Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 21 lipca, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:

Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
Katyń 2010
Powódź 2010
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Jan Paweł II
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Komentarze, opinie

Równi, równiejsi i deklaracje
Witold Liliental
Mar 5, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


Pamiętam jak dawno temu skandalizująca gwiazda Hollywoodu Zsa Zsa Gabor weszła w konflikt z policjantem, który ją zatrzymał, gdy dokonała jakiegoś drogowego wykroczenia. Gazety podawały, że gwiazda pozwoliła sobie na zwymyślanie stróża porządku i nawet doszło (z jej strony) do ślinoczynów, oczywiście z bliskiej odległości. Zsa Zsa została skazana na jakąś grzywnę i wówczas jej mąż przekonywał wysoki sąd, że ludzie bardzo bogaci powinni być traktowani przez sądy łagodniej, ponieważ stanowią bardzo szczególny typ homo sapiens, zasługujący na specjalny szacunek. Wredny sąd jakoś nie przychylił się do argumentacji, nie okazał należytego szacunku wielkiej gwieździe i ta musiała swoją karę zapłacić. Podobnie potraktował wiele lat później też bogatą i też sławną prezenterkę telewizyjną polskiego pochodzenia Marthę Stewart i (za znacznie poważniejsze przewinienia) posłał ją do więzienia. Odsłużyła w nim pięć miesięcy. Gubernator stanu Arizona Ed Mecham, skazany sądownie za przekręty finansowe, został poddany procedurze impeachmentu i usunięty z urzędu w 1988 roku. Dziś sąd kalifornijski nieugięcie żąda ekstradycji Romana Polańskiego i nie przejmuje się protestami licznych prominentów kultury z Ameryki i z Europy. Na naszym podwórku, pułkownik, dowódca największej bazy lotniczej w Kanadzie, został aresztowany i oskarżony o morderstwa i gwałty. Wszystkie te przykłady wskazują, że Temida opaski z oczu nie zdjęła, nie oglądała się na to, jak ważna, znana, skądinąd zasłużona, czy można jest dana osoba. Bo w praworządnym państwie nie może być równych i równiejszych.

Tymczasem w Polsce do tej pory niejednokrotnie zdarza się, że poseł, sędzia, lub inny "ważny", potrąciwszy pieszego na jezdni zasłania się immunitetem. W tym tygodniu prasa doniosła, że toruński policjant, który zatrzymał i wręczył mandat pewnej starszej pani, jadącej po zamkniętej ulicy, został sam aresztowany, spędził noc w tzw. "dołku", czyli areszcie policyjnym i nadal jest zawieszony w czynnościach. Pani kierowca okazała się być mamą pani prokurator.

Natomiast w Niemczech zatrzymano, odebrano prawo jazdy i ukarano kobietę - biskupa Margot Kaessmann, najwyższą zwierzchniczkę kościoła luterańskiego. Pani biskup okazała się mieć aż 1,3 promila! Bardzo słusznie, że ją potraktowano, jak każdego zwykłego obywatela, którym ona w końcu jest. I jakoś nikt nie uznał, że jest to przejaw wojny rządu federalnego z Kościołem luterańskim. Policjantowi, który dokonał aresztowania, o ile wiem, też nic się nie stało. W Polsce kilka miesięcy temu policjant drogówki w województwie podkarpackim zatrzymał przekraczający dozwoloną prędkość samochód i wypisał mandat. W samochodzie jechał biskup. Policjant ten już nie jest policjantem i poddany został różnym szykanom, po tym, jak komenda otrzymała pismo z ostrym protestem od kurii.

Kiedy czytam takie fakty, zaczynam myśleć, zastanawiać się, ile lat jeszcze potrzeba na wykorzenienie z Polski mentalności i metod tak powszechnych w PRL. Miliony osób w każdym kraju, nie wykluczając piszącego te słowa, płacą mandaty za wykroczenia drogowe i nie uważają tego za zamach na ich godność. Czy matka pani prokurator, albo biskup są ponad prawem? Czy ukaranie biskupa (a nawet i kardynała) mandatem, jeśli dokona wykroczenia, jest wystąpieniem przeciwko kościołowi katolickiemu? Nie rozumiem i nie zrozumiem, dlaczego osoby na pewnym szczeblu władzy uważają siebie za nietykalne.

