Finanse
Ogłoszone wczoraj wyniki współczynnika zaufania konsumentów w USA spadły do najniższego od dziesięciu miesięcy poziomu, co oznacza ni mniej ni więcej tylko to, iż z obawy o sytuację na rynku pracy mogą i pewno powstrzymają wydatki i inwestycje. Wydatki są niemal konieczne by utrzymać poziom wydobywania się z ostatniej recesji. Tzw. Conference Board Confidence Index spadł do poziomu 46 punktów, co jest znacznie poniżej najbardziej nawet pesymistycznych przewidywań przeprowadzonych przez Bloomberg News wśród czołowych amerykańskich ekonomistów.
W styczniu poziom tego wskaźnika wynosił 56,5. Oddzielnie ogłoszone wyniki pokazały, że ceny nieruchomości w USA wzrosły po raz kolejny, co jest już siódmym z rzędu miesięcznym "marszem w górę" na rynku amerykańskim. Wartość akcji na giełdzie nowojorskiej spadła, zaś obligacje rządowe zyskały na wartości po tym jak opublikowano wspomniany wyżej raport i kiedy ogłoszono wyniki badań nastawienia konsumenta amerykańskiego do obecnej sytuacji.
Wskaźnik ten jest najniższy od 27 lat, a nadzieje na wyższe zarobki bardzo odległe. Te ostatnie wyniki i nastawienie opinii publicznej coraz bardziej potwierdza przypuszczenia, że szef Federalnego Biura Rezerw Ben Bernanke powtórzy stanowisko, które wygłosił ostatnio w czasie wystąpienia przed Kongresem, iż Bank Centralny ma zamiar utrzymać bardzo niski poziom stóp procentowych przez długi, długi czas. Uważa się dość powszechnie, że poziom wydatków konsumenckich będzie znacznie niższy od tego, jakiego oczekiwano, co z kolei spowoduje, iż gospodarka amerykańska jeszcze przez cały 2010 rok będzie borykała się z dość sporymi problemami. O tym jak niepokojące są ogłoszone wyniki niech świadczy fakt, że w sondażu przeprowadzonym wśród ekonomistów co prawda spodziewano się spadku zaufania, lecz jedynie marginalnego, do poziomu 55.
W reakcji na ogłoszone wyniki wskaźnik giełdowy S&P 500 spadł na wartości o 1,2 procenta w ciągu jednego dnia. Jest to również kontynuacja procesu zapoczątkowanego w styczniu, od którego to czasu S&P 500 spadł na wartości o 8 procent. Nieco lepsze wyniki dotyczą rynku nieruchomości, gdzie S&P/Case-Shillerindex wzrósł o 0,3 procenta. Twórca tego indeksu stwierdził, że nie ma mowy o tym abyśmy wrócili do sytuacji z 1987 roku, jednak z uwagi na to, iż rządowy pakiet interwencyjny niedługo się skończy, a poziom stóp procentowych w końcu zostanie podniesiony, niezwykle trudno jest przewidzieć w jakim kierunku i jak szybko zmienią się ceny nieruchomości w USA. Procent konsumentów, którzy uważają, że rynek pracy jest tak dobry, iż znalezienie zatrudnienia nie stanowi problemu spadł do 3,6 procenta z 4,4 procenta w styczniu, zaś procent tych, którzy uważają, że znalezienie pracy stało się trudniejsze wzrósł do 47,7 procenta z 46,5 procenta.
Niepewna i skomplikowana politycznie sytuacja w Waszyngtonie nie pomaga tej trudnej sytuacji. Było bowiem wiele szumnych zapowiedzi na temat poprawy sytuacji na rynku pracy, w dalszym ciągu brak jest jednak konkretów. Również oczekiwania co do przyszłości w najbliższych 6 miesiącach są raczej negatywne, zaś wskaźnik spadł do 63,8 (co jest najniższym notowaniem od lipca 2009 roku i znacznym spadkiem z poziomu 77,3 w styczniu). W dalszym ciągu oczekuje się spadku poziomu dochodów, a liczba tych, którzy oczekują podwyżki, spadła o blisko 20 procent. W dalszym ciągu oczekuje się, iż poziom bezrobocia w USA będzie utrzymywał się na poziomie zbliżonym do 10 procent.
© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.
Powrót na początek strony
|