Dziennik Polonii w Kanadzie      
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 



Nauka i technika

Śmierć wybitnego konstruktora - Jacka Karpińskiego
Andrzej Targowski
Mar 5, 2010
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Prasa doniosła o śmierci we wrocławskim szpitalu 20 lutego Jacka Karpińskiego (83 lat), najwybitniejszego polskiego konstruktora komputerów. Swym życiorysem, a zwłaszcza talentem mógłby obdzielić kilka osób. Jego ciernista droga, a raczej walka o produkowanie nowoczesnych komputerów w Polsce, jest syntezą polskiego piekła. Nie opuszczał go zły los ani w PRL ani w III RP.


Jego talent i konstrukcje komputerów były wyzwaniem dla oficjalnie "zatwierdzonych" konstruktorów w przemyśle i nauce (mam tu na myśli Instytut Maszyn Matematycznych PAN, a potem MERY). Był Powstańcem Warszawskim, ciężko rannym i odznaczonym trzykrotnie Krzyżem Walecznych, któremu "zniecierpliwiony" Jego talentem Przewodniczący Komisji Planowania (T.W) odebrał w 1972 r. paszport, aby nie mógł współpracować z angielską firmą Data Loop. Firma poznała się na Jego talencie i oryginalności koncepcji mini/mikro komputera modułowego.

Zadziwiający był wówczas niski stan wiedzy polskich organizatorów projektów i konstruktorów komputerów co do trendów na Zachodzie. Ponieważ komputery zaczęto masowo stosować w biznesie, musiały się opłacać i być niedrogie. Stąd trend szedł z budowy superkomputerów do rodziny modularnych maszyn (jak serie IBM 1400, IBM 360, 370), poprzez minikomputery aż do dzisiejszych mikrokomputerów, zwanych potocznie PC-tami. Centrum "naukowe" w Instytucie Maszyn Matematycznych pchało do rozwoju drogich zestawów ZAM 41, a potem RIAD 30 (to była narzucona maszyna z ZSRS) dla biznesów, a ELWRO popierało rozwój licencyjnej ODRY 1300. Opłacalność ich zastosowań była żadna. Zwykle zakupywano te maszyny z Funduszu Postępu Technicznego, czyli traktowano zakup jako "eksperyment."

Natomiast Jacek Karpiński konstruował małe komputery, ale szybsze i bardziej giętkie w rozbudowie. Jego konstrukcje były jak przysłowiowa czerwona płachta na byka dla ówczesnego środowiska. Np. Karp-65 został zbudowany w Instytucie Fizyki Doświadczalnej UW, założonym przez rektora St. Pieńkowskiego, który w czasie wojny był pełnomocnikiem ds. nauki w Rządzie Londyńskim i który zainicjował w ogóle pierwsze prace nad komputerami w Polsce. Pełnomocnik Rządu ds. Elektronicznej Techniki Obliczeniowej (St.K.) był bardzo niezadowolony, że taki komputer powstał w w Polsce 1966/67 r. i nie wiedział, co z tym "fantem" zrobić. (Ten sam pełnomocnik, a nawet "profesor" przysłał swego zastępcę na obronę mojej pracy doktorskiej na PW w 1968 r. aby położyć moją hipotezę o opłacalności minikomputerów wobec tzw. main-frame computers, co tylko pomogło mi w obronie, bowiem miał bardzo słabe argumenty).

W latach 1970. przemysł informatyczny (Zjednoczenie MERA) odmówił zatrudnienia "Jacka", tak bowiem Go nazywaliśmy, bowiem był człowiekiem bardzo bezpośrednim, koleżeńskim i miłym. Nie miał nic w sobie z owej arogancji, jaką często wówczas spotykaliśmy u innych. Ale minister łączności Edward Kowalczyk (z Partii Demokratycznej) dał Jackowi szansę i dał mu etaty, mały fundusz i pomieszczenia w wynajętych mieszkaniach w Warszawie. W takich warunkach powstał komputer K -202, dzieło życia Jacka. Przemysł maszynowy nie mógł zataić faktu i został zmuszony do przejęcia produkcji w swej fabryce we Włochach. Konfiguracja komputera była giętka, raz mógł być większy od Odry czy RIADA 30, a raz mniejszy, tańszy i szybszy. Współpraca z angielską firmą Data Loop gwarantowała dostawę szybkich obwodów zcalonych.

Oczywiście dyrektorzy MERY (J.H.), a zwłaszcza ówcześni dyrektorzy Instytutu Maszyn Matematycznych-IMM (L.Ł., R.K., A.J., i St.T) nie mogli wybaczyć Jackowi Jego technicznej "zuchwałości". Stopniowo zaczęto metodycznie wykańczać Jacka. Tym bardziej szło im to dobrze, że naczelnym dyrektorem Zjednoczenia MERA został J.H., były kierownik Wydziału Przemysłu KC, który miał wszelkie możliwe koneksje i znał się na "wykańczaniu".

Myśmy z ramienia Krajowego Biura Informatyki (KBI) pomagali Jackowi. Raz mu przekazałem via IMM pół miliona dolarów na zakup niezbędnych komponentów, ale pieniądze nie doszły drogą służbową do adresata. Natomiast dyrektor naczelny IMM (R.K) zażądał, aby KBI skreśliło z listy K-202 i nie prowadziło statystyki jego wykorzystania. Oczywiście bojkotowaliśmy jego żądanie.

Jacek zwijał się jak mógł i zbierał osobiście zamówienia na K-202, natomiast dyrektorzy MERY odwiedzali potem dyrektora przedsiębiorstwa i sugerowali mu zerwanie umowy, bowiem K-202 nie jest dobrym i "zatwierdzonym" do użytku komputerem.

Często Jacek gościł członków Biura Politycznego, którym prezentował swój komputer. Podziwiali, gratulowali, ale na dole owi dyrektorzy robili swoje. Na jego temat kiedyś w Gmachu KC o 10 wieczorem zebrała się nieomal cała elita władzy gospodarczejZaproszono mnie i red. St. Bratkowskiego, który obok red. Andrzeja Bobera bardzo popierał w prasie projekty Jacka. Atak na Jacka przypuścili dwaj dyrektorzy IMM i o dziwo jeden nawet zaczął mówić łamanym angielskim, gdy wspomniał o Data Loop, znacząco sugerując - "wywiad zachodni." Przewodniczący zebrania zagroził zerwaniem spotkania o ile owi dyrektorzy nie zmienią tonu. Szef MERY J.H. od razu zapewnił władze, że MERA lubi K-202 i zajmie się produkcją.

Oczywiście była to tylko manipulacja, MERA zastawiała coraz to większe sidła na Jacka. Nawet uruchomiła rozmowy z amerykańską firmą Litton w celu uruchomienia produkcji minikomputera MOMIK ("pomimo" Karpińskiego). Byle nie produkować K-202 i nie popierać wybitnego polskiego konstruktora. Owi dyrektorzy nie mieli kwalifikacji konstrukcyjnych, nie znali języków zachodnich (ów jeden znał bardzo słabo), po prostu zazdrościli Jackowi. Co gorsze ci, którzy znali konstrukcje komputerów, a takich już było sporo, zwłaszcza w IMM, na PW, czy UW, nie odezwali się słowem w obronie Jacka.

Myśmy w KBI popierali otwarcie Jacka projekty tak słowem jak i funduszami (małymi, bowiem "nielegalnie" wysupływanymi z innych). Kiedy na jednym z sympozjum siedzieliśmy z Jackiem razem, powiedziano, że jest to wyzwanie dla zebranych. Myśmy ich uspokoili, że nic z tego, bowiem jesteśmy tylko "członkami spółdzielni pracy próżny trud."

Cóż, żegnaj Jacku, jesteś symbolem wielkiego, polskiego talentu inżynierskiego, którego rozkwit został nie tyle powstrzymany przez władze, co przez klimat państwa totalitarnego. Także zostałeś powstrzymany przez tzw. "polskie piekło", ludzi zazdrosnych i małych. Ale pamięć o Tobie pozostanie na zawsze w polskiej technice.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Nauka i technika
Technologia, talent i tolerancja
Rok 2011 w polskiej i światowej nauce
Urodziny Google Canada
XXI wiek pomógł Haendlowi
Nowa e-księgarnia w Kanadzie
Kanadyjski czujnik na Marsie
Kanadyjczyk noblistą już po śmierci
Astronomia w czołówce polskiej nauki
Centrum fizyki im. S. Hawkinga
Wynalazek a choroba szalonych krów