Napisałem powyżej o bardzo sztywnych zasadach, jakimi kierują się na ogół organy ścigania w Ameryce. Oczywiście, sama rozprawa i zachowanie się na niej prawników, to już zupełnie co innego. Często słyszałem przez radio reklamy prawników specjalizujących się w obronie oskarżonych o poważne przestępstwa drogowe. "Przyjdź do nas, nawet jeśli stwierdzono u ciebie stan wskazujący na wpływ alkoholu". Prawnicy tacy, ludzie bez moralności, ale chytrzy, potrafią wymusić uniewinnienie pijanego zabójcy drogowego, ponieważ… aresztujący policjant nie pobrał próbki z alkomatu w przewidzianym prawem terminie, albo zapomniał odczytać aresztowanemu tzw. "Mirandy" czyli ostrzeżenia, że cokolwiek aresztowany powie może być użyte przeciwko niemu.

Kilka lat temu w Phoenix w Arizonie, głowa diecezji katolickiej biskup Thomas O’Brien przejechał po pijanemu człowieka. Oczywiście, policja nie miała najmniejszych skrupułów, by go natychmiast aresztować. Sąd wymierzył mu jakąś odsiadkę. Ale moi przyjaciele z Phoenix donoszą mi, że biskup O’Brien nie odsiedział nawet jednego dnia. Dziś jeździ z szoferem, jako biskup-emeryt. Widocznie już po rozprawie zadziałały zakulisowe powiązania i uzgodnienia. Mam pewne wątpliwości co do tego, czy szary obywatel, winny takiego samego przestępstwa, mógłby skorzystać z takich samych zakulisowych ulg.

Daleki jestem od nawet dopuszczania myśli, iż każdy hierarcha, jeśli zawini, w taki sposób wymiguje się sprawiedliwości. Każdy powie mi, że duchowny jest też człowiekiem i może czasem zbłądzić. To jest oczywiste. Tylko że z racji specyficznego powołania i działalności duchownych, społeczeństwo spodziewa się po nich wyższych standardów zachowania. To samo powinno się tyczyć pastorów, rabinów, popów i imamów.

Poznałem w życiu wspaniałych księży, dobrych, otwartych ludzi o właśnie wysokich standardach. Dla nich religia jest czymś duchowym, nie samym zbiorem dogmatów i haseł. Skoro jestem przy temacie religii, jestem przeciwny wykorzystywaniu jej jako celu, czy narzędzia polityki. Wiary nie da się zaszczepić przepisami legislacyjnymi. W moim pojęciu, prawdziwa wiara, bez względu na to, czy katolicka, czy jakiegokolwiek innego wyznania, nie potrzebuje ani oprawy ani haseł. Wystarczy dekalog. Moim zdaniem, wpisywanie treści religijnych do aktów prawnych państwa, czy województwa, czy regionu, jak "utrwalanie wartości chrześcijańskich" wpisane w tym tygodniu do planu rozwoju regionalnego na Śląsku, ma taką samą wartość, jak powtarzane w każdej publicznej deklaracji "utrwalanie zdobyczy socjalizmu" nie tak znowu dawno temu.

Jestem jak najbardziej za utrwalaniem wartości chrześcijańskich, między innymi miłości do bliźniego i tolerancji, i to nie tylko na Śląsku, ale nie metodami administracyjnymi. Deklaracje takie dają tylko ich autorom złudną satysfakcję zwycięstwa i wyższości nad przeciwnikiem politycznym, co bynajmniej nie jest wartością chrześcijańską. Nie wpajają one żadnych wartości. Oddajmy cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie, i nie uważajmy, że jakikolwiek duchowny jest z racji pełnionej misji ponad nami. I na pewno nie ponad prawem.

© Copyright 2003 - 2010 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


Komentarze, opinie
A gdzie w tym wszystkim zwykly człowiek?
Tydzień na bieżąco
Czasem mi wstyd
To już 30 lat
Posucha mimo urodzaju
Fanatyzm autorytetów nie uznaje
Spacer po parku
Bez ogródek
Nie dajmy zwyciężyć terrorystom
Nasze wspólne powstanie