogą legislacyjną. Bo strona, której wynik głosowania się nie podoba, zaskarża go do Sądu Administracyjnego, bądź Trybunału Konstytucyjnego. Takie instancje istnieją w każdym demokratycznym państwie, ale tam kieruje się sprawy najwyższej wagi. W Polsce korzystanie z tej drogi jest niemal stałym elementem gry politycznej.

Z drugiej strony, nie można nie przyznać, iż posunięcia i szokujące wypowiedzi niektórych polityków mają mniej do czynienia z poprawianiem jakości życia obywateli, a więcej z zaszkodzeniem przeciwnikowi politycznemu, bądź z przysporzeniem sobie samemu korzyści. Ciągle jeszcze żywe są u wielu, nie tylko zresztą polityków, postawa i mentalność wyniesione z nawyków nabytych w PRL.

Bardzo rozpowszechniła się metoda walki politycznej na "haki". Jak tylko nie podoba nam się polityk, czy kandydat na jakieś stanowisko, w ruch idą haki. Przysłowiowy już dziadek z Wehrmachtu walnie przyczynił się w swoim czasie do wyniku wyborów prezydenckich. Wykalkulowano - i słusznie - że nawet jeśli się chwilowo potępi i na moment ukarze pomysłodawcę haka, to pewna część brudu i odium zawsze przyczepi się do osoby atakowanej na trwałe.

Chyba tylko ślepy nie widzi, że hasło to spełniło wszelkie pokładane w nim oczekiwania. Mówienie, jak niedawno słyszeliśmy z ust przewodniczącego PiS, że "są fakty obciążające Radka Sikorskiego, ale nie mogę ich ujawnić" należy widzieć w tych samych kategoriach. Bo albo mówi się otwarcie i wprost, o co chodzi, albo nie podnosi się sprawy w ogóle. Tak samo niesmaczne są pojawiające się w prasie nacjonalistycznej aluzje do pochodzenia żony min. Sikorskiego. Takie "argumenty", zasłaniające się wolnością wypowiedzi, powinny być nie tyle zakazane, co poddane powszechnemu potępieniu. I bynajmniej nie oznacza to, że ja popieram Sikorskiego przeciwko Komorowskiemu. Po prostu dostrzegam granice przyzwoitości.

Wracając do sądzenia się, w bliskiej przyszłości szykuje się spektakularny proces wytoczony przez Romana Giertycha Jarosławowi Kaczyńskiemu o stosowaniu "haków" w polityce w okresie, kiedy ten ostatni był premierem. Trudno, oczywiście, przewidzieć, jaki będzie wynik tego procesu. Ponoć pozwany ma wytoczyć kontrproces. Cokolwiek myślę o Romanie Giertychu, a każdy może się domyślić, że nie są to myśli zbyt ciepłe, nie mogę mu odmówić sprytu i inteligencji. Twierdzi on, że ma wszelkie dowody na poparcie swoich zarzutów. Jest prawnikiem i wie, czym grożą takie zarzuty niepoparte dowodami.

Ale społeczeństwo, a przynajmniej pokaźna jego część, jest już zmęczona kłótniami, hakami, procesami, kopaniem w przeszłości i niekończącym się rozliczaniem. Młodzi chcą patrzeć w przyszłość, chcą budować, a nie rozgrzebywać. Chcą po prostu powrotu do prawdziwej codzienności.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy